ŻYCIE POD SZKŁEM

BYĆ

być rozrzutnym to znaczy
kłamać przyszłością posiadania
drogami pustymi
iść gdzieś przed siebie
z dziurawej kieszenie beztrosko
wypływa szczęście i ginie
wiem o tym
daję innym to czego sam nie mam
być rozrzutnym tak trudno
nie mając nic
za dnia powiekami
trafiać w nadchodzącą noc
być hojnym bez zasad
sprzedawać siebie za egoizm kogoś
być kimś
to nic nie mówić i ciągle iść
być człowiekiem
to znaczy wiedzieć że można
kochać wszystko
nawet innych ludz
66.


KATEGORIA WŁASNEGO MIEJSCA

dlaczego mutacja daje
jednym bardzo dużo
innym prawie nic

otrzymałeś życie
sam określasz swoje miejsce
własną drogą
kroczyć możesz
lecz musisz chcieć

lecz cóż to znaczy
całym sobą pragnę tego czego nie mogę
czy to jest słuszne
może należy stać  w miejscu i czekać
to wspaniale potrafię

bądź tylko sobą
jesteś już kimś
innym od wszystkich

jestem i czekam
sobą będąc i niczym innym
będąc odcieniem w palecie ludzkich barw
67.


TRZYMAMY SIĘ ZA RĘCE

rozebrany z uczuć
stoję  patrzę przed siebie
jak kapłan nad ogniem
palą się liście
jesień
minęły dwa miesiące
jestem tutaj
gdzie uczucia wyrastały
mój przyjaciel przyszedł
podał mi rękę
i teraz idziemy razem
mocno trzymając się dnia
i patrzymy za horyzont
na białą mgłę
i teraz wiem
że następne siedem dni
nie będą snem
wrócę gdzie mnie już nie będzie
ale będę w każdej chwili
będę w każdej myśli
68.


BEZ KONTROLI

idylla
a może kolczaste korony
rechotanie żab
w sadzawkach przeszłych miesięcy
zatapianie sylwetek w morzu
jeden spontaniczny wyraz
nie chce
jak gdyby w ustach grabarza
wyzuty prze siedemdziesiąt dni
opłukuję się ze snu
nie śpię
otworzyłem oczy
czerwienią się wybijane gwiazdy z nieba
okrakiem siedzące
na młotach słów i języków
nie kocham
a jednak kochałem
przywiązanie nie może trwać
całą wieczność
kilkanaście godzin
i już
w rozwalonym bunkrze
wilgoć pokrywa kamienie
to są moje oddechy
pod skrzydła sztuki
ślepej głuchej niemej
rozbijany w dzwonie
ludzkiego serca
czuję że za chwile pójdę
zawiążę kokardę
na twej szyi
nie chcę byś odeszła
gwiazdy i krople
mojego wiernego papieru
to listy do głuchych słoni
piramidy
dalej marzę o tajemnicy
mój uśmiech jest inny
jakże niepodobny do sfinksa
alegorycznie dotykane kamienie
nic nie mówiące o kolapsie
tak detalicznych uniesień
jak mogę nie myśleć
przecież ręka sama pisze
druga przybija gwoździe
do czystej tablicy
i stąd powstaje
tak wiele retorycznych pytań
kobiety
mężczyźni
wszyscy chcą sprzedać ciało
nawet za garść srebrników
targ na powiekach ślepca
to nie każe czekać
wybuchnie jak gejzer
białego smoka
tak dużo mgły
a może to
welony welony welony
zawieszone na hakach
lub na dyszlu zwisającym z nieba
robi się piana
albo to wrząca woda
jestem kolorem nieśmiertelnej
bieli i ciemności
okiem gwiazdy rozbudzonej
serpentyną odległości
jestem kurczącą się plazmą
zaplątały się nici wokół serca
obłożonego medalami
ale serce nie pęknie
tak powiedziało trójkątne oko
o niesamowitej śniadej cerze
jakby koloratura dźwięku
lub nowe definicje kolorów
z konewki wylewają się kolorowe myszy
bo wszystkie koty wyzdychały
jak puszyste diabły kalendarza
słyszy moje sepleniące ucho
nie mogę odpowiedzieć
jakbym siedział w dzbanie
i ludzie przestali krzyczeć
bo po kanciastym stole
jedzie idea
nie kopać dołków
bo z dołkami nie ma żartów
i te okropne śmigła zataczające korkociągi
wokół wysokich słupów
w końcu zacząłem rozumieć
wypompowałem się
i powoli znów
odzyskuję kontrolę
69.


KRWAWY OBŁOK

dusza jet niewinna i mała
czasami blada jak lilia
żyjąc w ciele
określona wymiarami czynów
odcina się od mroku spraw
zatrzymany w pół słowa
przybity do matrycy idei
muszę powielać jeden pogląd
okłamywać samego siebie
czyje prawo chce rządzić umysłem
pamięć
rozterka
i kilka krzyży
zdecydowany powiedzieć nie
staję na szczycie wielkiej góry
zdejmuję szaty
i lecę jak obłok
70.


PRZEJŚCIE PRZEZ DRZWI

spoglądamy w okna
pozbawione szyb
pozbawione krat
spoglądamy w siebie
garściami sypiąc nadzieję w oczy
otwieramy tysiące drzwi by wiedzieć
mówimy do kamiennych twarzy
wrastamy w kamień
jak skaliste posągi mówimy
że kiedyś byliśmy wolni
71.


NA DŁONI

kto
czy to ty
przeraźliwy krzyk
czy to nie ja
a może to
kryształowe serca
które widzą i czują
ty znów budzisz się
nie będąc mną
pierwszy raz od tak wielu dni
uwalniasz się z sieci
dużo tak dużo dnia
że nie starcza go dla ciebie
więc czekasz
i jeszcze raz
idziesz w górę potem w dół
a w końcu
cały świat
widzisz jak na dłoni
72.


STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI

starożytność
to moja pieśń
czy już dnieje
bo całe mnóstwo
owadów przed oczami
czy to tęsknota
kolorowe różowe kręgi
pasma dźwiękowych barw
jakże delikatne
jakie stanowcze
jest moje przebudzenie
tak długi letarg
jak całe wakacje
na plaży gdzie
woda wpłukuje pamięć
codzienna praca
nie zapominam
przecież to również długi czas
bez ciebie
dawno
tak bardzo dawno
to była starożytność
wspominam sięganie do gwiazd
i czuję gwałtowne uderzenie
dłonią po twarzy
ależ to jest jak rytuał
a może miłość
a może okłamywanie
statyści przeklęci krętogłowi
ludzie małostkowi
jak blokada informacji
czasami wiadomość jest silniejsza
przejdzie drogą opatrzności
wprost do serca
stoję więc przed ścianą
i czekam na dźwięki
cierpliwie czekam
i wierzę że nadejdzie czas
czas radości
ale boję się
płaczu mutantów
lecz to musi nastąpić
po smutku nadchodzi radość
ty też na to nie pozwolisz
gdy każą tłumić pragnienia
czuję się
jak rozpalony węgiel
73.


JAKIE JEST TWOJE IMIĘ

jakie imię ma ptak
czy to jest lot
przestrzeń
swoboda
jakie imię ma wolność
czy to szum skrzydeł
czy to wiatr
wieczór
spokojny i lekki
jakie imię ma oczekiwanie
ciche
jak szelest spadających liści
albo opadających łez
jakie imię ma pragnienie
sączące się słowa
wypowiadane z czystością
może to emocja
rozwijam skrzydła
patrzę przez mój pryzmat
zachodzi słońce
w czerwieni skąpane posągi
i dziwne filetowe kwiaty
jak włosy
na betonowej platformie
rozebrana przestrzeń
ogromne ciężkie spojrzenia
dalekich gwiazd
taka duża przestrzeń
na twarzy czerwone cienie krat
taka mała przestrzeń
jakie jest moje imię
czy to jest
ptak
wolność
pragnienie
skały
ostre noże
jak szydercze słowa
powielane w tysiącach egzemplarzy
na milionach kartek
takie pyszne pękate
czerwone kule
zaciskają się jak klamry
we mnie jest źródło
wszelkich tajemnic
coraz zimniej
coraz bielej
już najwyższy czas
wzbić się wysoko w niebo
podążać za słońcem
i odlecieć na zachód
już czas zapytać ciebie
jakie jest twoje imię
73.


CZEKANIE

czekanie
jest jak chodzenie w kółko
jak dreptanie bosymi stopami
po rozżarzonych węglach
każdy dzień liczony dokładnie
sekunda po sekundzie
i ciche rozmyślania
dławienie się nadzieją
i spokojne wyuczone gest
stojąc w napięciu nie przyznajesz się
nie mówisz czekałem
dławisz się nadzieją
ja też nic nie mówię
dławię się nadzieją
i czekam na rozczarowanie
w końcu pytanie
rozwiązuje niepewność
gardło oddech wstrzymuje
i jest
to puste miejsce
które kiedyś wypełniało
czekanie
78.


W ZAPRZĘGU

różowe piękne motyle
głosem młodych traw
śpiewają i cieszą się
dni młodości
zimnym światłem głoszą przyszłość
czy twoja kula też tak błyszczy
czy urywane blaski tęsknią
liście i kwiaty
miłość i śmiech
każdego ranka
wstajesz spokojny
i z lękiem myślisz o jutrze
moje dni należą od kilkunastu minut
do słów mówionych szeptem
ktoś mnie prowadzi
przez szerokie kolorowe bramy
długość i pamięć
coś z kwadratu dłoni
to trzyma mnie za rękę
i jak matka uliczna
wiedzie za cieniem świecy
79.


ŚPIJ

łagodnym głosem mówisz
śpij
kładziesz mi dłonie na oczach
i wtedy róże pachną jak twój głos
wszystkie rzeczy się śmieją
i to mnie dziwi
bo każdy szczegół twojego życia
był we mnie
malowaniem śpiewaniem
wiosennym krzykiem ptaków
80.


TO NOWE

szum
jak mogiły
spękane żarem myśli
wypływają z głębi
malowanych cieni
to karawana starych kobiet
idąca przez pustynie miłości
w rękach trzymają zwiędłe kwiaty
w blasku sztucznych ogni
zbliża się karnawał
radość i obłęd
taniec szału i śmierci
kilka podskoków do upływu sił
wielkiej namiętności
a potem wielkie oczekiwanie
aż nadejdzie nowe
81.


ŚNIĘ

sen jak wypoczynek
jak biała noc
owija mnie swym welonem
pływam
w górę i w dół
wśród szumu zdarzeń
wśród codzienności
unoszę się jak powietrze
długie płaszczyzny latają
jak sterowce
kokosowym mlekiem nasączony świat
i kolory miękkich marzeń
wyrastają w myślach
sen jest we mnie
ciało drętwieje
tracę kontakt
otwieram drzwi
i wchodzę we mgłę
tak jak w szumie
nieśmiałych miłośnych objęć
daleko
w srebrzystej poświacie spowita
rozpościera się świątynia króla
tego który chciał uciec z wiatrem
wyciągam rękę
dotykam zimnego kamienia
budowa rozpływa się
dnieje
opadam i wznoszę się
jestem ciężki potem lekki
jak śnieg lub deszcz
umywam swe ciało
zamykam oczy i widzę
życie jest takie gumowe
czy jestem gumą do żucia
świta
zorza poranna
lepię się jak lep na muchy
ciągle śnię
zwijam się i rozciągam
jakbym był wypluty
łykam kurz
toczę się
śnię
82.


KOŁOWANIE

moje są gwiazdy
moja jest noc
moje są korytarze
ciemne i długie
jak ludzkie wnętrza
albo wyciągnięte kobiece ręce
puchnące w czekaniu i smutku
może one kwitną
jak konwalie w grudniu
zadzieram głowę w górę
patrzę na niebo
szukam mojej gwiazdy
która pojawia się raz do roku
wchodzę do mojego korytarza
czuję się prześwietlony
czuję że coś się rodzi
we mnie
jak w każdym z nas
garściami zbieram krople z czoła
wznoszę wieże bez wejść
trwam
moje są białe kwiaty
moje jest boże narodzenie
83.


POZOSTAJĄ OBRAZY

jak frędzle
zwisające z góry
z podwiniętym ogonem
stoję pod światłem przy ścianie
stoję pod prysznicem
czasu
dni
krople duże bąble
obolałe pragnienia
jak duszenie niemożliwych marzeń
ciągle rosną pękają
i oblewają duszę
otaczają i owijają
opada szklanka na pusty stół
to tak krępuje ruchy i myśli
chcę uciec od koszmarnych obrazów
przed odbiciami w lustrze dnie
a echo jest szalone
głosem milionów wydaje wrzask
niech żyje
budujemy
gorączka pragnienia
zżera duszę
i wyrastają długie badyle
wyciągam rękę
chcę schwytać miejsce
gdzie słońce zachodzi
przybiegam czasem wieczorem
do dużej pustej doliny
kłaniam się pączkującej ciszy
myślę
w koszu trzymam
niebezpieczne pieniądze
tą jedyną rzecz którą potrzebuję
i boleści kradzionych słów
muszą pokonać
ten cały obłęd
to takie puste mniemanie
o szczęściu i dobrobycie
w końcu i kalendarze łysieją
ale człowiek czasem nie wie
że podpisuje na siebie wyrok
wybiera dogodne miejsce
i egzystuje pod szkłem
zupełnie wytłumiony
wygaszony
zrezygnowany
zamknięty w sobie
a wspomnienia jednak bolą
przyszłość szokuje
pozostają rumieńce marzeń
84.


NIE PAMIĘTAĆ

czy to kamieniołomy
drewniane otwory
kolosalna miernota czasu
jedyne pomyślne zatrucie się
czasem mijającym
wirującym
jak wszystko co wokół oczu
wtórujące przemijającym dniom
zapadanie się we własną świadomość
tak jak rozgarnięcie włosów
spadających zimie na policzki
kiełkujących pod skórą
w tłumie ciał w radości
wybrzydzone do ostatka
wykluwa się pragnienie samotności
lub zmiany dekoracji
na pustej scenie zostają
najwytrwalsi
i patrzą długo przed siebie
aż światła pogasną
nie każą płakać ani cieszyć się
może są znudzeni
małe desperackie podskoki
małe desperackie podskoki
władanie rozpaczą
ogarniało niejedne przedsięwzięcie
częściowo wykupione
miejsca w pierwszych rzędach
krzyczą pustką
wokół muzyki nowej
ostatnich odkryć fonograficznych
wijących się jak koła na wodzie
żona kata nic nie mówi
patrzy i wzdycha
wdycha dym nozdrzami
słucha
zwierzęce upodlone słowa
wyzbyte znaczeń
puste dźwięki kołują
mieszczańskimi torami
i śmierdzą jak stare żaby
przybite do własnych krzyży
jak nowe ręczne robótki
umysł już szwankuje
zabijany decybelami
umiera w ciszy
wokół żółtych cokołów
zgasłych świec
lub dziwnych wyrobów ceramicznych
przyniesionych do domu
cztery wymiary pustego absurdu
nasiąknięte tęsknotą
wciskają nowe karnawałowe
maski twarzowe
zapuchnięte oczy
zapuchnięte rozumem
zapuchnięte głupotą
była wiosna tego roku
ciekawa jak pajęczyna
upleciona w czyimś oku
truchlejące kolory mają swój cel
zakończone zostały domowe prace
górzyste tereny rąk
piekące opary uczuć
mam oczy otwarte
lecz nic nie widzę
wszystko takie śliskie i dalekie
niekończące się śniegowe pola
dużo ciepła ma w sobie nadzieja
lecz cóż ona zrobi
kogoś stać na osiągnięcie celu
a komuś ręce opadły
czy to szum
czy to piekło
ciepłe asfaltowe ubranko
zachwycone przyszłości dniem
otula przydrożne istoty
gdzie ja jeszcze jestem
po co są okna i okiennice wypowiedzi
naturalni wrogowie dźwięków
ale już jest dobrze
czuję się lepiej
jak po wypadku
przechadzka lekka orzeźwiająca
tyle nowych pomysłów
będę wkrótce znów śpiewał
głośno na scenie świateł tęczy
kłamstwo jak schizofreniczna głupota
to tylko mały miraż
jestem głuchy
delikatnie wysublimowany ze świata
pędzę po latach siedzenia
jak po latach siedemdziesiątych
po szumnej muzyce
po trzeszczących strunach
marzenia ciągle są te same
niespełnione
przybite gwoździami do nieba
przychodzi to nowe
w tym zupełnie nowym
wygłuszonym i wytłumionym
życiu pod szkłem
zbliża się następny rok
rok trosk
zaczadzony stoję w rozkroku
patrzę przed siebie
szklanymi kulistymi oczami
więdnące włosy
kolorowych głosów
skupionego ciała
i ból w skroniach
nie wiem
nie znam odpowiedzi
już tylko się toczę
coraz szybciej i dalej
przed sezonem wyblakłych straganów
kapusta głowa rogi
daleko zarzucone pióropusze
samotności
wrażliwych krzyków
popiół czy diament
kobierce ślubne i matczyne suknie
i jeszcze coś
podłe skargi o niebo
to nie tak
zrozumienie omotane czkawką
przypomina czerwone autobusy
i ginie we mgle
zaczynam łkać
nie pamiętać
nie czuć
nie pamiętać
85.


INTRODUKCJA DO ZNIIKANIA

zdecydowany na wszystko
jakiś obcy
zupełnie oschły
wyszedł podczas burzy
szumiące piramidy tajemnic
błyski kształtów
kryształowych serc
podąża ciągle ze swym cieniem
jakąś autostradą
dyliżanse pawich piór
mijają go
wyczesane kobiety płaczą
ty tylko zmierzch uczuć
czasami słowa powtarzane
aż do obłędu
okazują się puste
i tracą sens
budzi się jak niemowlę
po ciężkim długim płaczu
a on idzie dalej zapatrzony w gwiazdę
fioletowe znamię nadziei
rozczarowania przepaska na oczach
w kieszeni coś co przypomina
anielskie włosy
podąża przed siebie
chwilami brak odpowiedzi
bo gejzery wspomnień
maskują obraz wytwarzany w kinie
każdą wiosnę pamięta się najdłużej
każde uczucie zostaje
a on się nie zatrzymuje
ciągle podąża przed siebie
aż całkiem zniknie
86.


ZNIKAJĄCY PUNKT

prędzej
wygrać z czasem
zostać panem swobody
przekreślić odległość
przekreślić niemożliwe
mijające chwile
jak drzewa przydrożne
upominają się o swoje
aż do wyczerpania
do końca swoich możliwości
mknąć przed siebie
pokonać mit wolności
pokonać siebie i czas
jak znikający punkt
87.


DESPERACJA

podające kamienie
wokół opary skał
medytowanie w pustej jaskini
takie nieme oskarżenie siebie
dotarcie do spokojnego miejsca
przybrzeżną atłasową falą
w komponowaną w bukiet serpentyn
jak czerwone niebo
pośród krzyku metalowych skał
afirmowanych zielonym światłem
na przekór myślom i decyzjom
korona tylko błyszczy
spirala maska natarczywa
opasywanie końcem oddechu
jak lekarze w białych kitlach
chronią swojego ciemnego obłąkańca
dobrze znając prawo przemijania
oto piękna malwa
potem suchy trzask
czy dalej potrzebujesz pacierza
bokami oddzielone od siebie
rdzewieją kości kolosów
w spuchniętym czasie
załamanej odległości
światła i cienia
może majaczeniem w sobie
w blasku świec i skał
lecz krótko obciążam imię
przebijam do końca
w dół
rozjechany kołem
pączkując
ametyst dojrzewa do piękna
jak dziecko raczkując pod górę
sam nie wiem
czy jestem konewką
zraszam trawę
w ciągle większą
desperacją w głosie
88.


SPEKTAKL

głuche bijące echo
dudni po skroniach
łka jak matka
potężne miarowe uderzenia
rozdętych młotów przemijania
wbijają gwoździe
w wyblakłą czaszkę mędrca
czy chcą zrobić z niego jeża
nie wiem
ja tylko obserwuję
nawet nie staram się myśleć
koszmarna królowa
otula błękitne ciało welonem
odległości
utkanym mnóstwem gwiazd
czasami otula głowę w pelerynę
to tak przytłacza
zmiażdżeni słudzy noszą wodę
myją nogi
swemu władcy
w takt dudnienia młotów
czerwone szkielety
za bezcen kupują anielskie skrzydła
raptowne zmiany
ruch głuchych szwaczek
to ubiór dla mnie
również welonem otoczony
każda sieć toczy się we mnie
jestem w wodzie
jak ryba zdradzona
kotyliony już przypięte
piękne kaszmirowe szaty
niech zdecydują się starcy
niech kłamią do końca
niech jedzą białe mewy
otoczone automatycznym zgrzytem
pękających pancerzy
rycerze już wstają
biegną do domu po bilety
takie przedstawienie się szykuje
będzie wielki teatr
w którym każdy odegra
swoją największą rolę
a potem zgasną reflektory
i zostanie
tylko cisza
89.


TRZEBA WIEDZIEĆ

jedną chwile
wydłubać z czasu
tylko dla siebie
wsłuchać się w świadomość
w splot pragnień i życzeń
trzeba poznać siebie
dowiedzieć się
uświadomić sobie
trzeba wiedzieć
kim się jest
kim się było
kim się będzie
czerwone autobusy szczęścia nie dają
trzeba patrzeć
unikać zdarzeń
czekających za płotem
jak kulawe wiedźmy
trzeba wiedzieć
że gdy walą się mity
trzeba dalej
być sobą
jak linoskoczek
w cyrku pod kopułą gwiazd
90.


PUSTYNNA ŁĄKA

tajemnica
dziwoląg bezimienny
zabierający czas
dyszący jak pociąg
idący jak karawan
z białym małżeństwem na czele
tulipany łez
radość minionego dnia
to marzenie
zawładnąć całym sobą
być swoim panem
albo kwiatem
zwyczajną stokrotką
maleńką czerwoną cegłą
ścianą
życiem i śmiercią
91.


TO NOWE

wystarczyło
wsłuchać się w muzykę
zrozumieć dziecko
układające cegłę na cegle
żeby zrozumieć śpiewanie
z rozpaczy przejść w poszukiwanie
usiadłem w górze wysoko
i teraz widzę więcej
dostrzegam innych ludzie
chodzących w kółko
pod ręce
tam i z powrotem
w bezimiennym celu
rozpruci do naga
przechodzą między moimi palcami
mówię do nich
maluję ich portrety
mam tyle nowych słów
które jak nowe cegły
utworzą nowe wysokie ściany
i to jest
to moje nowe
od teraz
92.


MASZ SWÓJ CEL

jesteś piaskiem
wpadającym pod powieki
mówiącym o wodzie
o wielkich piramidach pustyni

mam dom daleko
gdzieś na zachodzie
w nim mnóstwo pokoi
mam dużo gitar
i mam też fortepian

dlaczego stoisz
w pustym korycie rzeki
taki smutny
patrzysz z lękiem w me oczy
czy chcesz być mną
proszę wejdź
rozgość się
i już się nie bój

jednak nie będzie to łatwe
nie wiem ile mam lat
nie wiem ile będę miał
za kilkanaście dni

zastanów się
zapytaj swojego boga
czy ta twoja ścieżka
jest do przejścia
czy będziesz mógł
stać się mną
nie wystarczy stać obok
nie wystarczy dotykać
musisz przejść przeze mnie
wejść w moje miejsce
a ja wtedy usunę się
93.


LAS

las
miejsce oddechu
zimowy cmentarz
czarnych suchych kikutów
w śnieżnych białych
kapeluszach
czy to szpital
z mnóstwem łóżek
to jest zupełnie inne
nie
to nie jest smutne
to jest jak
libretto
do wspólnego śpiewania
jak kosz pełen jabłek
biały obłęd
śnieg
las
śnieg
94.


KOMIN

wyciągnięta
czerwona ręka
podtrzymująca niebo
jak widok z mojego okna
dorastająca
niegrzeczna panna
zdrowa i jędrna
o mocnych płucach
królowa cięgieł
jak okrągła
zamknięta czerwona ściana
po prostu małżeństwo
komin i ściana
to jest komin
taki normalny
widziany z mojego okna
95.


OSOBISTE DRZEWO

ja
my i wy
stosunek do posiadania
odejmuję
od naszego wasze
pozostaje moje
drzewo
do własnego użytkowania
drzewo i korzenie
nocny cień
mój
wyrosły spod ramion drzewa
a to drzewo
małe potem duże
nie wasze
już nie nasze
moje
96.


TRZECI STOPIEŃ SZYBKOŚCI

kartoteka
imion i słów
wysublimowana namiętność
kreowanie kształtów
i spojrzenia
łapczywe
jak głodne ryby
zakaz
przyjazdu spadochronów
kolonie z ich uśmiechów
i narosty na dłoniach
pod oczami zdarzeń
tyle się dzieje
wokół nas
lecz to zupełnie
do niczego nie prowadzi
pozostajemy tylko sobą
jak słupy przydrożne
gdy jadę samochodem
97.


KTOKOLWIEK BYŁBY TAM

czy ty jesteś
tam
po drugiej stronie
pukanie
cisza
może coś rośnie
czy ty się boisz
szum krzeseł
coś się skończyło
czy ty jesteś
na zewnątrz
czy słyszysz
klaskanie tysięcy dłoni
powiedz
czy to spokój
czy to szum
czy ty tam
naprawdę jesteś
czy tylko
wydaje mi się
98.


TY WCZORAJSZY

samotne wędrowanie
jedyna
twoja ostatnia rozrywka
sam ze sobą rozmawiasz
kładziesz dłonie na oczach
spychasz podmuch wiatru
jesteś jak wyschnięty krzak
czekasz na deszcz
pamiętam
żaliłeś się niebu
byłeś odganiany jak pies
bez domu
nic nie potrzebowałeś
a jednak myślałeś
że zbudujesz
własną świątynie
potem przerwałeś
mroźną krótką zimę
i czy coś się zmieniło
twoje kroki
powielają tę samą drogę
i zdarzenia
jak w obłędnym cyklu
przywołują te same sny
99.


TY JUTRZEJSZY

chłopcze
biegnij dalej
wybiła twoja godzina
los ci sprzyja
biegnij po super autostradzie
po długiej
przerywanej linii
istniejesz tutaj
nawet senny koszmar
ci się spełnia
coś dla ciebie jest celem
biegnij wśród drapaczy chmur
patrz na kolorowe neony
ciesz się
możesz być tutaj
a gdy nadejdzie wieczór
uśniesz w luksusowym hotelu
może i jesteś samotny
masz jednak swoje miasto
swój rytm życia
jesteś jak pojazd
wśród miliona innych pojazdów
ciesz się
kolorowe światła
do ciebie się śmieją
kuszą i weselą
wierz całym sercem
w przeznaczenie
w końcu
i twój czas nadszedł
ktoś luksusowy
wesoły i barwny
podał ci rękę
ciesz się
biegnij
100.


WYBACZ MASZYNO

i cóż z tego
że jesteś maszyną
że masz metalowe serce
czy myślisz
że to było zbrodnią
żyjesz teraz swoim życiem
pulsujesz
jak duży żelazny dzwon
istniejesz
w rytmie mechanicznych zmian
czy jeszcze czujesz
czy jeszcze odrobinę kochasz
nie mów
że jestem nieludzki
maszyno
twój lot
stał się zagadką
jesteś potężna jak skała
jesteś delikatna jak muzyka
czy myślisz jeszcze
że to było zbrodnią
zostałaś
raz na zawsze włączona
i właściwie chyba
już nie myślisz
że to było zbrodnią
101.


NIE MIEJ ŻALU

tak więc
klęknij na kolana
i zaśpiewaj z nami piosenkę
zaśpiewaj że czujesz się dobrze
że jesteś wesoły
naprawdę nie warto
dłużej się nam przeciwstawiać
złóż ręce
i mów jak my
najlepiej w tym
samym jednakowym rytmie
to jest
nasz wspólny interes
jesteś członkiem chóru
otwórz okno
dotknij okiennic
czy czujesz przestrzeń
trzymamy cię pod ręce
jesteśmy silni
niemi głusi
bezinteresownie zaprzedani
samym sobie
już nic nie potrzebujesz
słuchaj nas
nocą dniem
słuchaj
102.


SAMOOKREŚLENIE

absolut
góra pod którą wędrujesz
czy sam jesteś górą
czy sam jesteś doliną
czy już znasz odpowiedź
co jest wieczne
rzeczywiste
całkowite
czy jesteś przedmiotem postrzeganym
a ja postrzegającym
oceń rzeczywistość
nieprzemijającą
bez początku i końca
wyraź wszelką możliwość istnienia
bądź poza myślą
jesteś naturą rzeczywistego
czystą świadomością siebie
105.


ZUPEŁNIE JAK NUDA

wystarczą
dwie tabletki
a jestem taki otępiały
nie możliwe jest
abstrakcyjne myślenie
nie możliwe jest
uczenie się
jestem bardzo spokojny
z wygaszonymi uczuciami
bez pragnień
nie przeraża słowo
nie cieszy wyjazd do domu
każda czynność
jest płaska
niedokładna
bez polotu
jak ten wiersz
108.


NOWY

czy jestem indykiem
chyba nie
to czemu jestem
nafaszerowany
białym proszkiem
dokąd mnie wiedzie
to okno
półprzezroczyste jak moje dni
chyba to moje oko
czuję słabość
choroba wraca
jak bumerang
jestem owinięty błoną
ciasno przylega
wystarczy unieść rękę
rozerwać ją
a narodzę się
na nowo
na krótko
ale znów
na nowo
109.


NIE BĘDĄC OBSERWATOREM – WTŁOCZENIE

stałem z boku
i z całego serca
życzyłem ci abyś upadł
gdy ponownie się podniosłeś
traciłem twoją obecność
spojrzałem
zamarłem
biegłeś przed siebie
aż znów upadłeś
ja odrętwiały
zastanawiałem się
nad plamą
która wyrastała w mych oczach
zerwałem się
biegłem
upadaliśmy razem
na przemian
potem znów biegliśmy
w różne strony
coraz dalej
przed siebie
ciągle się oddalając
ja wiem
że w przyszłości
i tak się spotkamy
110.


I CO TERAZ

i co teraz
serce wali ci jak młot
nogi uginają się
i co teraz
czy wskażesz palcem
na mnie
i co teraz
trudno
stało się
spróbuj powstać
chwyć mocno
trawę za włosy
i ci teraz
co dalej
będziesz rozpaczał
czy schowasz się w ziemi
robaku
naprawdę nikt ci nie powie
i co teraz
nic
zostałeś po prostu
skazany
za bardzo chciałeś być
człowiekiem
111.


ZBURZYĆ MIT

o mój boże
ty wiesz
chciałem znów
wejść do tej samej
rzeki
cofałem się
cofałem
woda przybrała
tak zachłysnąłem się
nadzieją
że byłbym się
utopił
112.


CICHO ALE Z GRACJĄ

panie
panowie
będzie zabawa
będzie wesele
będzie pogrzeb
dziewczęta
chłopcy
wszyscy za jednego
jeden za wszystkich
trzymajmy ten krok
nućmy ten sam ton
rozlega się huk
będzie też deszcz
będzie szaleństwo
będzie obłęd
czy zauważyłeś
że minął dzień
że mgła utonęła
że ktoś skonał
pod płotem
113.


KONCERT

a więc przyszliście
posłuchać
popatrzeć
ale po co
czego pragniecie
bijecie brawo
radujecie się
przecież o to
wam chodziło
patrzcie
słuchajcie
jak młodość
paruje
z łysych czaszek
114.


PO DESZCZU

monotonny
obłęd bezsenności
otacza głowę
wchodzi w światło
wszystko zielone
spływa po twej twarzy
nie twarzy
po masce
pełnej
wytrzeszczonych oczu
115.


CZYJEŚ ODEJŚCIE

czy słyszycie
dźwięki
spadających serc
umierających marzeń
czy widzicie
piękne kobiety
czy potraficie
zatrzymać pociągi
czy zdołacie
zatrzymać pociągi
mijających chwil
czy dalej będziecie
stać bezczynnie
czy pozostanie coś
czy tylko
słowo żegnaj
pustką serca
zakołysze
119.


ZMIERZCH GÓRY

co powinniśmy zrobić
jak mamy zbudować
szklane góry
jak wygnać z umysłu
sterylnie pustą przestrzeń
jak mam wam pomóc
w pełni zjednoczyć się
w słowie my
jestem tylko
znudzonym chłopcem
jestem przecież
prawdziwym człowiek
a tak bardzo boję się
próby bicia rekordu
patrzenia w dal
120.


TO

to
do mnie
już idę
woła mnie
to
każe mi biec
chce ze mną
rozmawiać
jestem gotów
jest już tak blisko
czuję to
za chwilę
usłyszę słowo
dotknę
ale czemu to
milknie
czyżby
to znowu
było pomyłką
121.


NOCNE WIDZENIE

dzień po dniu
rośnie jak śmierć
w oczach
i noc po nocy
pogłębia to złudzenie
i wydaje się
że wszystko jest w porządku
lecz ja się starzeję
i ty się starzejesz
nic nie jest
bardziej zabawne
jeszcze mogę czuć ciebie
kocham moje sny
bo są takie śmieszne
i nic nie mówią
o twoim odejściu
122.


CO CHCIAŁBYŚ JESZCZE

wybij wszystkie
swoje szyby
co chciałbyś jeszcze
oglądać telewizję
włącz sto kanałów
na raz
skocz prosto w ekran
leć wysoko
płyń daleko
po cudzych snach
czy jeszcze chcesz
słuchać radia
każ milczeć fonii
zabij muzykę
nie słuchaj ciszy
stój
dlaczego uciekasz
co chciałbyś jeszcze
123.


NIE ODCHODŹ

nie opuszczaj mnie teraz
kiedy cię potrzebuję
nie odchodź
jak mogłabyś zostawić
mnie samego
w tym snie
gdy cały świat
patrzy na mnie tutaj
pozwól nocy wypełnić się
dlaczego tak nagle
wybiegasz w dal
nie opuszczaj mnie
właśnie teraz
124.


ŻEGNAJ

żegnaj
cichy śnie
żegnaj
nocna maro
żegnaj
sina mgło
żegnaj
zimna pustko
żegnaj
pragnienie wolności
żegnaj

jutro znów powrócę
i będę modlić się
do kamienia
126.


POTEM

czy potem będziesz
mnie jeszcze słyszeć
czy będziesz chciała
mnie dotknąć
czy mnie poznasz
czy wpuścisz do środka
czy będziesz chciała
pomóc mi nieść kamień
wiesz że ciągle
błądzę jak dziecko
czy naprawdę
zechcesz mi pomóc
a jeśli się zgodzisz
to czy dalej
będzie nam
ze sobą dobrze
127.


DZIURA

każdy ma
swoją dziurę
w którą
zaszywa się
po uszy
by widzieć innych
bo inni
go nie widzieli
129.


***

posypały się
słowa
jak włosy
lecz wypowiedzieć
nie mogły
tego
co czuło serce
131.


RETROSPEKCJA

przesypuję
między palcami
twój umysł
i obraz miasta
stare wysokie wieże
niebo i chmury
unoszę się
na księżycowej fali
szukam
czegoś co było kiedyś
i jestem pewien
że coś
po latach
zostaje w pamięci
134.


KTO

kto zaopiekuje się
moim ciałem
kto mi powie
że już za późno
że wszystko się kończy
czy potem
gdy wypadną włosy
z mojej głowy
powiesz że to czas
kto
czy to właśnie
ty
będziesz przy mnie
a może
będę sam
więc pytam
jeszcze raz
kto
135.


BEZSILNOŚĆ

bezsilność
wobec własnej nudy
jest jak
płynąca woda
w kamiennych korytarzach
długie pełne dzikich spojrzeń
zaułki
może już czas
już trzeba iść
tam gdzie
zbierają dzikie wino
gdzie domy budują
pośród anielskich kwiatów
bezsilność
nie jest pieśnią
jest szeptem
zrzędzeniem
nad pustką
136.


WYMYŚL TO

zamknij oczy
i nie dziw się
że znów mnie zobaczysz
to nie jest już snem
jestem tam
gdzie chciałabyś
mnie widzieć
jestem gdzie
mnie nie ma
i niech to
nie będzie niespodzianką
spróbuj jeszcze
mnie dotknąć
jest to takie proste
już czujesz mój oddech
już siedzę przy tobie
obejmij mnie
przestań na chwile myśleć
i nie dziw się
że poczujesz chłód
że zobaczysz puste miejsce
bo tak naprawdę
ja jestem tutaj
137.


PRZYWIDZENIOM KRES

rozpoczęło się krążenie
niewinnych chmur
otworzyło się niebo
nade mną
a ja stałem w deszczu
łapałem krople
spadające mi z oczu
łapałem łzy
dobrze jest wiedzieć
że nic się nie zmieni
w ciągu przyszłych tygodni
to nic że rok
że pięć lat
wybiegłem poza dekadę
waliłem pięściami
i nikt mi już nie powie
że za ścianą
skrył się szaleniec
138.


TO CO TRZEBA

znalazłem siebie
lecz nie znalazłem spokoju
idę wprost
linii moich oczu
idę po linie
ktoś krzyczał
że równowaga jest trwała
nawet gdy pod liną
wrzeszczą dzikie kaktusy
to nie jest prawdą
to nie jest fikcją
to tylko
głęboki przechył
w lewą stronę
aż znalazłem się na wyspie
najszerszej części liny
tam kładziono mi
dłonie na usta
a ja wiedziałem
ze to nie jest
tym co miałem
nocą na szyi
moje korale zostały
daleko na dachu
w innym budynku
bez okien i bez krat
bez przymusu
wiem że muszę wrócić
po moje korale
bo w nich
jest mi bardzo
do twarzy
139.


GDZIE JEST MÓJ DOM

gdzie jest mój dom
czy jaskinia
potrafi prawdę powiedzieć
szukam odpowiedzi
duchu stojący przy mnie
powiedz
gdzie jest mój dom
po zachodzie słońca
wybiegam na
szerokie autostrady
puste chłodne i nieme
pieszczę beton
bosymi stopami
i wołam do kamiennych łąk
gdzie jest mój dom
gdzie moje ciepło
czy tamten ogień
nie zgaśnie podczas
tej jednej najdłuższej nocy
wycinam obrazki
ze snów i wieszam
na odległych górskich szczytach
dlaczego tak mnóstwo
zwierząt wałęsa się
wąskimi uliczkami o zmroku
czy stare budynki pamiętają nas
czy nowe będą nas pamiętać
gdzie ja właściwie jestem
i dlaczego tutaj
nie ma wszystkich moich myśli
140.


DLA CIEBIE

głupcze
ten czas to twoje
życie
to wszystko jest
dla ciebie
i kwiaty i chmury
noce długie bezsenne
strach i płacz
długi wiosenny krzyk
to wszystko jest
dla ciebie
głupcze
kochaj nas
właśnie za to
że takim jest
twoje życie
141.


OBCY

zdradzasz się
swym uśmiechem
spojrzeniem oczu
czekasz aż
przyjdę kiedyś
podczas burzy
krzyku nocnych ptaków
myślisz że wszystko
mija tak szybko
jak szybko
stajemy się
sobie obcy
142.


PEWNOŚĆ JUTRA

biegnę do słońca
do nieba
jak pasterz
przy zielonej trawie
słucha sercem
jak mija ciemność
jak żyje gwiazda
i ty wiesz
że zaopiekuję się tobą
kiedy zabłądzisz
mówią o tym
kłódki na kopertach
i słowa wydrapane
na starej tabliczce
i ty też wiesz
że nie mogłabyś
teraz odejść
143.


NIE ROZIMIEM

nie rozumiem
kształtu słów
nic nie mówiących
nie rozumiem
ciszy
nie rozumiem
tego co naprawdę
powinienem
rozumieć
144.


COŚ
to jest niekształtne
i bez wyrazu
jak plastelina
wykrzywiona w lustrze
i mdła
jak to się nazywa
czy ma jakieś przeznaczenie
to jest leniwe
i głupie
czy to jest powietrze
czy to jest nicość
co to jest
sam nie wiem co
ale to jest
145.


WITAM WAS

witam was
moje dni i noce
koloseum kaktusowych wzgórz
przyjdźcie
moje świętojańskie robaczki
długie bezradne chwile
tasiemce rzeczywistości
wykrzywionej przestrzeni
bezwartościowe brzytwy
co chwile ktoś wyrzuca
na złom swoje medale
witam was
zadymione kształty serc
welony śpiewających ryb
gdzie są moi rycerze
zakłopotane dziewice
i cudze dzieci
grzywy i włosy
końskie kopyta
i niech nikt nie woła
ratunku
jestem gotowy na wszystko
witam was
146.


DZESZCZ 18

tak mało ciepła
bywa czasem
w twoim głosie
bo przez mój gust
nie każdy gest
świeci jak lampa

przyniósł uśmiech
na tacy
ktoś zachrypiał
ktoś coś powiedział

jak dobrze gdy
uszy nie bolą
jak dobrze gdy
zęby nie bolą

siedział pod stołem
wyliczał imiona
i kładł puder
na jej biodra

już nikt cię nie skrzywdzi
nikt nie krzyknie
będzie więcej ciepła
w cudzym głosie

i tu kończy się
repertuar
czas zamknąć gazetę
doczytałeś program telewizyjny
do końca

zaraz będzie padać
spadały na niego
ochłapy myśli
jak duże deszczowe krople

zupełnie jak w deszczu
życie
ciepło
miłość
kamień

samotność w tłumie
bezczynność krzyczących spacerów
puste wysiedziane ławki w parku
płaczą snem twoich oddechów
zupełnie jak w deszczu
sztuka
pokaz
wino
palące sekundy
rozgrzane do czerwoności

już po deszczu
wstaje tęcza
słońce oświetla
puste mokre
ławki w parku
147.


PO ŚMIERCI

twoja krew
na naszą drogę
twoje życie
na nasz czas
cóż pozostaje
po śmierci
odpryski
minionych chwil
jak koła na wodzie
lub smugi dymu
między drzewami
nie pomogą
krzyki i blade twarze
gdy na usta
ciśnie się pytanie
czy ważny jest dzień
co pozostał po śmierci
148.


POWIEDZ MI

powiedz mi
co jest najważniejsze
w twoim życiu
ty nic nie powiesz
ty wiesz że musisz coś zrobić
o czym nie warto mówić
tylko siąść za stołem
i patrzeć w dół
otaczać się trofeami
któż może ci powiedzieć
co jest ważne
co warto zatrzymać
myśl
wzrok
słowo
ty milczysz
milczę i ja
jesteśmy jednym
jak bzdurny sen
jak kwiaty więdnące
powiedz mi
dlaczego się boję
czy strach
jak stara cyganka
zarzuca szarfę na włosy
w plugawym świecie zjaw
i prorok
co rwie włosy z głowy
ubrany w czerwoną suknię
powiedz mi
co jest najważniejsze
gdy nie chce się nic
gdy nie ma już nic
i nic nie jest ważne
i nikt nie jest ważny
powiedz mi
co jest najważniejsze
149.