WIELKA WODA

WIELKA WODA (impresja)

morze kokosowe
kula niosąca w sobie
wielką niewiadomą
jajko zalążek nowego życia
przeciwstawia się śmierci
płaszczyzna spowita robactwem
wijącym się
jak palce nerwowo poszukujące papierosa
na płaszczyznę wtoczyły się kule
przetoczyły się po dłoniach
twarzy
oczach
senność
kule próbowały rozciągnąć osobowość
wierność
trzeźwość
posłuszeństwo

gdy nie ma prawdy
szuka się miejsca na kłamstwo
gdy nie stać na kłamstwo
zabija się obojętnością
logiczne prawa

samotne oczekiwanie
landrynkowe kolory dziecięcych
pól zabaw
w pisaku i wodzie
strudzonymi stopami
pozostawione ślady na brzegu morza

niby nic
a jednak tak wiele

spokojne miarowe życie
niosące stabilizację

niby nic
a tak dużo znaczące
spokojne życie

jakiś dziwny wodospad
sycząca woda
płynąca po nagich skałach
wijąca się siną pianą
omotana błękitem
przesiąknięta słońcem
krople burzące niebo
latające niczym balony
milirad odblasków
jak brylantowe poświaty
naszyjników przyrody

taka duża woda

krople spadające
spod samego nieba
krople rozbite na twardych kamieniach
kamienie obmywane
przez toczące się wypadki
wiry łapiące żywe istoty
w pokręcone ramiona

taki wodospad
syczący nienawiścią
czy miłością
taki wodospad
siła zamknięta w sobie
przeznaczona dla własnego szumu
514.


WIELKA WODA (ballada o rzece)

tama zatrzymująca wodę
piętrząca ją niczym wysokościowiec
woda podobna do jeziora
jak ocean
kilometrami biegnąca
w różne strony
płaszczyzna jak morze
jak sfera niebieska
spokojna lak naleśnik
smażący się na patelni
roziskrzona tu i ówdzie
błyskiem gwiazy
tama
spokój spiętrzenia wody
nabrzmiała jak siniak
reguluje rzekę
rzeka płynąca prosto z wiatrem
w chmurach i w deszczu
rzeka prosta
rzeka tułaczka
rzeka wędrowniczka
rzeka litania słów
złożona z kropel
niewinna roślina
ciągnąca krople łodygami do liści
łodyga wątła
zanurzona w wodzie
wielka woda jak balsam
tamująca krew tama
woda cieknąca jak ropa
obmywająca ciała
taka duża
wielka woda
woda pewności
niezmiennego cierpienia
naparstkami odmierzana przestrzeń
woda i życie
życie i czas
czas i woda
woda płynąca jak czas
czas płynący jak woda

w każdym rozdarciu chmur
pojawia się
nadzieja na suszę
515.


WIELKA WODA (ścieranie się przeciwności)

gdy dużo wody
myśl o pustyni
gdy dużo piasku
myśl o wodzie
gdy dużo ruchu
myśl o spoczynku
gdy dużo spokoju
myśl o ruchu
gdy krótkie ręce
chęć długich palców
gdy długie place
krótkie ręce
gdy słowa brzmią jak pioruny
czyny są nijakie
gdy czyny są wybujałe
jak strzeliste topole
słowa oszczędne
jak pustynne deszcze
takie są przeciwności
takie są prawa
takie jest życie
taka jest śmierć
takie są przeciwności
516.


ONA

ona podtrzymuje ręce
wzniesione ku bogu
toczą się spocone ciała
po wysokich ulicach
jakaś rzeka wylała
na zielone pola
srebrny ptak śpiewa
kołysząc się na promieniu księżyca
ona dodaje siły
napełnia krew
nowym oddechem
złe ćmy rozbijają się
na gorącym czole
krople potu łączą się
jak krew z osaczonej ofiary
po drugiej stronie kamienia
zabiło serce źródła
ona układa cię w ramionach
do snu
nie ma przestrzeni
oddzielającej ciało od ciała
nie potrzebny jest deszcz
ona jest morzem
przesuwa się po ciele
swobodnym muśnięciem warg
czasami śmiech
przesila się w płacz
gdy przestaje padać deszcz
518.


TRAMWAJ

tramwaj jedzie
pędzle owite nicią
ze światła
malowały obraz
na szybie
druty rozciągnięte pod niebem
przebijały chmury
korony drzew
z głowami opuchniętymi bólem
krzyczały o miłości
dwojga ludzi
metalowa droga
niczym prowadnica
wiodła żelaznego smoka
do pieczary
pod szklaną górą
tego dnia
deszcz nie spadł
wiatr nie zatarł śladów
tramwaj
wjeżdża do zajezdni
519.


KAŻDY MA SEN

każdy ma sen
duże megalityczne
ciężkie
lekkie
obrazy
puste przestrzenie
zielona trawa
perspektywa wzlotu
markotne wizje
kokosowe mleko
płynące między włosami
mechaniczny szum strumienia
każdy ma marzenie
dalekie pagórki
porosłe czerwonym
blaskiem zachodu
każdy cierpi
na swój sposób
każdy śni
o lepszym zyciu
520.


ZATRZYMAĆ CZAS

czy miałeś takie wrażenie
że czas przepływa
przez twoje palce
niczym lepka plazma
spada na ziemię
obok twoich nóg
spójrz jak dziwnie to wygląda
pięć dni
pięć palców
stygnie sztywnieje
martwa ręka
oderwana od ciała
chciała zatrzymać czas
spójrz na swoje palce
wijące się jak węże
szukające
osaczone
czy kiedyś i ty
chciałeś zatrzymać czas
bezczynność rozrzucona
po całym pokoju
jak suknie kobiet
o czerwonych twarzach
trudno szukać miejsc
gdzie chwila trwa wiecznie
są wydzielone place
w miastach i wsiach
gdzie wraz z ostatnim
uderzeniem łopaty
sekundy zatrzymują się
zegary milkną
spokój i cisza
czy i ty czujesz
że na cmentarzach
czas stoi wiecznie
mimo że groby zapadają się
pękają betonowe płyty
drzewa leniwie rozpadają się
na części
kalejdoskop dni
nie kręci się jak karuzela życia
podnieś dłonie w górę
nie wyłapuj drżącymi palcami
przeżytych chwil
w końcu i twój czas
zatrzyma się
godzina rozpręży się
w przestrzeń
umilknie płacz
w rytmie uderzeń
o ziemię
523.


W MROKU NOCY

mrok
ciemność
ilość znanych słów
nie wystarcza
na określenie specyfiki nocy
trzeba wierzyć
tym majakom
gdy nowych wrażeń brak
trzeba wychwalać kogoś
kogo nie ma
choć w czarnej pelerynie
cicho wszedł
w mroku nocy
żadnych świateł
żadnych dźwięków
bezczynność
próżnia
jakiś granat wybuchł
w jakimś miejscu
coś kazało biec
sumienie zamilkło
w mroku nocy
dzieci płakały
mąż odszedł do innej
trzeba wierzyć snom
trzeba znać
głębokość mroku nocy
524.


JAK KLAUN SKACZĄCY NA LINIE

jak klaun skaczący na linie
nad przepaścią
próżnego śmiechu
przy niezbyt ostrożnym kroku
pada w deszcz
jak popiół
starty na pył
we mnie jest krzyk
we mnie jest próżny śmiech
to drzwi bez klamek
karty bez okien
we mnie jest szelest liści
jak klaun skaczący na linie
kadzidlana mgła
we mnie jest upadek
nieprawdziwość
ołowiane żołnierzyki
stopiły się
w blasku moich oczu
we mnie jest szelest deszczu
kobieto gdzie jesteś
myśl urwała się jak lina
we mnie jest burza liter
we mnie jest cisza
jak klaun skaczący na linie
525.


LAS

tutaj ręce drżą
tutaj ptaki szczebioczą z trwogą
żyjesz w dzikim głuchym lesie
stąd nie możesz wyjść
niech gałęzie schną na wietrze
niech deszcz pędzi chmury
ja i tak ciebie stąd zabiorę
do pałacu o lśniących posadzkach
twój świat jest schowany
przede mną
przed ludźmi
i myślisz że nie ma
nic lepszego od lasu
niech na liściach nie będzie
rannej rosy
niech księżyc kłóci się
z pochmurnym niebem
ja i tak ciebie stąd zabiorę
tam gdzie jest dużo światło
do pokoju z widokiem na morze
któregoś dnia tygodnia
o jakiejś godzinie
ty wyjdziesz do mnie
ostrożnie
wtedy ciebie na rękach uniosę
wykradnę ciebie
jeśli chcesz bym wykradł
zobacz ile już sił straciłem
zgódź się choćby
na miejsce w szałasie
jeśli pokój z widokiem na morze
już ktoś zajął
586.


LŚNIENIE JESIENI

lubię gdy słońce świeci
gry granitowe bloki
opalizują w świetle
lśnienie szklanych wież
do samego nieba
cieknie strumień światła
polewa złotem drzewa
liście wstydliwie się rumienią
jesień powoli zabiera je ze sobą
złoty blask
aż pod sam horyzont
lśnienie jesieni
527.


W MOIM DOMU

patrzę w szybę
na powietrze
otwieram okno
robię przeciąg
otwieram szafy
otwieram walizki
szukam przyjaciół
ci co byli
przed chwilą
odpłynęli jak statki
w dalekie rejsy
ostatnie znane osoby
zastygłe w gestach
bez znaczenia
bez nienawiści
w kącie siedzi bieda
czas płynie jakość wolniej
na fali lub z falą
powracają ci wszyscy
oprócz najbardziej znanych
najbardziej kochanych kobiet
pająk bez pośpiechu
tka swoją sieć
ci którzy przyszli
są jakby mniejsi
bardziej cisi i skromniejsi
nic nie mówią
siadają na łóżkach
na szafach
gipsem polane twarze
zalepione oczy i usta
nic nie mówiące
oczekiwania
powroty
szklanka spadła na podłogę
butelka rozprysła się na części
świece dymią
a oni
nic nie mówią
chwile posiedzą
i odchodzą
na zawsze
528.


POD ROZŁOŻYSTĄ AKACJĄ

pod rozłożystą akacją
żółte liście okryły ziemię
jakieś zrezygnowanie
jakby siwiejące włosy
wplecione w warkocz trawy
tutaj każdy może być
kimś lub nikim
tylko to udręczenie
melancholia w głosie
jakby szukanie
pod rozłożystą akacją
wstąpił
zimny promień światła
liznął betonową jezdnię
starcze gadanie
pod rozłożystą akacją
kaktusy przetrzymują wodę
ale nie ma wody
pod rozłożystą akacją
stare krzesło
rozleciało się na drzazgi
prawie spokojnie
można myśleć
lub nie myśleć
o kończących się chwilach
gdy nic się nie zaczyna
można znaleźć nadzieję
na przyszłość
farba łuszczy się
ze starych drzew
bo świat pomalowano na zielono
ale tak naprawdę
pod rozłożystą akacją
ciągle panuje noc
529.


SKORPION

nie boję się skorpiona
nigdy go nie widziałem
z kości słoniowej mam łóżko
trochę duże
by mogły zagnieździć się
różne gatunki zwierząt futerkowych
jest jednak obawa
przed nieludzkim stworzeniem
zasypiającym obok mnie
przyszytym grubymi nićmi
do mej skóry
gwiazdy opuszczone zbyt nisko
jak na niebo
które wtargnęło do pokoju
przy otwartym oknie
skorpiony boją się
nocnych świateł
gnieżdżą się w szparach
ale trochę zimno tutaj
nieszczelne ściany
i stąd ten szum
wodospad
nie mam kontroli
nad kroplami
jednoczącymi się w wielką wodę
znaki zapytania
zakręcone jak dżdżownice
pytają
po co istnieje świat
skorpion schował się
przed wodą
przed tymi pytaniami
i nie ma już żadnych wątpliwości
świat istnieje
dla tego skorpiona
530.


NOWA RZECZYWISTOŚĆ

niby te same dźwięki
to samo współbrzmienie
ale już inny czas
inna przestrzeń
niby gdzieś obok
w zasięgu ręki
ale to już inny świat
531.


W SZKLE

szklane twarze
szklane serca
i tęsknota paląca
jak płomień zamknięty
w krysztale
i żal odbity niczym promień
w milionie krzywych zwierciadeł
przezroczyste wspomnienie wysączone
z pamięci
i tęsknota paląca
i twoja twarz
rozpłaszczona
po drugiej stronie szyby
532.


LINA

lina
kawałek sznurka
po którym można chodzić
nad przepaścią
w głuszy
lub w blasku
kolorowych świateł
można się liną opasać
zdobywać góry
na których nikt jeszcze nie był
można linę owinąć na szyi
jak węża
i tańczyć na linie
z liną
na szyi jak w krawacie
można się śmiać
z tego wszystkiego
a można też inaczej
nie myśleć
zdać się na powiew wiatru
jak wahadło
udawać stary zegar
który przestał odmierzać czas
533.


NIC TAKIEGO

ale to właściwie
to nic się nie zmieniło
trochę rzeczy ubyło
trochę rzeczy przybyło
znajomi stali się nieznajomymi
ale tak właściwie
to nic się nie zmieniło
tylko wiatr
posypał twarze pyłem
534.


WIERSZ CZŁOWIEKIEM

tak to zupełnie prawdopodobne
żeby z pustego zdania
ułożyć wyrafinowaną kolumbrynę skojarzeń
tak jak słowa kochają sztuczki
nieczystą grę
żyją poligamicznie w wierszach
niedozwolonym logicznym ciągiem myślenia
prozą nie wypowiedzianą
a w poezji zupełnie luźnych
grających w skojarzeniach
jak brylantowe światło
pozwalających na wszelkie możliwe przypadki
tak ty sam
gubisz się
we własnych czynach i słabościach
539.


WĄTPLIWOŚCI

czy urodzić się ponownie
mówić tak samo
śmiać się tak samo
pamiętać
wspominać
czy wybrać tę samą drogę
czy spać tak długo
trwać
nie pamiętać
nie wspominać
czy kochać tak samo
czy oszukiwać siebie
śmiać się do łez
czy modlić się gorąca
czy grzeszyć
czy może lepiej już usnąć
i nie pytać więcej
540.


NOCNY LOT

gdy księżyc wchodzi
w drugą fazę
a chmury nie dają schronienia
gdy pokój zapanuje
na całym nieboskłonie
i niebo nie będzie uciekać
przed nocą
zabieraj swoje rzeczy
i ruszaj w drogę
zostaw wszystkie podłości
zostaw kłamstwo i ból
nie myśl że żal wyjeżdżać
tam sobaczysz księżyc
błyszczący całą noc
i słońce jasne jak pochodnia
a gdy będziesz tak daleko
nie zapominaj
że my jeszcze żyjemy
i nie widzimy
błękitu nieba
541.


NA ZAWSZE RAZEM

chciałbym
abyśmy zawsze
byli razem
ja i ty
w śniegu i w deszczu
bo nasze ciała
harmonicznie współbrzmiały
w świecie
we śnie
wszędzie
ja i ty
na zawsze razem
546.


TRZY PSY

PIES CZERWONY
i nastąpił dzień
że wszystkie psy
wyszły na ulice
by obszczekać swojego
ideologicznego przywódcę

PIES ZIELONY
i dziwią się psy
bo ciągle nie rozumieją
uśmiechu sfinksa

PIES NIEBIESKI
nie ma nic
bardziej zajmującego
jak wieczorne dyskusje psów
o pokoju i polityce
548-550.


SĄD

człowieka skazano
zapadł wyrok
jak twarda oktawa
żałobnego marszu
ale sąd się nie skończył
powtarza się
falą napływającą
w przyszłości
fakty niby dokonane
a jednak rozpatrywane
codziennie od nowa
aż do utraty zmysłów
chociaż nic zmienić
się nie da
552.


TARTAR

rzeki płynące miastem
płynące ulicami
płynące w ludziach
styks rzeka przerażenia
acheron rzeka westchnień
kokytos rzeka szlochów
lete rzeka zapomnienia
w tym moim mieście
ozdobionym kwiatami
sztucznymi i ściętymi
tymi już umierającymi
w tym mieście
mokrym od deszczu
może od łez
a może wypłukanym
przez rzeki
ludzie nic nie wiedząc
nie myśląc
snują się cicho
niektórzy przerażeni
niektórzy wzdychają
niektórzy szlochają
niektórzy w zapomnieniu
łączą się w rzeki
i mają świadomość
dobrze spełnionych obowiązków
wykonanych poleceń
właściwego oddawania czci
dla systemu
który miasto
dzień w dzień
noc w noc
zamienia w tartar
554.


JESTEM JUŻ ZMĘCZONY

jestem już zmęczony
nic nie robię
tylko śpię
jestem już zrezygnowany
stoję cały rozkochany
nic nie widzę
nic nie słyszę
tylko śpię
pada
pada deszcz
mokro
chłodno
wieje wiatr
trochę tęsknię
trochę płaczę
jak ten deszcz
jestem już zmęczony
nic nie robię
tylko śpię
jak stąd uciec gdzieś daleko
nie stać nie leżeć nie chodzić
nic nie robić
dalej spać
jestem już zmęczony
nic nie robię
tylko śpię
556.


PIERWSZY ŚNIEG

pada śnieg
sypie się z nieba
mąka
ale chleba z tego
nie będzie
bo jakoś tak
życia nie ma
czapy spoczęły
na drzewach bez liści
strach
smutek
siły nie ma
ciepło wyszło
ze wszystkich ciał
mróz
chłód
nic nie można uczynić
558.


TAJEMNICA WIELKIEJ PIRAMIDY

POSZUKIWANIA
cicho ciemno nic nie widać
zimno ciepło aż można się sparzyć
jak długo będziesz badał tajemnicę piramidy
jak długo będziesz kreślił te niemądre słowa
cicho ciemno jakiś lęk
ktoś upadł pod długim cieniem latarni
jak długo będziesz głaskał jałowy piach pustyni
te oczy i te głowy wciąż się toczą
sapanie oddech coraz cięższy jak w piecu
gdzieś gonić o coś walczyć
szare dni szare noce trzeba się upić
znów krzyczy jakaś nocna hiena
czy chleba mi potrzeba czy też wódki
czy rozkoszy tanich i przyjemnych
smutne oczy nie dojrzały tego blasku
kapitan opuścił statek a zegary chodzą
gdzie pędzisz  tak na oślep bez steru
lepiej usiądź wypij i rozmyślaj
znów badaj tajemnicę wielkiej piramidy
znów pisz te głupie wiersze

DOBRY BLASK GWIAZDY
uginają ślepcy kolana
płaczą
modlą się
stłoczeni w labiryncie
wierzą
wątpią
nie widzą dobrego blasku
nie ma dla nich
żadnej gwiazdy

GATUNKI LUDZKIE
różni są krzykacze
jedni krzyczą lenin
drudzy krzyczą jezus
trzeci nic nie krzyczą
są przez całe życie niemi
jedni walczą
drudzy się chowają
a trzeci tylko przyglądają
ludzie jak ludzie
jedni są gorący
drudzy zimni
trzeci letni
jak woda spłukująca ulice
559-561.


PO CZASIE

starzy mistrzowie
stracili swoją potęgę
obrastają w tłuszcz
rękawiczki zmieniły się w ręce
przylgnęły jak pętla do szyi
pocałunek trwał wieczność
ciało sprężone w ciało
rozprzestrzeniało się
w białej grze miłosnej
a on zamknął się w sobie cały
oszczędność jego słów
pochłaniała go jak lawina
a po kilku godzinach
okazało się
że dzisiejszy dzień pękł jak guma
i zostawił tylko pomarszczone dziury
562.


GRANITOWA TAFLA JEZIORA

dziwne są te dźwięki
wydobywające się zza światów
z kryształowego jeziora
w którym utopili się
ci mędrcy
którzy nie wiedzieli
że woda jest ciężka
i chcieli naparstkami
wynieść  taflę jeziora
563.


PRZEBUDZENIE

jesteś moi m lustrem
w którym widzę
własne oblicze
obijasz się wspomnieniem
w cieniu
w migotaniu jasnych ogni
ale jest przebudzenie
gdy ostatnia noc
jak pająk czyha
na naszą zgubę
i wtedy powietrze
eksploduje hukiem
tłuczonego szkła
564.


ZOSTAWIŁEM MÓJ SPOKÓJ W KRAJU

jest cicha prawda
milcząca
jakby anemicznie zrezygnowana
wymęczone dni
wystane godziny
po wolność
po czystość sumienia

patrzę na moje miasto
na śnieg przysypujący
znane ulice
opuszczam dom
wyrzucam z siebie
trochę spokoju
na rozgrzane ludzkie czoła
565.


CHOROBA

koła
niebieskiego światła
opętały łóżko
wirują
wirują ze światem
kręgi pękające
pęczniejące jak drożdże
trzeba wskoczyć do koła
trzeba uciekać w sen
majaczenie
we fioletowym blasku
kolory wirują
świat się kręci
skręca w spiralę
kręcące się koła
porywają chore ciało
na nowe drogi
na granicę obłędu
wirują obłoki
wirują gwiazdy
taniec karuzeli
wkładam nogę w koło
bardziej niebieskie od innych
odpływam
w wirowanie
w rozprężanie się nocy
w balon szalonego snu
566.


KRYJÓWKA

nie patrz za słońcem
ryj nory w ziemi

oni wszyscy
gdzieś gonią
potykając się padają
wstają i dalej mkną
jakby za chwilę
świat miał się skończyć
czyżbym o tym nie wiedział
w tym biegu
jest pragnienie przebicia czasu
to nie tak
to nie ten niewolniczy rytm
ten szum setek ciał
przecież nie zatrzymuje się
wskazówek zegarów
szybkim biegiem
cóż z tego
że nic nie robię
na wszystko można patrzeć inaczej
nawet pięknym jest
siedzenie bez ruchu
w klatce

nie ma już słońca
ukryłeś się w szczelnej
hermetycznej norze
567.


NOCNE ŚWIATŁA MIASTA

siedzę w moim ciemnym pokoju
patrzę na nocne światła miasta
jakieś cienie wyrastają pod oknem
dalekie lampy cicho gasną
ktoś przychodzi tutaj do mnie
zawsze o tej samej porze
rozmyślam wtedy o wszystkich nocach
które mijając nigdy się nie spełnią
ktoś wsuwa się przez szparę w ścianie
coś zabiera lub coś daje
lekko dotyka mojej twarzy
nic nie mówiąc zdmuchuje świecę
a ja wtedy bardzo płaczę
bo boję się tych nocnych cieni
które nic nie robią
ale od tego ubywa mi życia
niczego więcej się nie lękam
bo zbyt dużo tu desperacji
cóż z tego że dwa lata
a to przecież całe wieki
tak więc siedzę w  ciemnym pokoju
patrzę na nocne światła miasta
żyję z nocy w noc bez słów
samotnie cicho ciągle w cieniu
siedzę w moim ciemnym pokoju
patrzę na nocne światła miasta
568.


PO NOWE WRAŻENIA

dzisiaj na stole
butelki dwie
będzie można
się nieźle zabawić
wczoraj płacz dziś śmiech
łzy wyschły już
siądź razem ze mną
we dwóch raźniej pić
patrz to było białe
a już jest czarne
widzisz jak zmienia się niebo
upada wprost do stóp
każda wartość blednie
jak podłość zmienia kolor
wsiadaj do łódki
wypływamy w morze
taki dziwny szum
czy moja głowa to dzwon
tak dudni we mnie krew
przecież jest tak fajnie
wskoczyć prosto
w nurt rzeki zapomnienia
i już niby tak od niechcenia
potężnieje jak bóg
jest w nas tak wiele
wiele siły
możemy pchnąć ziemię
na nowe tory
lecz cóż
w butelkach widać dni
i szum też kończy się
jakość dziwnie
jak szare pytanie
było bardzo wesoło
mały człowiek wielki jak góra
najgorsza jest ta pewność
że potem będzie jeszcze gorzej
569.


SKRZYDŁA ODLECIAŁY

kilkanaście skrzydeł
jak strzał armatni
wzleciało w górę
przesunęło się przed
trójkątnym okiem
jak martwy raj
tak pęka wór
jak samorództwo
z powietrza spadają podarki
z niczego chleb
z upadku biedy piękność
wiem o tym
bo zostało mi w dłoniach
jedno skrzydło
złamane i chore
570.


GDY KOCHASZ

jeśli mówisz że kochasz
tak bardzo bardzo
że lody topnieją
gdy patrzysz przed siebie
jeśli tęsknisz za mną
tak bardzo bardzo
jesteś ciągle przy mnie
choć nie ma nas razem
a myślałem że
zmieniam się w kamień
i już nigdy nie wezmę
cię w ramiona
gdy dotykasz mej twarzy
tak lekko tak ciepło
cały drżę
gdy całujesz namiętnie
to nie pamiętam tych lat
co rozbite na dni
zatracały się w lęk
myślałem że nigdy
nie usnę spokojnie
że zawsze będę płakał
siedząc przy oknie
i dzień jest już cały
okrągły jak słońce
bez lęków zaleczonych
naprawdę gdy kochasz
tak mocno mocno
jesteśmy dla siebie
na zawsze do końca
oddani w westchnienia
w gorącym ogniu
przed zimą bezpieczni
bez czasu i krzyku
i ja ciebie kocham
tak bardzo bardzo
i noc się wypełnia
w jednym oddechu
ciała rozpięte na wysokim niebie
lśnią jak gwiazdy
i wskazują drogę
zagubionym wędrowcom
gdy kochasz …
571.


ŻMIJA

przywołuję zaklinacza węży
by pomógł mi
uporać się ze żmiją
przyklejoną do cienia
chcę by godziny tańczyły
smutny epizod wzlotu
roztrząsał z całą powagą
nieśmiałe próby
nawiązania dialogu
w tymi ci nie chcą
mówić do czarnych gadów
chcę by dźwięk fletu
wzniesiony w oparach
natrętnych nakazów i spojrzeń
zmusił żmiję
do wściekłych drgań
dlaczego ona tak głośno syczy
dlaczego rzuca się do gardła
trzeba głośniej grać
śpiewać
tańczyć
trzeba huku dział
strzałów armatnich
żeby żmija nie kąsała
jak zwątpienie i zrezygnowanie
trzeba zagłuszyć
każdą wątpliwość i niechęć
trzeba nie spać pół nocy
a rano przez słońcem powstać
w ciemnym chłodzie
iść wprost przed siebie
trzeba pokazać
że żmija nie dosięgnie
najczulszych miejsc
trzeba walki
szybkiego ataku
wyrzucić na bruk
zatrutą jadem myśl
572.


BĄDŹ MI

bądź prawdziwą góra
na którą nigdy
nie będę mógł wejść
bądź szczytem
nie do osiągnięcia
chcę by ta wspinaczka
trwała wiecznie
bądź dniem
który się nie skończy
bądź mi śniegiem najbielszym
błyszczącym letnim słońcem
bądź świstem kuli
w ciemnej ulicy
bądź mi sobą
po prostu
bądź mi sobą
573.


PRZEZNACZENIE

słodkie winogrona
gorące usta
włosy wkręcone
w palce
ciało wtłoczone
w ciało
lęk
westchnienie
łzy
no cóż
widocznie tak
być musiało
574.


JUTRO

wszystko
może być twoje
ale jutro
ta dziewczyna
pokocha ciebie
ale jutro
i wtedy
jeszcze raz
zobaczysz swoją
matkę
a dzisiaj
no dzisiaj
jeszcze nic
nie ma
nic zrobić
nie można
575.


DOBRA POGODA

zawsze gdy promień słońca
załamuje się w szybie
słyszę śmiech
taki dobry bez ironii
jakby kolorowe twarze
chciały pomóc
każdemu kto potrzebuje
a kiedy człowiek się boi
niebieskie niebo zabiera cień
przynosi trochę więcej światła
właściwie nie tak dużo
tylko ten ciepły blask
taki bliski i wesoły
i cóż jeszcze trzeba
gdy plecie się
nitka jasnego słońca
aureolą zdobi głowę
takim szczęściem
można się udławić
576.


W STRONĘ SŁOŃCA

wstajesz co dzień rano
zmęczony spocony
ubierasz w pośpiechu
starą koszulę
wychodzisz na ciemny
jeszcze pusty plac
i słuchasz tego dziwnego
głosu który mówi

wstawaj
jesteś wolny
ruszaj wraz z innymi

nagle spostrzegasz
że wyrastają cienie
wokoło ciebie
jak drzewa na wpół umarłe
i słyszysz tupot
tysięcy bosych stóp
i znów ten głos
natarczywy nieznośny

biegnij
jesteś wolny
biegnij wraz z innymi

szybko coraz szybciej
marsz przechodzi w bieg
oddech się urywa
sapaniem w powietrzu
pot cieknie z twarzy
jak deszcz pada na ziemie
czarna ulica dudni
i przeraźliwie krzyczy

jeszcze
mała chwila
i zobaczysz jak wstaje słońce

czarne niego
czerwone powietrze
i zapach czegoś
jak symptom przedświtu
napięcie jak ból
wykrzywia twarz
stoimy wszyscy
w krzyku świata

nagle
potężny blask
rozdziera wszystkim oczy

ognista kula
wtoczyła się na horyzont
padłeś na ziemię
promieniem przybity
szczęśliwy i wolny
wolny i ślepy
zobaczyłeś słońca
tak bardzo z bliska

jesteś
szczęśliwy
szczęśliwy wolny i ślepy

po słońcu nadeszła noc
wszystkie cienie umarły
wracasz na oślep
z bijącym sercem
spokojny i pogodny
bo widziałeś światło
zapadasz w wielki sen
by śnic o słońcu

którego
nigdy
więcej już nie zobaczysz
577.


DALEKA TĘCZA

jeśli tego nie rozumiesz
nie pytaj więcej
nie wymagaj niemożliwego
to co będzie jutro
płonie białym śniegiem
każdy może myśleć
że ciało
składa się z małych kul
jak pistolet
nabity chorymi myślami
strzelający w najczulsze
miejsce duszy
proszę zrozum wreszcie
że juto odejdę stąd
na zawsze
i nigdy już
tutaj nie powrócę
578.


MATOWY EKRAN

gdy byłem
bardzo mały
kochałem góry bez szczytów
rozmyślałem o wieżach
bez okien i drzwi
wieczorami zasypiałem
w rakietach
mknących w nieznane
teraz pytam się
kiedy nadejdzie koniec
dlaczego głowa jest sztywna
po co spadł śnieg
nie cieszę się
że wybuchła wojna
chcę być we dwoje
a gdy będę bardzo stary
ponownie przed domem
wyszukam góry bez szczytów
dotknę wież kominów
w może wcześniej
wsiądę w rakietę
i dolecę donikąd
579.


NIE BUDZIĆ SZCZURÓW

wszystkie szczury
rozpierzchły się po kątach
długi korytarz błyszczy
ciemnym elektrycznym światłem
czasami przetoczy się
jakaś dziewczyna
z uśmiechem lub płaczem
czasami głosy niczyje
odbiją się echem od ścian
i zamilkną
rozbrzmiewają tajemnicze dzwony
jakby kołatanie do drzwi
w poszukiwaniu kogoś
kto jeszcze żyje
w szaleńczym rytmie
pulsuje krew
ręce rwą się do obrony
lub na strzępy
buduję tamę
przed samotnością
zamykam się w pokoju
nie przychodzi nikt
nie puka nikt
żadnych głosów
tak mija mi
grudniowa noc
szczury już dawno śpią
gdy zamykam oczy
by nie widzieć
przychodzą w odwiedziny
jak zapałka która gaśnie
niespodziewanie wyłaniają się
z zakamarków
tak właściwie
to cały korytarz
tętni nie istniejącym życiem
z jak tak bardzo
chcę wymyśleć nazwy
dla zdarzeń
zachodzących daleko
i tuż tu obok
by opisać walkę z cieniami
by móc modlić się spokojnie
w samotności nie ma spokoju
jest lęk
jest paleta rozterek
od najbardziej subtelnych
ledwie wyczuwalnych
do tych ostrych
jak pęknięcie napiętej struny
cicho
nie wolno płakać
nie wolno nic mówić
nie wolno budzić szczurów
580.


SZARÓWKA

szarość
ogólna szarzyzna
biel śniegowych płatków
patrzę w okno
i nie potrafię oddzielić
nieba od ziemi
tak trudno jest czasami
oddzielić dobro od zła
i radosne chwile
nazwać imionami
kochanych osób
szare niebo
szare powietrze
szare komórki
nawet myśl ulotna
jak guma do żucia
zalepiła całą gamę doznań
i jest po prostu
bardzo szaro
581.


ZWĄTPIENIE

woskowe oczy
świecą jak ognie
dziwią się
dlaczego

jezu
widziałem ciebie
chodzącego po rzece
ale nie wierzyłem tobie
dlaczego nie ma
ciebie tutaj
dlaczego nie widzę
ciebie teraz
dlaczego wątpię
582.


PRZED ŚWIĘTAMI

gdybym miał
ostry nóż
wyrzeźbiłbym w drewnie
małego boga
zrobiłbym szopkę
i tak czciłbym
boże narodzenie
ale rdza
zżarła wszystkie ostrza
i chyba w tym roku
nie będzie świąt
583.


RETROSPEKCJE

rezultatem
ciężkiego upadku
jest ból
w każdej cząstce nocy
gdy sztuczne ognie
rozświetlają niebo
gdy strzelają
butelki szampana
ta chwila każe coś robić
złego i dziwnego
spontanicznie krzyczeć
żyjemy jak ognie
bo mija rok
nie mogę mówić
bo ścisk w gardle
nie mogę płakać
bo żal
nie umiem się cieszyć
samotnością
w noworoczną noc
584.


ZA MUREM

przetwarzam w pamięci
znaki na niebie
gdy wybije północ
przyglądam się dalekim gwiazdom
czy migoczą tak samo
jak wczoraj
gdy patrzę w lustro
nie usiłuję liczyć zmarszczek
zmęczony siedzeniem
wybiegam pod mur
i słucham czy tam
po drugiej stronie
biją jeszcze serca szaleńców
wtedy uspokajam się
bo wiem
że jeszcze żyją
że chodzą tam i z powrotem
że czekają na pomoc
i tak samo jak ja
spoglądają w niebo
i tam poszukują nadziei
585.


NIE MIEJ ŻALU

pamiętasz
mówiłem ci
że to wszystko się skończy
że będziemy wiedzieć
o sobie więcej
siedząc na balkonie
pijąc wino
nie miej do mnie żalu
że w tym roku
nie doczekaliśmy się tego
może po północy
spełnią się wszystkie
nasze marzenia
586.


ŻYĆ INACZEJ

oglądając w telewizji
szerokie samochody
mknące po bezkresnych
betonowych autostradach
uśmiechniętych ludzi
aż nie chce się wierzyć
że myśleliśmy
o takim życiu
rozczarowani
wkładamy do pieca
kolorowe obrazki
próbujemy zapomnieć
że takiej właśnie
chcieliśmy przyszłości
587.


BLOKADA

od tygodnia
nie było żadnego listu
nie wiem
czy teraz płaczesz
czy śmiejesz się
w snach
przychodzę do ciebie
ale nie mogę
cię dotknąć
nic wtedy nie mówisz
patrzysz w dal
pada śnieg
pada deszcz
zimne łzy
spływają po twych
bladych policzkach
płaczesz
jak ci powiedzieć
że jestem z tobą
słowa giną w szumie
szarych godzin
dlaczego nie możesz
doczekać się
na śniegowe kwiaty
które wkładam
do kopert
dlaczego
otrzymujesz mokre plamy
588.


ZAKAZANA NOC

rozmazały się wszystkie kształty
domy straciły kontury
we mgle poruszają się
sylwetki w podartych szmatach
twarze czerwone
sine nosy
ktoś krzyknął znalazłem
ulicą przejechał samochód
zabawnie zapiszczały hamulce
stare cyganki
jakby nic nie słyszały
w stylowych stylonowych chustkach
przebiegają od jednej latarni
do drugiej
w rękach oplecionych
kolorowymi koralikami
ściskają wytarte karty
chcą wróżyć
chcą komuś wywróżyć
bliskie szczęście
mężczyzna po czterdziestce
podniósł duży kamień
rzucił nim w szybę sklepową
dźwięk tłuczonego szkła
jak szczekanie psa
kilka sekund odbijał się od kamienic
domy nic nie widziały
mężczyzna uciekł
coraz bardziej się ściemniało
ktoś krzyknął
złodziej
wariat
stara kobieta zapomniała
gdzie mieszka
usiadła na krawężniku
i dużymi oczami obserwowała
zapalające się latarnie
i światła w oknach
jakoś tak szybko
zrobiło się zimno
kościoły napełniły się ludźmi
ulica pustoszała
zakochana para
zniknęła w dużej bramie
po chili
nikogo już nie było
wszystko było duże
ogromne jak tęsknota
wiatr przesypywał
karty z kupki na kupkę
cyganki nic nikomu nie wróżyły
jeszcze bardziej
wszystko się rozmazało
teraz nie wolno
wychodzić z domów
trzeba poczekać
do rana
589.


CZARNA DZIURA

czasem czarny kot
stanie przed mną
i mówi że mnie kocha
a ja mu nie wierzę
czasem morze snów
wylewa przed świtem
a ja się topię
i mokre mam włosy
mokre usta
ale nie wierzę
że zginę
bo coś prowadzi mnie
nad przepaść
i każe ufać
pękniętej przestrzeni
tam nisko snują się dymy
jak ptaki bez skrzydeł
ja wiem
że coś ciągnie mnie w górę
ponad wodę
ponad los
to wciąga
jak czarna dziura
590.


SAMOSPALENIE

do czasu do czasu
gdy przechadzam się
po gorącym piasku pustyni
nie wiem
czy jest dość ciepło
może gdy w zabitym deskami
domu szaleje dżuma
gdy mąż odchodzi od żony
trzeba bardziej płakać
trzeba krzyczeć
że właśnie tak
spalają się ludzie
w piekle chłodnych dni
w nocach szarych i lepkich
gdy mgła przykleja się do pleców
może to bardziej przykre
od chwilowych rozstań
ludzie cierpią
na różny sposób
nie zawsze trzeba pustyni
i żaru rozpalonego słońca
a co ty myślisz
widząc człowieka
umierającego od kuli
lub od ludzkiego słowa
czy jesteś tak niemy
jak rozżarzone węgle
przez wszystkie wysypiska śmieci
przewija się głos
wróć
ale jak wrócić
gdy wszystkie drogi
spaliły się w promieniach
pustynnego słońca
591.


GDYBY

gdyby góry nie były
takie wysokie
gdyby morza nie były
takie głębokie
może byłoby łatwiej
i prościej
gdyby niebo nie było
ponad chmurami
gdyby ziemia nie była
okrągła
może inna byłaby noc
może inny byłby dzień
ale i nie to
jest jeszcze tak ważne
a księżyc ciągle wisi
jak patelnia
a nocni wędrowcy
wciąż gubią drogę
592.


ZAGUBIONE ECHO

klasnąłem w dłonie
pękła ziemia
powstał nowy księżyc
i nastała cisza
593.


W KINIE

do kina
przyszedł tłum ludzi
mężowie z żonami
żony z dziećmi
patrzyli zażenowani
na biały ekran
pływali jak nitki świetlne
pod sufitem
była chwila że żyli
życiem wyblakłych sylwetek
a gdy płonęli bohaterowie
płonęli i oni
dzieci właściwie dużo nie rozumiały
biegały po całej sali
czasami zatrzymywały się
z głową zadartą do góry
przed ekranem
i przerażone biegły do rodziców
matki brały je na kolana
i dziękowały bogu
że to nie ich dzieci
spaliły się w płomieniach
nienaturalnych pragnień i pożądań
594.


PEDZĄC

zapadam w biel ulic
tylko cisza
płynąca rzeką
tylko spokój
w rzeźbie rąk
niesiony tłumem
podczas rozmyślań
o czymś tak dalekim
zima
białe czapy
rycerze pędzący na koniach

wpadłem w sanie
nie miałem sił
by krzyczeć
wolniej
wolniej
powietrze wdziera się do ust
dzwon drży od płaczu
choć trochę wolniej
przecież tyle życia
a sanie pędzą
w przepaść
wolniej
wolniej
nie zapominać
przebytych dróg
trzeba tak walczyć
trzeba tak krzyczeć
aby chociaż
przy jednej świecy
spędzić resztę życia
595.


GDY MUZYKA GRA

na parkiecie
nowe życie
muzyka gra
tańce tańce
pieniądze padające
jak ścinane włosy
albo kawałki skóry
grubi i chudzi
wysocy i niscy
zlepieni w jeden kształt
masą doznań
ruch
tańce
tańce rozrywkowe
tańce towarzyskie
tańce erotyczne
maślane oczy
ukryte w kącie
rozbierają kobiety
wódka się leje
w rytmie uderzeń werbla
jak marsz
nikt o niczym nie wie
o niczym nie myśli
ciało się porusza
i to jest najważniejsze
bo na parkiecie się żyje
596.


KOLEJNA WIOSNA

kolejna wiosna
podchodzi pod gardło
chce krzyczeć
tak głośno
ale jakoś tak sił brak
złoto wydobywając
grzebiąc patykami w ziemi
nie ma czasu
by spojrzeć w niebo
tylko czasami
tylko czasami
gdy boli krzyż
prostuje się plecy
oczy łapczywie
wyłapują kawałek przestrzeni
ale to nie jest ważne
złoto zmienia się w piach
rozsypuje po świecie
chciałoby się z tego
ukręcić bicze
i smagać wiatrem człowieka
potem długo patrzeć
jak włosy
zmieniają się w srebro
głowa niczym bańka mydlana
upada na ziemię
lecz to nie jest prawdziwe
jedynie płacz jest prawdziwy
jedynie śmiech jest prawdziwy
597.


STRACH

nie rozumiem tych oczu
przyklejonych do kotary
śledzących każdy ruch
każdy gest
nie rozumiem pustki
gdy patrzę
na splamione krwią prześcieradła
staram się opanować lęk
trochę boję się mówić głośno
gdy para oczu
kłuje w plecy
jak sztylet dosięga serce
dlatego ruchy powolnieją
plazma zalewa ciało
a oczy spokojnie patrzą
jak zamieniam się
w posąg
598.


SZUKAŁEM

szukałem
nie tam gdzie trzeba
i może dlatego
nic nie znalazłem
długo obserwowałem linię
która zwinęła się niczym robak
dotykałem ją końcami palców
delikatnie szarpałem jak strunę
wziąłem w garście
trochę ziemi
ulepiłem piękną gitarę
chciałem grać głośno
omotać wszystkie kraje
pieśnią czystą
lecz ręce
nie przyzwyczajone
do takiego wysiłku
wypuszczały w powietrze buble
szukałem dalej
szukałem tej nuty
która wyrwie ludziom serca
ludzie byli głusi
na dźwięki
zmieniające się w promień światła
zrobiło się jasno
chociaż słońce
do dawna nie świeciło
nikt nie chciał dojrzeć blasku
każdy zamykała swoje jestem
bał się prawdy
gdy pukałem do drzwi
słyszałem szmery przerażenia
odganiano mnie
nie wiem do dzisiaj
skąd wziąłem tyle siły
śpiewałem donośnie
cała duszą
dzieci płakały
jedynie stare kobiety
drżącymi rękoma
zapalały gromnice
było to jak przywitanie
one jeszcze pamiętały
że kiedyś było inaczej
że nie trzeba było
szukać
599.


JAK PAJĄKI

lekko tkają cienką nić
nauczeni przez pająki
z krzyżami na plecach
potem nocą przychodzą do domów
zarzucają swe sieci
i zabierają wolną wolę
600.


NIC SIĘ NIE STAŁO

najpierw strzelano
czarne krople
wbijały się w ciało
człowiek umarł
krew starto
z lśniących posadzek
potem
faryzeusze poszli w tłum
i mówili
że nic się nie stało
601.


BALLADA O KRYSZTAŁOWYM ZAMKU

posłuchaj mała dziewczynko
tej bajki którą ci opowiem
o pięknym kryształowym zamku

jest taki dzień
jedyny w całym życiu
gdy słońce zatrzymuje się na niebie

nikt wtedy nie płacze
bo nikt nie umiera
czas przestaje pędzić jak szalony koń

wtedy każdy bierze co ma
i idzie do zamku
który wyrósł ze słonecznych promieni

więc daj mi rękę
chodź razem ze mną
zobacz tam czeka twoja mama

to nie prawda że dawno umarła
zobacz jaka jest piękna
cała w kryształowej sukience

idź dotknij jej twarzy
przytul do siebie
i kochaj jak dawniej

tylko nie bądź tam długo
bo nie znasz wieczności
i nie mów że chcesz tam zostać

cicho proszę nie płacz
najpiękniejszy dzień się kończy
nie żałuj jeszcze tutaj powrócisz

gdy czas twój nadejdzie
przyjdę cichutko
wezmę twą rączkę i pójdziemy razem

gdzie wszystko jest czyste
jasne jak dwa duszyczka
bez małych maluteńkich łez

a teraz idź do ludzi
powiedz co widziałaś
w pięknym kryształowym zamku
602.


WOLNA MIŁOŚĆ

przynosiłaś dla mnie dary
obrzucałaś kwiatami
całowałaś ręce nogi
byłaś mi posłuszną
gdy odszedłem na minutę
poszłaś do drugiego
jemu dałaś swoje ciało
jak kość głodnemu psu

i byłem tak naiwny
wierzyłem twoim słowom
nie myślałem nie szukałem
anomalii w gestach

puściłem się pustą ulicą
za przygodą mego życia
nie szukałem ciebie
bo nigdy nie kochałem
lubię być wielbiony
lubię być pieszczony
a gdy mi się znudzi
to buduję stos

i spalam na nim uczucia
które wywietrzały
kiedy jestem suchy
to sam płonę

ogień święty ogień
pali się we mnie
i pragnę czyjejś miłości
szybkiego oddechu nocą

hej ty nie oglądaj się
właśnie ciebie wołam
czata szkło i blues
chyba lubisz to
nie myśl co będzie jutro
bądź moja dziś
ugaś we mnie żar
co namiętnie się tli

ogień święty ogień
pali się we mnie
i pragnę czyjejś miłości
szybkiego oddechu nocą
603.


UPADEK

ziemia obsunęła się
spod nóg
lubię to spadanie
wiem że nie ma
absolutnego dna
jest tylko wieczność
nieskończone zapadanie
w teraźniejszość
wyrównanie
wszechczasów
wszechrzeczy
604.


NIE MOGĘ ZMRUŻYĆ POWIEK

próbowałem rozprzestrzenić się
w nieskończoność
niczym ocean
falujących myśli
zagubić brzegi
przetoczyć się wiatrem
ciemnymi ulicami
ale nie mogłem zapomnieć
że jestem ciągle sobą
605.