PRZELOTNY CIOS
jakiś głos
jakaś egzekucja
miłość dwojga przerwana
jednym cięciem
potem chłodny wiatr
jak gorące łzy
czarny welon
i czarna samotna noc
606.
SŁABEJ KOBIECIE
nie chciałaś brać
mówiłaś że chcesz przerwać
myślałaś że będziesz silna
a wraz z nadejściem sezonu
odeszłaś na zawsze
z małą igła
lawina przetoczyłaś się
przez krótkie życie
607.
ZMĘCZONY SNEM
stało się tak cicho
że zaczęły męczyć mnie
złe sny
szum silnika
urwał się za plecami
i tylko krople deszczu
monotonnie dudniące
w dach autobusu
mówiły że jadę
nic więcej
nie mogę powiedzieć
bo to jest
samym czystym szumem
wyzbytym pragnień
608.
UMIERANIE NA KRZYŻU
wzgórza oplecione
babim latem
jak twe ramiona
owinięte ostatnim blaskiem słońca
panie
gdy umierałeś na krzyżu
czyżby to manifestacja
przemijania
czy nadzieja
na ponowne przyjście
pozłocona zieleń drzew
opuszczone zasłony w oknach
jak ciemna krew
na twej cierniowej koronie
purpurowa plamy
niczym rumieńce
nie ma się czego wstydzić
wszak o wszystkim powiedziano
kości policzono
i musiało się wypełnić
ale tak trudno
uwierzyć w śmierć
gdy dobre oczy
spoglądają ze zmęczonej twarzy
gdy spękane usta
mówią że będą czekać
do następnego zmartwychwstania
609.
NOCNI WĘDROWCY
tej nocy spadły
z drzew wszystkie liście
w mroźnym ciągu
pękały drzewa
wydawało się
że to odrzutowiec
strzelił batem po niebie
na które wylano atrament
i spada teraz
maź na nocnych wędrowców
i gubią teraz drogę
i błądzą
610.
PRZERASTANIE CISZY
przesiąknięty słońcem
mały samotny
jakby ledwie zdążył
opuścić trójkąt bermudzki
wiedzący prawie wszystko
o świętych miejscach ziemi
cicho przemawia do siebie
jedynie małe dzieci
zwróciły uwagę na ten szept
zdobywcę ludzkich serc
ja to też słyszałem
i w ustach
zamknąłem cały świat
611.
ZMROK
gdy srebrzystą poświatą
miasto oddaje chwałę nocy
pod pretekstem słuchania wiatru
przygarbione sylwetki
wychodzą zza ciemnych cieni
i kładą palec na usta
by nie szeptać
bo przyjdzie krwawa matka
i wszystkie dzieci zje
może i ty
przylgnąwszy do zimnej ściany
usłyszysz drżenie domów
dzieci nie boją się złej gwiazdy
gdybym był panem złej nocy
lub mistrzem czarów
to zarzuciłbym czarną sieć
na wszystkie słabości
aby zautomatyzowani przechodnie
nie zapominali o mroku nocy
612.
ŚWIECA
bywają dni
kiedy opadną ręce
gardło ściska gorycz i smutek
a ja wierzę
że nie wszystko jeszcze stracone
dopóki światło nie zgasło
dopóki tli się płomień świecy
612.
( wg Andrieja Makarewicza)
ROZSTANIA
różne są rozstania
we łzach
w uśmiechu
albo z kamienna twarzą
czy to jest istotne
gdy ból rozdziera ciało na strzępy
to jest jak sapanie
ciężarowego samochodu
wywożącego gruzy
spod opustoszałego domu
myśli krążą po zamkniętych kołach
tworząc aureole
wokół naszych głów
ale przecież święte znaki
nie mają żadnego znaczenia
nie możemy bowiem
chwycić się za ręce
i spojrzeć prosto w oczy
613.
PRZY DROGOWSKAZIE
gdybym uniósł się ponad chmury
może dostrzegłbym więcej
niż mogę zobaczyć
gdybym nie biegł tak szybko
może bym się nie potknął
nie mam żadnych pretensji
do krzyczących ludzi
do kobiet wołających
o pomstę do nieba
sam bowiem chcę krzyczeć
gdybym nie pamiętał
tych wszystkich zapachów obrazów
może byłbym bardziej spokojny
ale teraz nastał taki okres
że życie opiera się tylko
na wspomnieniach
fotografiach
nagraniach
trzeba izolować wszystkie przeżyte dni
i zacząć myśleć od nowa
o przyszłości
614.
BYĆ BLISKO CIEBIE
przecież wcale dużo nie chcę
tylko być ciągle z tobą
tylko mówić ci czułe słowa
tylko trzymać cię za rękę
a to niby zbyt wiele
i nie pomaga
łkanie ani wrzask
ani zamykanie się
w ciemnym pokoju
bezwzględnie wyrwany
w rytmów własnego ciała
z cichych pragnień i marzeń
muszę rozbijać gołymi rękami
kamienne głazy
z dala od ciebie
bez niczyjej pomocy
615.
NIE MA PRAWDY
nie ma prawdy
usta w dziwnym grymasie
w uśmiechu
w płaczu
kłamią
nie ma śpiewu
pozostało wycie
nie ma słońca
myśli zasnute chmurami
głowy opuszczone
oczy nie widzące
skrzydła odcięte
słowa ostre i druzgocące
spalona w krematoriach
nie ma wolności
616.
CZAROWNICA
niosła swe grzechy
na karku i pytała
dlaczego
zamkniętymi pięściami
stukała do okien
wołała otwórzcie
nikt nie widział spragnionej
bezdomnej
opuszczonej
ogłuszonej żądzą
bezkrwiste usta
szarpały szmaty
jakby było tam zło
ręce biły
wyrwać chciały duszę
i oczyścić
nawet nie powiedziała
niech się spełni
nie zdążyła
617.
PIERWSZE SŁOŃCE
w cieniu chłodniej
niż w jasnej plamie
słoneczniki rozrzucone
jak na siew
promieniami nadają więcej
obrotów maszynie
statycznie oszukiwanej
przemieniona wegetacja
w nowe budzenie się
strzeliła bezkompromisowo
jak pierwsze pąki na drzewach
trzeba mocno trzeć
wskazującym palcem po czole
aby zniszczyć ten grymas
zmęczenia
przyjąć wiosenne przesilenie
pełną piersią
618.
MILCZENIE
przestraszyłem się
tej nieskończonej ciągłości
rozmytej jak
śnieżnobiałe noce
wymieszane między
życiem i śmiercią
tego ciągłego zaczynania
od nowa
niepewności
upadków
ale cóż mogłem zrobić
po chwili odpoczynku
poszedłem dalej
619.
PRÓBA ROZGRZESZENIA
zaklęty w cień
ale żywy
błysk szeroko otwartych oczu
to przekleństwo
rzucone bezzębnymi wargami
i rytmiczny oddech
piersią wypukłą jak góra
przed twoim sercem
klękają modlą się
proszę o światło
o wielką prawdę
która grzeje podczas mrozów
wybuchają wulkany
sypiąc popiołem na czoła
ale to i tak
nie przywraca życia
kamiennym sercom
do których
nikt się już nie modli
620.
CHCIAŁBYM BYĆ TWOJĄ NOCĄ (piosenka)
tak chciałbym być twoją nocą
chciałbym być twym przerwanym snem
*
tak ciemno tu
tak pusto tu
jak wyje wiatr
na ulicach
*
rozrywam kręgi prostych dni
wypuszczam cudze ptactwo z rąk
*
ty cała drżysz
przemieniam się
w jasne
promienie słońca
*
jesteś wszędzie jak pył jak śpiew
w każdym geście głosie mym
*
daję ci zwierciadło jak moją twarz
gdy ścierasz włosami śnieżny kurz
*
z okien i drzwi
z pustych pokoi
w których naprawdę
nie ma mnie
*
rozwijasz się w siną rzekę
co płynie w dal ku oceanom
*
i szukam cię
we wodach mórz
zaklętą w kłęby
dzikich fal
*
jesteś wszędzie jak pył jak śpiew
w każdym geście głosie mym
*
przeraźliwie wielka woda
wypłukuje piach spod stóp
*
i padam wprost
do ramion twych
rozciągniętych
po całym niebie
*
a gdy odchodzę bardzo płaczesz
i wiesz że czas nie umie czekać
*
na nasze dni
przeżyte w gorączce
rozpalone światłem
dalekich gwiazd
*
jesteś wszędzie jak pył jak śpiew
w każdym geście głosie mym
*
tak chciałbym być twoją nocą
chciałbym być twym przerwanym snem
*
621.
NOWE MIEJSCA
wyciągam rękę by przesuwać góry
ale nie ma gór
nie ma nic
oprócz braku logiki
ręka opada w szary bezsens
bez ruchu
przetrwać
623.
WRÓCIŁY STARE KOSZMARY
wróciły stare koszmary
rozsiadły się po kątach
szczerzą swe zęby
w uśmiechu
w grymasie
i ból jest ten sam
i krzyk jest ten sam
dręczące pulsowanie
wirujące koła
i jeszcze coś
tak samo
a jednak inaczej
bardziej gorąco
bardziej oschle
męczące pytania
głos pustych dzwonów
wróciły stare koszmary
gorączka i drżenie rąk
głucha ironia
ciągły strach
wróciły stare koszmary
624.
WSPOMNIENIE CIEBIE
wyciągam rękę
dotykam chmur
wystawiam twarz na wiatr
przemykam wśród zielonych drzew
niknę w gąszczu
pachnie lasem
słychać jak nadchodzi noc
już nikt nie strzela
gdzieś płacze dziecko
przewracam się na drugi bok
patrzę w filetowo niebo
szukam ciebie
a gdy ciebie nie znajdę
to mówię ci o tym wszystkim
żebyś wiedziała
625.
NAD JEZIOREM
stałem nad brzegiem jeziora
woda lekko pomarszczona
jak twarz kobiety niezbyt jeszcze starej
a wydawało się
że nie ma już jezior
nie ma kobiet niezbyt starych
pochyliłem się nad wodą
przeciągnąłem palcami
po tej mokrej twarzy
dużo słów nadbiegło ze wszystkich stron
głosy zmieszane z szumem deszczy
ze wszystkim co się boi trwania
myślałem że wszystko jest chwilą ulotną
że woda i niebo
to przestrzeń łącząca dwa światy
oddali się ode mnie
przełknąłem ślinę
trochę się obawiałem
ale nie było wiatru
złe nie czaiło się
za dalekimi drzewami
przestrzeń wlała się we mnie
zimną wodą i błękitem nieba
wiedziałem że mogę ręce oprzeć
na białych skłębionych chmurach
nie ma żadnych zaburzeń
jest spokój
powolne przesączanie się dni
bez zadyszki
bez bólu głowy
stałem rozciągnięty
między wodą a niebem
patrzyłem w dalekie lasy
i nie było złych słów
lekkie muśnięcia ciszy
ustami kochającymi i samotnymi
rozwieszonymi w dalekich gniazdach
przestrzeń była posłuszna
żadnego falowania
tylko cisza
tylko spokój
stałem na trawie zielonej
nigdy nie przeistaczałem się w posąg
a jednak zamieniony trwaniem
bez oczekiwania
bez lęku
stałem i patrzyłem w wodę
jak rozwija się sama w sobie
przemienia się niejednoznacznie
to we mnie
to w chmury
stałem i byłem pewien
że to wieczność
i nic się nie stało
nic nie mogło się stać
bo spokój
bo cisza
bo wieczność
trwanie jest wielkie
niezmienne
stałem na jeziorem
wchłaniałem zielone powietrze lasów
istniałem
jako jedność
z jeziorem
z lasem
z błękitem nieba
626.
NIC NIE POMAGA
nic nie pomaga
myśli urwane
tnące niczym ostrze noża
to pragnienie wyjścia
wewnętrzne rozdarcie
czy to gra w szachy
czy przelotne miłosne uśmiechy
czy bicie
czy też krzyk pękniętym gardłem
nic nie pomaga
próba wzniecenia żaru
delirium jak owłosione nogi
gdzieś toczy się walka
a burza przycicha
jeszcze te błyskawice roztrzepane
jak panny na wydaniu
przestrzeń nie chce przebaczyć
nic nie pomaga
627.
NIEMOC I CZAROWNICE
życie nie kończy się
a dni zbite w jednolitą masę
przesuwają się między palcami
jak twój miękki jedwabny szalik
gdy o tym intensywnie myślę
to podają mi kielich
i muszę pić do dna
trucizna straciła swą moc
jak czarnoksiężnik
rzucam zaklęcie
na światło wodę ogień
wszystko jest posłuszne
a jednak
nie mogę zbyt wiele
nie mogę przyjść do ciebie
nocą bezgwiezdną
i cicho ci powiedzieć
że już zbyt długą
każą nam walić
w wielki bęben
który ciągle
jak dzwon bez serca
milczy
628.
CHCĘ ZATRZYMAĆ CZAS
to nic że już tak mało zostało
co bowiem znaczą lęki
wobec krzyku rozpaczy
rzuconego pod same niebiosa
spalam się szybciej
niż kiedykolwiek
w innym czasie i innej przestrzeni
zarumieniona świadomość
wskazuje niewiarygodną paletę barw
cóż jakby nie było
to lato
serce słońca
czy można byłoby to zrobić inaczej
czy to miałoby większy sens
od powolnego dreptania w kółko
dzisiaj i tak
nic się nie wydarzy
widzisz w moich oczach
tę dziwną iskrę
jak głos ptaka
który dawno umarł
to twój oddech zamknięto
pod kopułą milczenia
i to jest takie dziwne
sam przecież tego nie wybierałem
przyszli i postawili pod broń
teraz czekam
kiedy każą strzelać
ale nie bardzo wiem do kogo
stój
zaczekaj na mnie
musimy razem dopędzić
te chwile co minęły
zdaje się że nigdy nie wrócą
a jednak nie daję za wygraną
i wołam wróć
629.
OSTATNI UPADEK
jest to pole otoczone siatką
gdzie przesuwają się cicho
między dniem i nocą
twe sny szaleńcze
niczym opętanie pustych ciał
bez duszy
w podartych łachmanach
niby tak niewiele
jeden spacer
tylko jeden
a tyle wysiłku
podnosisz obolałe ciało
próbujesz przerzucić przez płot
lecz ciężko padasz
i martwe fale uciekają
przed twym smutnym wzrokiem
630.
ONA I ON
przerażenie
spokój
czysta idylla
jakby częste zaglądanie
w czarną otchłań
ona ty przyszła
i powiedziała trzy słowa
a świat zawirował
wokół jego głowy
upadł jej do nóg
i prosił o łaskę
ona spojrzała na mnie
szelmowsko przymknęła oczy
i postawiła swą stopę
na jego karku
coś się dzieje
ciała zbite w jednolitą masę
uciekają przed krzykiem
nocnych ptaków
czy to przerażenie
czy idylla
ona wyciągała od niego
każdy grosz
i układała na swoich półeczkach
jak zdobyte trofea
to tylko sen
to nie jest wymysłem otchłani
a jednak ona istnieje
często przychodzi do mnie
i śmiejąc się
mruży oczy
lekko macha ręką
i głęboko oddycha
wtedy przychodzi on
i ona zapomina o mnie
przyjmuje hołdy jako oblubienica
i pozwala się dotykać
wtedy odeszli
ramię w ramię
rzucili się w otchłań
własnej namiętności
skończyła się idylla
nie ma już przerażenia
631.
WIĘZIENIA
są więzienia duże
są więzienia małe
nie zawsze zakratowane okna
nie zawsze spętane drutem kolczastym
więzienia duże jak miasta
jak wielkie kawałki ziemi
i więzienia typu trzy na cztery
stół prycza u stęchłe powietrze
lecz w każdym więzieniu
serce tłucze się jak ptak w klatce
a nogi błądzą
pośród tłumów w maskach
i sztucznych świateł
jak bardzo dziwnie
smakuje wolność
po wyjściu poza granicę
zaklętych słów
632.
MODLITWA DO OPRAWCY
jeszcze tyle do zrobienia
a już słońce zachodzi
robi się coraz ciemniej i chłodniej
trzeba wycinać kamienne bloki
potem szlifować je i gładzić
aż do bólu
nie można usiąść ani na chwilę
trzeba układać granitowe bryły
jedna na drugą
aż dosięgną chmur
trzeba zamknąć w tych budowlach
trochę światła
oddzielić siebie od lasu
od tętniącej ulicy
potem trzeba postawić ołtarze
zanieść na nie
swoje złe sny
i czekać
aż potężna ręka uderzy w kamienie
i zetrze je na proch
trzeba czekać długo
bardzo długo
lecz samo czekanie nie wystarcza
gdy wydaje się że już przez szpary
zaczyna przebijać się
mdły promień niosący nadzieję
i trochę ciepła
wtedy strzela w powietrzu bicz
wyłania się z mroku
sylwetka która wszystkich
rzuca na twarz
i tych najbardziej krnąbrnych
bije do utraty świadomości
wtedy musimy biec posłusznie
podnieść z ziemi skrwawione ciało
i wznosić wspólnie kamienne cokoły
potężne piedestały
potem klękamy
patrzymy
jak wchodzi na nie oprawca
w długiej pelerynie
i w ciężkich wysokich butach
każe nam modlić się
do bicza i zaciśniętej pięści
nawet ci nieposłuszni
lgną do śliskiej posadzki
czyjeś żelazne dłonie
trzymają ich za kark
i każą śpiewać psalmy
633.
WYJŚCIE Z ZAMKNIĘTEGO KRĘGU
uwolniłem się od strachu
głupich pytań i natrętnych spojrzeń
przechodzę obojętnie
obok tych co
obserwują
zapisują
punktują
nikt nie jest w stanie
zarzucić na mnie sieci
zaciągnąć pod ścianę
i kazać klęczeć
z rękami uniesionymi ponad głową
uwolniłem się od ścisku w krtani
gdy każą mówić o sobie
opowiadać o przyjaciołach
o tym co robią
i z kim śpią
słowa płyną lekko jak fale
lub milczenie wypełnia ciszę
i nie ma drżenia rąk
gdy zbliżają się i szepczą do ucha
jestem daleko ponad nimi
oczy przebijają mur
i widzę bezkresne łąki
skąpane letnim słońcem
nie ma kar
nie ma przymusu
nie ma bólu głowy
nie ma biegu do utraty sił
staję się echem
bez odpowiedzi powtarzającym pytania
i lustrem odbijającym wścibskie spojrzenia
jestem kamieniem
który nieświadomie
zawieszają sobie na szyi
634.
KONIEC SAMOTNYCH SERC
samotne serca przestały
wołać pomocy
spadł deszcz pereł
ustało wszelkie drżenie
niewidzącym pokażę
te drogi
którymi chadzają zakochani
przyprowadzę głuchych
na skraj polany
i zawołam muzykę
od tego wszystkie serca pękną
rozdzielą się
i już więcej
nie będzie samotnych serc
635.
OGNISTY TANIEC
ona tańczy w ciemnościach
owinięta w długie welony
wiruje szalona
jest późna noc
ona przesuwa się
wokół leśnego ogniska
jej włosy płoną
namiętnością i wzruszeniem
oddech dotyka twarzy
stoimy w letargu
ona podnosi ręce
zatacza olbrzymie koło
potem zacieśnia swe kręgi
wokół każdego z nas
łakomie przytula się
do naszych ciał
i rozpala wnętrza
porusza się coraz szybciej
w końcu przenika przez ogień
płoną jej welony
ona jest ogniem
tym najgorętszym
wydaje się że odchodzi
lecz momentalnie
jak płomień
staje twarzą w twarz
i składa na mych ustach
swój pocałunek
pali się moja twarz
to właśnie ona
przemienia nas w pochodnie
bez zachęty
rzucamy się w wir
ognistego tańca
przestaje istnieć
wszystko to co było
do tej pory istotne
tylko taniec
nie kończący się rytm
i znów pocałunki
coraz bardziej namiętne
zlewamy się wszyscy
w jeden wielki ogień
wypełniony jej miłością
jej wielkim pożądaniem
taniec trwał do rana
gdy zrobiło się jasno
ktoś zauważył
że pozostał tylko dym
po spalonym wielkim lesie
636.
BĘDZIESZ SZATANEM
będziesz pluł ogniem
będzie cię zżerała dekadencja
i tylko twoje wycie
odbite od dalekich skał
powróci jak czarny nietoperz
i zabierze słońce
zakuje je w kajdany
i wrzuci do głębokiej jamy
a ty staniesz wtedy
u niebotycznych bram
będziesz zdzierał paznokcie
na twardych skałach
potem uderzysz głową
w kamienne wrota
i krew zaleje twoje oczy
kolana odmówią ci posłuszeństwa
i padniesz zemdlony u drzwi
które dla ciebie
nigdy nie zostaną otwarte
człowieku
twoje grzechy
nigdy nie będą odpuszczone
637.
OCZY
są oczy smutne
gdy w nie spojrzysz
to widzisz niebo zasnute chmurami
widzisz deszcze jesienne
są oczy gorące
jak dwa słońca
gdy w nie spojrzysz
to czujesz ten żar
przesypujące się pustynne piaski
bez wody i nadziei
czasami wypełzają pustynne węże
i żebrzą litości
są oczy namiętne
pełne uczucia i miłości
w których spojrzeniu
topnieją śniegi
łąki się zielenią
są oczy dające schronienie
zagubionym wędrowcom
są też oczy
w których nic nie ma
ani życia
ani śmierci
tylko pustka
wielka nieokreślona pustka
638.
SYTUACJE I POSTAWY
gdy nie można inaczej
to postępuję właśnie tak
i nie mówię przepraszam
nikogo o nic nie proszę
poddaję się fali
przybieram jej kształt
lecz nie tonę
jestem drzewem
którego silne wiatry nie złamią
a tylko na chwilę
do ziemi przygniotą
i podnoszę się
strzepując kurz z włosów
mógłbym może uderzyć
lub silniej wstrząsnąć
ale są takie sytuacje
że zbyt wiele się nie myśli
a tylko nadstawia policzek
na cios
który może być bolesny
639.
MIĘDZY SNEM A JAWĄ
między zmęczeniem a snem
jest tak mało miejsca
że nawet twój oddech
nie całkiem się zmieści
gdy myślałem że usypiam
usłyszałem głosy
które dawno przebrzmiały
zobaczyłem stare miasto
oplecione pajęczą siecią
ludzi z wosku
kobiety jak kukły
lub syk węża
one nie były jadowite
lecz owijały się szczelnie
wokół szyi jak szale
z drogocennych piór
kazały się całować
machnąłem ręka
i wszystko zniknęło
odwróciłem się na drugi bok
spojrzałem na ciebie
stałaś w środku nocy
lekko zdziwiona patrzyłaś
jak dłonią zgarniam
śnieżny pył z twych włosów
i chyba oboje nie bardzo
w to wierzymy
że tyle już lat minęło
640.
TAK CHCIAŁBYM BYĆ TWOJĄ NOCĄ II (piosenka)
tak chciałbym być twoją nocą
chciałbym być twym przerwanym snem
ochraniać cię przed czarnym zimnem
nie przypominać że jest źle
otulać twe nagie ramiona
i czule pieścić twoje włosy
nic więcej już nie mówić
a tylko kochać kochać cię
tak chciałbym uciec stąd daleko
stanąć nad bezkresną wodą
zamoczyć w niej swoje bose stopy
i nigdy już nie stracić cię
przemierzać puste oceany
na przekór wiatrom słowom złym
uciekać od wścibskich oczu
i nigdy więcej nie bać się
tak chciałbym być twoją nocą
chciałbym być twym przerwanym snem
tak chciałbym być twoją nocą
chciałbym być twym przerwanym snem
641.
POWIETRZNI GENERAŁOWIE
po tylu kłótniach
wśród generałów nastąpił spokój
patrzyli oni na czołg
wjeżdżający na zbyt wątły most
no i wpadł do wody
nie potrafił pływać
dotarł wprost na dno
tam oddycha przez lufę
kule muszą znajdować się wszędzie
w wodzie
pod śniegiem
i w liściach drzew
wystarczy rozpocząć
wojenne strzelanie
i wszystkie góry lodowe
będą się topić
na moście stali generałowie
powpadali do wody
ale nie utopili się
byli zbyt nadęci
i pełni powietrza
nurt poniósł ich
daleko rzeką do morza
do tej pory
unoszą się wśród fal
jak boje
ci powietrzni generałowe
642.
CIĄGŁE WIROWANIE
do wczoraj wydawało się
że nie może być lepiej
a teraz widzę że to jest
błędne koło
takie duże okryte mgła
właściwie to wolę labirynt
bez wejścia i wyjścia
gubi się w nim
dobrych parę godzin
i nie ma czasy na wątpienie
wątpi się w czasie snu
a sen jest inny
towarzyszy każdemu gestowi
każdemu słowu
jak cień ciągnie się za plecami
i nie wiem
czy błędne koło wiruje
w mojej głowie
czy ktoś nakręcił karuzele
ale jakie to ma znaczenie
skoro cały świat
wiruje jak szaleniec
643.
MASZERUJĄ CHŁOPCY
godzinami wsłuchiwałem się
w ten dźwięk
nie mogłem go nazwać
ale z nocy na dzień
potem z dnia na noc
stawał się wyraźniejszy
coraz bardziej regularny
teraz już wiem
tak maszerują chłopcy
tysiące uderzeń stóp
jak potężna maszyna
która nie wie co to zmęczenie
doby mijają
a kroki coraz głośniejsze
echem odbijają się od miast i wsi
z każdej strony
nadchodzi ten łomot nóg
to jest jak obsesja
od tych dźwięków
drżą szyby w oknach
i głowa pęka z bólu
to maszerują chłopcy
równo noga w nogę
z uśmiechem na ustach
chłopcy maszerują na wojnę
644.
SPISKOWCY
ludzie chodzą krętymi drogami
przyklejają się do ścian
zasłaniają twarze
patrzą pod nogi
mijają się w milczeniu
a wieczorami siadają
w najciemniejszych kątach
i knują swoje odwieczne spiski
645.
POKONANY
modlił się
tak długo
tak żarliwie
serce miał wielkie
jak balon
nabrzmiałe miłością
uniósł ręce do góry
szeptał gorące słowa
wydawało mu się
że jeszcze chwila
a uniesie się jak obłok
lecz ktoś nadszedł
w czarnej masce
jeden strzał w plecy
powalił go n ziemię
646.
PRZERWANE WIĘZY
obudził się tak
jak budził od lat
przy nim leżała żona
oczy miał zamknięte
wiedział że dzień
potoczy się normalnie
jak toczył się od lat
ale nie zerwał się
nie ubierał w pośpiechu
myślał inaczej niż wczoraj
zaczął wątpić
nie pozwolił
aby codzienne obowiązki
wessały go w swoje tryby
zbuntował się
postawił świat
do góry nogami
do wieczora przeleżał
z zamkniętymi oczami
647.
UCIECZKA
oślepił mnie blask słońca
ten ostatni
znak ciepłej jesieni
biegłem jak szalony
spaloną pustynią
nie widząc nic
szelest liści
jak piach gorący
dławił w gardle krzyk
to nie było przemijanie
to była ucieczka
od drzew wyciągających
do nieba swe nagie konary
tak bardo chciałem
zatrzymać czas
tak bardzo chciałem
zawołać wróć
lecz nie zdążyłem
bramy zostały zamknięte
648.
UPDAEK Z KONIA
tyle już razy dosiadałem konia
który pędził jak demon
słuchał mojego dotyku
rozumiał każdy gest
wiedziałem że w tym galopie
mogę czuć się bezpiecznie
mój koń potrafił wyprowadzić mnie
z ciemnego lasu
na jasno oświetlone drogi
nocą był światłem księżyca
był wiatrem południa
pewnego razu
gdy twardo siedziałem mu na grzbiecie
i kazałem lecieć do nieba
stuknął kopytami po betonowej drodze
sypiąc wokół iskry
wzniósł się ponad drzewa
i jak nieposłuszna bestia
zrzucił mnie na ziemię
a może to ja byłem zbyt nierozważnych
zbyt słaby
i nie dane mi było jeszcze
oglądanie świata z nieba
649.
ZWYCIĘSTWO
niby to spacer górskimi łąkami
ręce dotykają soczystej zieleni drzew
niby to kąpiel w rajskim jeziorze
gdzie dno jest posłuszne stopom
i piasek przybiera kształt ciała
niby to odpoczynek na złotej plaży
owianej ciepłym wiatrem
niby tak życzliwa twoja ręka
przesuwa się lekko po mych włosach
widzę twój uśmiech
ty się cieszysz
zrzucasz płaszcz i biegniesz
w wysokiej pszenicy
wołając mnie za sobą
grube i ciężkie kłosy
niewinnie pieszczą nagie ciała
niby wszystko jest dobrze
a jednak zawsze znajdzie się
ktoś taki
co jednym cięciem to zmieni
najpierw usłyszysz głośny stukot butów
potem jego krzyk tuż nad głową
i napięty jak struna
która już żadnego dźwięku dać nie może
staniesz i spojrzysz mu prosto w oczy
najpierw będziesz się strasznie bał
będziesz chciał uciekać
do górskich łąk
do rajskich jezior
do plaż i przenicowanych światów
ale pozostaniesz na miejscu
gdy on podniesie na ciebie rękę
to zaczniesz się śmiać
bo zrozumiesz że nie ma żadnego strachu
że to on na siebie
tym właśnie wydaje wyrok
650.
ZAPATRZENIE
siedzę oparty o gołą ścianę
zimną i śliską jak brzuch ryby
jestem opanowany i spokojny
kreski kreślone posłuszną ręką
są proste i lekkie
biel jest bielą
nic nie wskazuje na to
żeby nastąpiły jakieś zmiany
a jednak jakiś lęk
wciska się w serce
i powoduje to drżenie rąk
kreski stają się poszarpane
linia uwypukla się
tworząc niebezpieczne załamania
siedzę wpatrzony w jeden punkt
nie zastanawia mnie
czy to mucha
czy dziura po gwoździu
wiem że stoisz obok mnie
przyszłaś tak nieoczekiwanie
boję się spojrzeć ci w oczy
boję się że coś się zmieniło
że już nie uśmiechniesz się
tak jak dawniej
czy to czas powoduje
że zmieniamy się z dnia na dzień
że ci co nas znali
przechodzą obojętnie na ulicy
nie zatrzymują się
nie rzucają tych kilku wytartych słów
co takiego zrobiliśmy
że nasze ręce
nie potrafią odnaleźć się w ciemnościach
cóż się stało
że nie mogę odwrócić głowy
że siedzę oparty o gołą ścianę
godzinami wpatruję się w jeden punkt
651.
MÓGŁBYM CI OPOWIEDZIEĆ BAJKĘ
mógłbym ci opowiedzieć bajkę
moja córko
wymyślić potężne królestwo
i piękną księżniczkę
śpiąca w kryształowym pałacu
mógłbym ci opowiedzieć o dalekich krajach
w których gwiazdy są inne
i inni są ludzie
mógłbym przywołać
twój spokojny sen
moja córko
ale boję się
że gdy otworzę usta
to nagadam ci
tylko same bzdury
652.
CZEKASZ NE MNIE
wiem że czekasz na mnie
że chodzisz z kąta w kąt
szukasz miejsc spędzonych ze mną
wiem że na odgłos kroków
z drżeniem podbiegasz do drzwi
niecierpliwie nasłuchujesz
i siadasz zrezygnowana w fotelu
włączasz telewizor
patrzysz nic nie widząc
gdy zadzwoni telefon
możesz powiedzieć mi
chociaż parę słów
poprawiasz wtedy włosy
delikatnie spoglądasz w lustro
i czekasz
wiem że przyjdzie taka chwila
kiedy w pół śnie
ponownie odnajdziesz mnie
w swoich ramionach
653.
ECHO
a jeśli znów to się zacznie
to samo co trwa od kilku lat
z małymi przerwami
było przecież ostatnio
tyle dobrych jasnych dni
podświadomie wyczuwam burzę
która już nadchodzi
nie będzie błyskawic
nie będzie deszczu
tylko kilka ostrych słów
może kilka łez
tak chciałbym zachować ten spokój
który jeszcze dobrze
nie włączył się między nas
ale to jest silniejsze
powraca jak dalekie echo
dawno dokonanych czynów
654.
ZAPROSZENIE DO TAŃCA
te wszystkie zwierzaki
które do wczoraj beztrosko
biegały po ulicach
delikatnie ocierały się o nogi
łasiły się spoglądając w oczy
jakby po tupnięciu wielkim butem
rozpierzchły się po wszystkich kątach
wcisnęły w najciemniejsze nory
i wydawało się że świat
zamarł w bezruchu
jak przed wielkim piruetem
każdy po swojemu
przygotowuje się do wielkiego balu
w którym wykona
swój ostatni popisowy taniec
655.
TAK BARDZO BRKOWAŁO MI
TEJ SWOBODY RUCHÓW
tak bardzo brakowało mi
tej swobody ruchów
gdy omotano mnie siecią
tak dokładnie że tylko
palce u nóg wystawały
przez największe oczka
myślałem że tak spędzę
wiele lat
zdany na kaprysy tych
którzy wiedzą za co karzą
nie było wtedy żadnych pytań
nie było odpowiedzi
na nie postawione pytania
owinięty siecią
zawieszony gdzieś między
niebem a ziemią
przestałem liczyć dni
zrozumiałem wtedy
co to jest bezsenność
i gdy przestałem kojarzyć
zachodzące we mnie zmiany
jakaś ręka wyrwała mnie
z tego opętania
sieć pękła
opadłem na twardą posadzkę
kazano mi uciekać
tak bardzo brakowało mi
tej swobody ruchów
że nie potrafiłem poradzić sobie
z chaosem nóg i rąk
jakby urosło ich tysiące
nie umiałem stać
nic nie widziałem
gdy dano światło
bezsilny opadłem na podłogę
przetoczyłem się w ciemny kąt
nie mogłem uciekać
nie mam o to do siebie żalu
no bo przecież
tak bardzo brakowało mi
tej swobody ruchów
656.
BEZ ODPOIEDZI … TO JESIEŃ
nie zastanawiałem się
czy właściwie tak być powinno
twarz rozpłaszczona na szybie
przesiąknięta wilgocią
oczy łapią każdą kroplę
która jak ślimak
zostawia na szkle
ślad swojej drogi
wiatr czesze drzewa
swymi dmuchnięciami
dlaczego jesień
to łzy
to smutek
to przemijanie
czy stany pogody
decydować mogą
o bólu i słabości
czy pierwsze chłodne dni
mgliste i mroźne poranki
zawsze muszą
wykrzywiać twarze
pozostawiać taki dziwny grymas
nie zastanawiałem się
czy zawsze jesień
będzie zmuszać do refleksji
i wyciskać łzy z oczu
lecz co bym nie robił
o czym bym nie myślał
nie potrafię cieszyć się
gdy za oknami szaleje jesień
657.
JESTEM PRZY TOBIE
jeśli dwóch rąk za mało
aby nasycić się tobą
jeśli oczy i usta
nie mogą oderwać się
od twego ciała
a każda chwila
zapala ten ogień
to wiedz że nie mógłbym
ciebie zostawić
porzucić na rozstajnych drogach
każdy twój ślad
odnajdują moje stopy
i mój oddech
wchłoną twoje płuca
więc nie musisz się lękać
że rankiem
nie znajdziesz mnie
przy sobie
658.
W HIPNOZIE
może to złudzenie
a może rzeczywistość
zrobiło się całkiem ciemno
za plecami
czułem natrętne spojrzenie
czyichś oczu
odwróciłem się i zobaczyłem
dwa świecące się punkty
jak żarzące się węgle
chciałem uciekać
ale nogi jak betonowe słupy
wrosły w ziemię
zostałem zahipnotyzowany
znikły ciemności
pojawiły się życzliwe ręce
i zaprowadziły mnie
na dwór króla słońca
tam tańczą walca
nimfy i stare kobiety
tak ciepło
to tylko słoneczny deszcz
i nic więcej
a ja lekko śmieję się patrząc
w marszczone wiatrem kałuże
i trochę się boję
że ta hipnoza
może się wkrótce skończyć
659.
STARE PRZEKUPKI
stare przekupki
autorytatywnie stwierdziły
że to dziwka
że tylko ona mogła
go w ten sposób omotać
że przez nią stracił głowę
stracił rodzinę
i dzieci teraz
nie rzucą mu się na szyję
stare przekupki
w kolejkach
powtarzały to sobie
bezzębnym szeptem
śliniąc się przy tym obficie
wyblakłe oczy
wychodziły im przy tym
z przejęcia
a głowy trzęsły się hipochondrycznie
po skończonych zakupach
biegły do domów
ciężko dysząc
i tam rozprawiały dalej
że tylko doświadczona dziwka
w tak krótkim czasie
może powalić na kolana
takiego uczciwego człowieka
a w rzeczywistości
w głębi serca
zazdrościły jej tego
bo żadna z nich
nie była nigdy w stanie
tak omotać mężczyznę
660.
CZEDKAJĄC NA SPEŁNIENIE MARZEŃ
tylko bóg wie
ile jest goryczy
w niespełnionych marzeniach
ile myśli wałęsa się
po ciemnych wnękach
tylko on wie
ile spojrzeń stęsknionych
za tym co przyjść nie może
nie rozumiem skąd w człowieku
bierze się tyle siły
że patrząc na niemożliwe
do końca swych dni
wierzyć będzie
w lepsze jutro
gdy teraźniejszość staje się
zbyt natrętna
i przeraża bezdźwięk
odłożonych instrumentów
powracają wspomnienia
i cisza zaczyna wirować
tysiącem głosów
jak tłum co przez życie
przetoczył się pokornie
wierząc w wieczne życie
ale nadszedł wieczór
i tłum złożono w ofierze
królowej nocy
nikt nie pytał wtedy
ile było goryczy
w tym czasie
gdy niewinne baranki
prowadzono na rzeź
patrz
wołał ten co nie ma oczu
słuchaj
wołał ten co nie ma uszu
zacznij mówić
wołał ten któremu nie dano głosu
a ja
nic nie widziałem
nic nie słyszałem
nic nie mówiłem
byłem głazem kamiennym
po którym ślizgały się
bose stopy
prowadzonego tłumu
odzianego w białe suknie
ta biel nie była krzycząca
cisze przerywały tylko
pojedyncze strzały
do tych którzy
nie mogli nadążyć
i stało się
kamienie zaczęły nucić
hymny do potężnego władcy
który był zbyt zajęty
zliczaniem własnych osiągnięć
aby zauważyć
wzniesione ręce
w niemym pozdrowieniu
ręce uschły
i jak jesienne liście
z suchym szelestem
przetoczyły się przez plac
posłuszni strażnicy
wprawnymi ruchami
uformowali kopce
i zapalili ogniska
potrzeba było
dymu kadzidła
aby władca zachłysnął się
swoją dobrocią
i aby jego oczy
zaszły łzami
tylko nikt nie wie
czy to od dymu
czy ze szczęścia
nad wielkością swojego majestatu
a ci maluczcy
którzy cierpliwie czekali z boku
czyniąc dobrze
nie pojęli swojej roli
świst bata
położył ich na ziemi
wybił im z głów
biblijne sny o potędze
i ty zastygły w oczekiwaniu
patrzyłeś na to wszystko
i widziałeś tylko ciało
błyszczące jak księżyc
między zwiewnymi szatami
i wierzyłeś że ona tańczy
tylko dla ciebie
lekko przeskakując nad ogniem
a gdy złe
odebrało jej pewność ruchu
i gdy spłonęła
jak woskowa świeca
zapytałeś dlaczego
potem długo milczałeś
nie mogąc
odnaleźć swoich przyjaciół
ostatnie skojarzenia
ogień zmienił w dym
i pełen goryczy
o nic już nie pytałeś
siedzisz posępny
i czekasz na sen
który spełnia
ukryte marzenia
lecz nie wiesz
że to nie sen
że to chore majaki
że nie będzie żadnego ukojenia
661.
