WOŁANIE DO CISZY
nie pomogły
twe słowa
niech się spełni
zatrzasnęły się ciężkie
metalowe powieki
i ludzie lub widzowie
usłyszeli trzask
łamania kości
ktoś biegł
i chciał powybijać
wszystkie okna
ale przestrzeń
zwinęła się w kłębek
i wybuchła
mnóstwem świateł
właśnie na tym
wszystko się skończyło
242.
POCIĄG
jedzie pociąg
po żylastych torach
postukujące koła
wybijają młodzieńców ze snu
dziewice siadają
w parku na ławkach
i wdzięczą się
może mają nadzieję
że ich czas też nadejdzie
mały elektryczny pociąg
pędzi po młodych żyłach
a ci spieszą się
na dworce i perony
myślą że to jest
ich życiowe wydarzenie
243.
METALOWE KULE
jest metalowe miasto
i wysokie metalowe domy
po metalowych ulicach
pędzą metalowe auta
a gdy nastąpi metalowa noc
i metalowi ludzie usną
po mieście zaczynają
toczyć się
metalowe kule
244.
NAGI CEL
wznosisz w górę dłonie
i wiesz że dążysz
do psychicznego wyobrażenia
obnażasz marzenia
rzucasz słowa na wiatr
patrzysz pod słońce
opływasz cały
w złotym świetle
jak monument
jesteś swoją potęgą
spójrz przed siebie
na anielskich skrzydłach
wzlatuje do nieba
twój nagi cel
245.
PEŁNIA
obudził się wieczorem
na swojej platformie
promienie załamywane przez kraty
uraczyły go swoją tęczą
cieszył się jak dziecko
było mu tak dobrze
bo to był jego dom
nie wiedział
jak wygląda przestrzeń
co to znaczy odległość
nie wiedział
co to tęsknota
wiedział jedno
bardzo kochał
swoją klatkę
246.
ZABAWA
to jest zabawa
w życie
nie wolno ci się skarżyć
masz śmiać się
tak cieszyć
że udawać radość
spójrz na ludzi
stojących jak słupy
wznoszących ręce
i palce jak druty
pełnia przewodów
bezgłośna wymiana informacji
to takie śmieszne
taka bzdura
urosła jak góra
na słonecznych zboczach
wyrastają ludzkie ciała
i więdną jak ochłapy
taka nuda
że stare dziwki
wyją po kątach
ale to nic
będziesz udawał szczęście
i grał we własnym filmie
247.
MORZE
morze słoneczne
lekkie i delikatne
błyszczy jak śnieg
tak dużo wody
morze pochmurne
pijące atrament
ciężkie i obce
jeszcze więcej wody
wiatr zwija wodę
w naleśniki
i obłąkana fala
w falę uderza
mąci wodę i płynie
i coraz więcej wody
piasek udaje fale
i mści się na kamieniach
i już tak dużo wody
że jestem kroplą
morzem
oceanem
248.
ZDOBYWANIE NIEBIOS
gdy drabina jest wysoka
g ma tysiące szczebli
to nic nie znaczy
sięgasz wyżej i wyżej
a spadasz w dół
wschodnie wiatry zapierają dech
taka nietrwała
jest twoja równowaga
może kiedyś
pogodzisz się z wysokością
z nieokreślonym dalej
zamkniesz oczy
i poczujesz się absolutnie bezpiecznym
rozwiniesz swój kokon
jak skrzydła
wyłkasz przepraszam
i już nie będziesz
pchał się w nieznane
pod same niebiosa
249.
WALKA O
prowadzisz bezsensowne
walki
o młodość
o gładkość twarzy
o czysty dźwięk
a po co
i tak nie wygrasz
natura jest głucha
błagania twe
wpadną do studni
i echem zabrzęczą
w kamiennych pierścieniach
wyblakła jest
twoja bezsilność
i długa jak bezsenne noce
zdejmij szal
i czapkę z głowy
i bądź pewien
że nigdy nie staniesz
w blasku czerwonych świateł
250.
SZTUKA TRAWIENIA
nigdy
dlaczego skoro chcę
a to przecież coś znaczy
i mnóstwo wymownych gestów
mówi że wiara
przenosi góry
ależ ja wierzę
i serce mam duże
jak pęcherz
rozdarłem myśli
na białe płótna
i moje żagle
dźwięczą na wietrze
ale to nic
krotochwila wypełnia
przestrzeń na stypie
i rozlewa się
w czyimś żołądku
251.
SZUKANIE
zestawione w wachlarz
panienki
masowały oczy
aby strzelać do celu
wykupiły talony
na nocne tańce
i czekały
aż przyjdzie kapłan
do kościoła w niedzielę
będą chodzić parami
albo nie będą
252.
NOWY ŚWIAT
zamknij oczy
usłyszysz muzykę
zobaczysz rzeczywistość
i nie bądź niewiernym
obrazy są piękne
musisz tylko to pokochać
i starać się zrozumieć
wymyślaj swoje szczęście
i wpisz je do kalendarza
to nic że daleko
do spełnienia
to naprawdę nic
masz przecież serce
jak dynię
posypuj pestkami
po swej drodze
ten nowy świat jest inny
nie jest zły
jest bardzo piękny
usiądź proszę
i nie czuj się już obco
253.
WYROK
ten człowiek
nie jest winny
o co go posądzacie
dajcie mu coś powiedzieć
nie bijcie go
ja
ja nic nie wiem
ale po co
od razu sąd
po co
od razu krzyż
254.
ABSOLUTNA PRAWDA
jaka jest absolutna prawda
rozwijając myśl
jedz powszedni chleb
zakończ nocne płacze
wybij zamknięte okna
dojdź do przepaści
skocz
będziesz ptakiem
to jest absolutna prawda
to jest absolutna młodość
255.
WSZYSTKO PRZED TOBĄ
to była chyba młodość
i chyba gdzieś jest
tak wiem
ten rytm
tasiemce usychają
bo muzyka
bo dźwięk
bo świat jest kolorowy
są takie chwile
że odkrywasz tajemnice
twoja przeszłość
jeszcze przed tobą
256.
OPERACJA
trzeba podregulować ciśnienie
płuca wolna pracują
ktoś nacisnął kilka guzików
zamigotały światełka
wykresy osiągnęły szczyty
a potem zawyła syrena
to był znak
zbiegli się lekarze
docenci
ciało osiągnęło maksimum
przyssali się z różnych stron
i wchłaniali namiętnie
wydawało się
że krew śpiewa
znaną balladę
o pijawce
257.
MUZYKOWANIE
chodzą sobie
elektryczne gitary
po łysiejącej głowie
struny oplatają mózg
siateczką klateczką
i jest pragnienie
gdzieś we wnętrzu
ostre jak nocny kaszel
piosenka bez melodii
bez słów i słuchu
ale mózg już pęcznieje
jak mokra fasola
i robi się jak
wielki orzech
258.
ODA DO PIENIĘDZY
moje kochane pieniądze
czyńcie mnie poddanym
rozmnażajcie się
na własną chwałę
i ku mojemu zdziwieniu
moje pieniądze
wy dzieci moje
moje pieniądze
wy jesteście jak zdrowie
ile was trzeba cenić
ten się dowie
kto ma was więcej
moje pieniądze
życie moje
nie opuszczajcie
mnie nigdy
259.
DLA MUZYKI
muzyko
jesteś taka piękna
jak kwiaty
tyle zapachów
tyle kolorów
muzyko
jesteś taka subtelna
wyciągasz z dna
wpychasz w przepaść
jesteś słaba jak cień
jesteś mocna jak błyskawica
przypominasz
że kiedyś
żyło się inaczej
262.
OSTATNIA WALKA
walka jedna z ostatnich
czy warto przegrywać
ale po co
pytać o sens
gdy brak już sił
pot spływa strumieniami
a twoje ciało jest słabe
chłopcze
nigdy nie byłeś pierwszym
nie miałeś żadnych szans
wiesz o sobie tyle
ale tajemnic nie zgłębisz
ty znasz ludzi
oni na ciebie patrzą
musisz stanąć
bo wiesz
ta ostatnia walka
decyduje o twoim
dalszym życiu
263.
MYŚLI O USPOKOJENIU
faluje umysł jak morze
potężne i piękne
taka czarna złość
ciało jest spięte
mięśnie drżą
umysł zarzuca pętle
bo tyle pytań
tyle beznadziejnych pytań
ciśnie się na usta
bo czas
tak to najgorsza pętla
przeszłość nic nie znaczy
i wzruszenie jest inne
takie zimne i kamienne
i nigdy nie mija
gdy trzeba się
już żegnać
264.
ABYŚ ŻYŁ
abyś żył
słyszy jeszcze w uszach
rozbijał lód i śnieg
kamienne niebo
oświetlił słońcem
myślał że to wszystko
że już będzie żył
trzeba rozdrapać rany
zburzyć skały
on wie
że ten obłędny rytm
ten dźwięk gitary
to jego serce
wszystko się wal
pada na drżącej ziemi
zamyka oczy
i nie wie czy umiera
a jeszcze słyszy słowa
abyś żył
265.
KONWERSACJA
jeszcze moment
jeszcze chwila
kilka par
mącących ciszę
hebrajskich i aramejskich głosów
tak niedawno
potok myśli
to już nie membrana
za moment
pani siądzie
pan siądzie
zaczną prowadzić konwersację
i nie ma co nadstawiać uszu
nikt ich nie zrozumie
teraz
tak jak nikt ich nie rozumiał
tysiąc lat temu
266.
KRZYŻOWANIE UCZUĆ
przez pięć minut
wątpiłem i wierzyłem
byłem pod słońcem
byłem u siebie
chciałem powiedzieć
stój
chciałem powiedzieć
idź
widziałem zwierzęta
widziałem góry i doliny
monstrualne piece
krzyżowały ręce i nogi
miłość jest jedna
taka w środku
i zawsze wychodzi na wierzch
267.
CZEKAM
czekam
nieporozumienie
czy to błąd
byłaś tak zamyślona
że płakałaś
odeszłaś
wierzę że wrócisz
wyciągam z uszu watę
kłębki wspomnień
czeszę jak bawełnę
kładę na zielone pastwiska
krowy mlekodajne
uderzam palcami
w stół
czekam
268.
GRA
na ścianie był napis
określono zasady gry
tłuczono lustra
dla zabawy
ludzie kochają szkło
nocą nienawidzą
a jak jest ślisko
to stare kobiety
rosną jak grzyby
w blasku szklanych ulic
i nawet na dnie
wszystko odbija się
w krzywych zwierciadłach
bo gdy wszystko
jest szkłem
łatwiej pokonać
szklane góry
269.
ANEGDOTA
pustynia rodzi kwiaty
to nie cud
świat wygląda jak zlew
i brudy spływają
wydłubano w ziemi
otwory kwadratowe
tak rodzi się szachownica
cieknie woda z kranu
tak bardzo dudnią
brudne krople
będzie wielka rozgrywka
król zabija królową
będą nowe terytoria
kto woła wody
kto chce pić
wyrzućcie żebraków
z tych wszystkich świątyń
bo zbliża się
święto mądrości
a głupcy cieszą się
bo mogą znosić dary
uczta też będzie
nie dla głodnych
ci niech noszą
brzuchy jak dynie
czy to ciebie
też tak bawi
a może masz
specyficzne poczucie humoru
270.
DAWNO
to było dawno
urodził się bóg
ziemia się kręci
to było dawno
umarł bóg
budowano świątynie
potem je burzono
kwiaty kwitły
potem usychały
miliony razy
odwrócono klepsydry
jest coraz więcej ludzi
jedni wiedzą wszystko
inni nic nie wiedzą
starzy mędrcy
dłubią laską w ziemi
teraz ludzie
się już nie modlą
liczą rzeczywiste światy
rozrzucone wśród egoizmów
i nikt nie pyta dlaczego
nikt nie pyta
jak było to dawno
272.
DZIURY W SERZE
rezydencja w cieniu
grzybami obrasta
woskowymi uszami
kładą się dźwięki
po co tyle prochu
starcy lepią
gliniane garnki
trzeba wychwalać
niedzielę święty dzień
pod obłokami są ściany
w cegłach gwoździe
skalpel
dajcie skalpel
wyciąć chcę
nowe opatrznościowe spojrzenie
jest tyle dziur w tej przestrzeni
jakbym patrzył
przez wielki plaster żółtego sera
jedni patrzą
inni wbijają palce w dziury w serze
ale jedni z drugimi
w żaden sposób nie mogą się
ze sobą dogadać
273.
BIELIZNA
bielizna
rozwieszona na sznurach
polowe pogawędki
przy czarnej kawie
ale jest granica
pod polem nocy
między brwiami
to wszystko się lepi
palce są długie
dusze gumowe
nadmuchane balony
unoszą się w nas
obok czyichś oczu
na sznurach
nasze spojrzenia
według proroczych słów
kazanie nie znosi
krzyku
to bezcenne jest w nas
a tak szybko wysycha
jak bielizna
rozwieszona na sznurach
274.
ROZPOCZĄĆ COŚ
jaki smak ma gorycz
jakiego koloru jest czerwień
chyba dobrze
jest jechać na koniu
obierać hołdy
dobrze znać
odpowiedzi na głupotę
mieć lekarstwo
na czas
bowiem napięcie mija
w drżeniu ciał
kochankowie gardzą sobą
dobrze jest
gdy coś się kończy
rozpocząć coś
275.
KŁÓTNIA
każdy twój włos
pamiętam dokładnie
milimetr po milimetrze
rozkładam ciało
zdobywam twoją tajemnicę
ale nic nie mówię
nic nie przyrzekam
czy dlatego jesteś zła
czy dlatego płaczesz
nie wykradną twych rąk
bo jesteś tu
bo jesteś tam
ale zawsze przy mnie
zyskuję na czasie
wydłubuję uczucia na wierzch
jak zawsze
przybywasz na wietrze
wieczorami pustymi
podnosisz ręce do oczu
i to mnie martwi
bo wyrastają kajdany
zamieniamy naszą miłość
w pustą celę
słyszysz jak dudnią słowa
po brudnej posadzce
jak skomlą dusze
jak gryzą mnie
nastroje
czy to znowu
moja wina
276.
W KOLEJCE ZA MIĘSEM
czy potrafisz
zrezygnować z posady
na rzecz
stania w kolejce
za mięsem
mięso jest jedno
a ludzi wielu
i jeden za drugim
kobieta za kobietą
stoją cierpliwie
wyciągają drżące dłonie
i modlą się
do czerwonych
żylastych ochłapów
a na pustych hakach
zawieszono
wszystkie ludzkie cierpienia
tych chwil nikt nie zapomina
szczególnie ci
co odchodzą
z pustymi torbami
277.
SPIRALA SPRĘŻYNA
spirala sprężyna fizyczna
posiada energię
i lubi trochę drgać
spirala sprężyna kosmetyczna
służy do malowania oczu
robi ciekawe kreski
spirala sprężyna antykoncepcyjna
skutecznie zapobiega ciąży
tyle jest sprężyn na tym świecie
każdy lubi w coś się wkręcić
czymś się wykręcić
są tacy
co drżą ze strachu
uwikłani w najgorszą
spiralę sprężynę codzienności
rozciągnięci w monotonii
do granic wytrzymałości
wyją z bólu
ale są na swój sposób szczęśliwi
a moja
spirala nie jest sprężyną
i jestem ciągle dzieckiem
nie mogę zrozumieć
świata
zwiniętego w spiralę
drżącego jak sprężyna
278.
PLASTIKOWY CZŁOWIEK
najbardziej lubię plastik
jest taki sztuczny
doskonale imituje
kwiaty i trawę
cały świat ludzkich przeżyć
cudowne są
plastikowe dekoracje
plastikowa maski
on wciąga
daje nowe pragnienia
inaczej można
kochać i nienawidzić
tak bardziej plastikowo
a gdy pokochasz
tak naprawdę
z całych sił
swój plastikowy świat
zostaniesz jego rycerzem
małym
plastikowym manekinem
279.
W KOŃCU ZGODZIŁEM SIĘ
przyciskam twarz do szyby
rozpłaszczył się nos
tutaj tak mało miejsca
z każdej strony szkło
jestem wściekły
walę pięściami w szybę
kto zamknął mnie
w szklanej trumnie
jestem taki śliski
przestańcie się gapić
nie jestem okazem
wyłączcie reflektory
zabierzcie dziennikarzy
dlaczego znów jest tak gorąco
cały się pocę
ze strachu
chcę tylko
a właściwie to nie wiem
czego chcę
no dobrze
możecie dalej
przeprowadzać
swoje eksperymenty
280.
ŚMIECHU NIGDY DOŚĆ
czy znajdzie się ktoś
kto powie mi
że to co nastąpi
jest kłamstwem
odrzuci prawdę
jak stare ubranie
przekona o względności
przekreśli wyjazdy
a gdzie jest twoja dłoń
kochanie
znów cię stracę
na rok
i przyjdą wiedźmy
i będę się śmiać
ale to nic
śmiechu nigdy dość
281.
OCZEKIWANIE NA CUD
chciało pokonać cię morze
wyrzuciłeś sprzęty
ze swoich pokoi
i długo płynąłeś
zbierałeś stare grzebienie
czesałeś czas
opłynąłeś ziemię
stanąłeś przy wrotach
które same otwarły się
i teraz płaczesz
bo wszędzie tak sucho
świat do którego przywykłeś
odrzucił słowem
zranił ci serce
i jesteś już sam
bardziej suchy
ale stać ciebie
na jedno
czekasz na cud
282.
WOLNOŚĆ KTÓRA ZABIJA
zrzucił kajdany
myślał że wszystko
się zmieni
wrócił do domu
domu nie było
wrócił do przyjaciół
przyjaciół już nie miał
i pola były puste
i ptaki nie śpiewały
przycisnął głowę
do kamienia
tak umarł
nie potrafił
nacieszyć się
wolnością
283.
PRZYJMOWANIE RZECZYWISTOŚCI
płaszczyzny rzeczywistości
latają jak sterowce
łączą przestrzeń z pustką
kreują nowe światy
tworzą nowych ludzi
przyjmowanie dni jest ciężkie
jak wożenie węgla
gdzieś w karczmie
ludzie upijają się
nie czując czasu
nie mając zmarszczek
księża noszą kadzidła
wierzą w szczęście
zabijają smutek
inni noszą krzyże
kobiety piorą bieliznę
dzieci bawią się
w wojnę
wczoraj zadeptano kochanków
w miejskim parku
ponownie skisło mleko
nasze rzeczywistości
nakładają się
oscylują w wieczności
dzieci rodzą się
niektórzy umierają
a czas i tak trwa
przestrzeń
rozszerza się i kurczy
284.
KOCHAJ MNIE
kochaj mnie
z całych sił
kochaj jak najbardziej potrafisz
a ja urosnę
w twoich dłoniach
i będę taki duży
i będę tylko twój
zimową nocą usnę
na twych powiekach
znów dotknę twoich ust
nie będę się już bał
bo ja również ciebie kocham
pragnę ciebie
złączmy nasze dłonie
niech lśnią ciała
w świetle gwiazd
tylko proszę
kochaj mnie
285.
NOC – PRZEŻYWANIE SAMOTNOŚCI
zapanowała noc
to takie śmieszne
kiedy jest się samym
zastanawiasz się potem
czym są twoje pragnienia
czy tylko bezbrzeżnych oceanem
albo jakąś grzeszną myślą
i nie potrafisz
niczego rozłożyć
na czynniki pierwsze
to jest jak ciemny punkt
otoczony jaśniejszym światłem
to jest ciemny metal
w kobiecie
ja nie wiem
już nic więcej
jakaś pustka w głowie
kiedy zamknę oczy
jestem samolotem
ciemności które do mnie przychodzą
powodują drżenie moich palców
są takie śmieszne
nie potrafię
tego inaczej wyobrazić sobie
czy wszystko jest takie
jak dym z papierosa
więcej papierosów
to więcej szczęścia
nieprawda
zostaje chwilowe odrętwienie
brak koncentracji
brak myślenia
widzę jak ktoś jedzie
na dużym szarym koniu
któż to na nim siedzi
nie potrafię tego
wyjaśnić bardziej precyzyjnie
to jest tylko myśl
albo filetowe koła
w kształcie kwiatów
jak światło spod estrady
które pada na dach sceny
i oświetla moje dłonie
takie przeźroczyste
jak wypukłe mrzonki
i zastanawiam się
czy w powietrzu
może unosić się
sam płomień
ty też
nie możesz nic powiedzieć
odwracasz głowę
i widzisz
właściwie nic
tylko czerń
tak wiem
taka linia
zakręcona w górę kilka razy
idąca w przestrzeń
i to nie może być obłęd
wciągam dym
a wydaje się że puchnę
zupełnie od kolan
albo od głowy
jest ona taka ociężała
jakby falowała
jakby pływała
sama na statku
tylko po czym ona płynie
nie wiem
czy to jest brzeg
czy to są pola ogromne
o których ktoś mówił
mi w dzieciństwie
a może to jest tylko
przybywanie z daleka
tą drogą którą widzę
wgłębioną doliną
kanionem wokół gór
na których rosną kwiaty
to są takie polne stokrotki
i takie polne koniczyny
plecione z mnóstwem włosów
spadających jak trwała ondulacja
albo jakieś inne loki
dlaczego moje ręce
same się unoszą
to już nie jest drżenie
może lepiej będzie
kiedy wstanę
i odpowiem sobie
na własne pytania
widziałem niebo przeźroczyste
czerwieniące się z zachodu
i ten budynek
do którego przychodzi każdy
i jest pewien
pełni powietrza
nic więcej nie może
się zdarzyć
bo na nic więcej
nie jest nas stać
czy kiedykolwiek
zastanawiałeś się nad tym
każda przerwa
jest przerwą na oddech
i zdecydowanym odcięciem
od własnej drogi
od pozostałości
a kiedy siadam
to wydaje mi się
że opadam we mgłę
ale mgła nie jest zła
nie jest ciemna
jest obojętna
może to wszystko
jest tragedią zabłąkanej istoty
pośród pustyni
widzę właśnie te ślady
wyciśnięte na piasku
idące coraz głębiej
w kierunku sawanny
a tam może być
inny sfinks
albo ktoś jeszcze
czy wszystko jest pełnią
czy to jest absolutem
chyba nie
a może sam jestem pustką
jak ostatnie kilka miesięcy
było przeżywaniem samotności
i strach i obłęd
te zamknięte oczy
to potworne kołowanie
w końcu otwieram oczy
i ukazuje mi się
ten sam pokój
troje drzwi
łóżka
i nic więcej
w dalszym ciągu
brak jest kluczy
ponownie zamykam oczy
286.
CZYSTA FIKCJA
dlaczego
te słowa wypowiadane
są fikcją
te obrazy kolorowe
nie znaczą nic
ta sytuacja
zupełnie nie kwitnie
pozostaje w cieniu
i zostanie jeszcze jednym
czyimś kaprysem
287.
ROZSATNIE
niedługo
zabiorą mi ciebie
wyrwą twą rękę
zostanie tylko rękawiczka
zielona i smutna
w mych kościstych palcach
zupełnie białych
nieco pożółkłych
jak jesienne liście
będziemy chodzić
w kółko na spacery
w naszych
prywatnych więzieniach
takie jest rozstanie
ale z nadzieją
na powrót
288.
JESZCZE JEST CZAS
wymyślam ciebie
na tysiące różnych sposobów
ale nie dochodzi nic
do moich oczu
do moich warg
do moich rąk
jest tak pusto i zimno
że ciarki przechodzą po plecach
i krążą wokół uszu
nasz czas jeszcze nie nadszedł
na razie
musimy dojrzewać
do spadania z drzewa
jak gotujące się mleko
wrzeć
jak gładki ocean
oddychać
przenikać pośród skał
i wiedząc
że wszystko jest kpiną
wędrówką do pustych mieszkań
do ludzi
którzy nie mają oczu
a żyją
wszystko nas bada
i białe kwiaty
rozpoczynające dni
jeszcze na nic nas nie stać
nie możemy powiedzieć światu
że dni zakwitną
pod naszymi stopami
289.
WSPOMNIENIE
w sadzie
pośród pięknych drzew
nieznanych z zarazem
tak bliskich
których włosy
jak owoce
świecące gruszki
spadające śliwki
wszystko przypomina mi
że w trawie bawiłem się
że dotykałem ziemi
że miałem swoje niebo
później siedziałem
na drzewie
o korze zbyt miękkiej
aby mogła
głaskać mi plecy
bo czasami ziarno
wyrzucone w przestrzeń
nie zakwita
a teraz
połamałem wszystkie
swoje zabawki
290.
PRZED ODJAZDEM
moje pragnienia
są zimne
jak światło lodowca
chciałbym przypiąć
na sznurze zegarki
czas położyć na półce
i odkurzać co tydzień
starą dziurawą szmatą
zmieszać herbatę
z dniem
i wypić
to co nie moje
przebrzmieć
w ciągu czterech lat
dźwiękiem wysysanego powietrza
z rozdętych myśli
to jest krążenie
wokół lampy
na zawsze jest czas
na odpowiedź
ale jedno jest pewne
nie potrzeba pytań
aby powiedzieć
wyjeżdżam
291.
WIROWANIE
zakreślasz koła
coraz większe i większe
rękami i nogami
machasz jak samolot
ale wszystko
nabiera nowego sensu
każde słowo
staje się symbolem
jest potężniejsze od czynu
potężniejsze od burzy
i bardziej dobitnie
mówiące nić cisza
jednak nie w każdym człowieku
drzemie ta siła
by zburzyć to
co jeszcze nie zbudowano
292.
KRAKSA
pękł mózg
wypłynęło światło
rozlał się atrament
na czyichś rękach
i nikt nie krzyczał
bo wszystko
było gumowe
293.
PRZYPADEK
on nie wiedział
czego chce
nie można
jego o to winić
a że sprzedał
swoje włosy
i zrobił poduszki
z cudzych ciał
nie zawsze był święty
a zawsze kłamał
a że był judaszem
każdemu może
to się zdarzyć
294.
NOCNE ŻYCIE
puste autostrady
są wieczorami
ale dzień
nie kończy się zmrokiem
wszystko zagłusza tętno
bicie i śpiew
zielone kapelusze
zakładają na oczy
przemierzają drogi
z różnych stron
ci co najbardziej
spragnienie są życia
kupują tanie rozrywki
damy karmią ich
własnym życiem
oddając za darmo to
czego inni nie mają za pieniądze
295.
ZABAWKI SĄ WSZĘDZIE
mnóstwo kwiatów
wyrastających w dali
pośród krzyżowych dróg
pejzaży męczących wzrok
tak znudzonych
i tak bardzo dalekich
krzyk pustych miast
jak granice rozdartych ciał
wyrzuconych na szmelc
na wysypisko z kości
dlaczego te dzieci
ciągle się bawią
robią z czaszki
dom dla lalek
296.
PO PRZEBUDZENIU
jak ciężko otworzyć oczy
aby mówić o zimie
kiedy gorące słońce
zagrzewa do walki
wszystko mocno boli
jak czarna ziemia
wgryza się w głowę
nie można mówić inaczej
gdy słowa garną się do ust
wypełzają jak tasiemce
jak długie białe glisty
i syczą do ucha
te okropne słowa
codzienne wypowiadane od lat
obrazy pełne
zamykające w sobie
niebiosa
nadają sens
i wskazują nowe drogi
297.
NIEWYDOLNOŚĆ
kapeluszami przykryjcie
kasze życie
zdejmijcie ze ścian tapety
przestańcie modlić się
do pustych wyblakłych zasłon
do zadymionych pokoi
że żelaznych szyn tramwajowych
jest jeszcze jedna nadzieja
nadzieja na życie
pośród kwiatów
pośród łąk truskawkowych
gdzie nikt nie mieszka
gdzie bez imienia
kobieta w nieswoim życiu
zabija nieswoje życie
tylko jedno dla nas
jest pewne
nie można
przeskoczyć czasu
298.
DRŻĄCE DOMY
wybuchło okno
rozbiła się szyba
puste oko domu
zemdlało na moich powiekach
rozdarte mieszkania pękają
ludzka żałoba
wydusza z nich wilgoć
a ściany jak idiotki
biegają i drżą
kłaniają się
skrzypiącym drzwiom
kwadrat pokoju
wtłacza cię w każdy kąt
przygniata do chłodnej posadzki
aż zmieni się w koło
wokół twojej głowy
rozpocznie się
wirowanie
obłędne namiętne
wirowanie
299.
BIEŻNIA
musisz dobiec do końca
musisz wygrać tę walkę
ale dlaczego boli ciebie głowa
czy biją po niej metalową rurą
takie rozlega się echo
ty biegniesz po długiej bieżni
bardzo się cieszysz
że stać ciebie na to
bieżnia cię bada
wydłubuje egoizm
ze zgiętych palców
ze spoconych pleców
nie jesteś siebie pewien
może wygrasz
może przegrasz
a może padniesz
przed metą
300.
PRZYBIJANIE DO KRZYŻA
moje palce urosły
jemu głowę ścięto
moje nogi napęczniały
jego obdarto ze skóry
to nie kontrast
to bicie zegara
to rzeczywistość w kieliszku
suto zaprawiana alkoholem
coż z tego że nie widzisz
kolorów i światła
skoro szare godziny
tłuką cię młotkiem
po plecach
i wbijają gwoździe
w oderwane już dłonie
301.
PRZEOBRAŻENIA
modelując ścianę
na kształt kwiatu
wybierając ziarnka z piasku
te najładniejsze i największe
robiąc z nich klepsydrę
karząc ludzi
rozgrzeszając kochanków
karmiąc dzieci
butelką i wiedzą
nie wiadomo
czy jest się już mężczyzną
czy jeszcze kobietą
302.
NOWA RZECZYWISTOŚĆ
ktoś ostrzy noże
za placami
wyraźnie śpiewają piosenkę
nie widzę nic
ale wiem
że obrazy pływają
rozbijają się o powieki oczu
spływają jak woda po ciele
odkażają rany
i powodują ból głowy
a nasze argumenty
są jeszcze zbyt słabe
aby powstać
i walczyć o nową rzeczywistość
303.
CO NASZE DLA NAS
nie wiedząc dlaczego
nie mówiąc już nic
zamknijmy okna
schowajmy się w kącie
zgaśmy światło
i wejdźmy do szafy
aby wszystko
co zostało zrobione
nie wyciekło
z kieszeni
aby przeżyte chwile
zatrzymać dla siebie
304.
LUDZIE JAK LUDZIE
jedni wchodzą
do piwnic
inni całe życie
siedzą na płocie
mędrcy zamykają się
w swych gabinetach
a idioci
muszą udawać
normalnych ludzi
305.
PORAŻKA
oszukany
lub zdradzony
stoi zastygły
bezsilny
i jeszcze coś
zobaczył to co pragnął
a to nie było dobre
i stracił nadzieję
306.
MIASTO WIECZORNE
miasto wieczorne
przygniatanie błękitem
wybite z toku dnia
pośród papierowych domów
postaci
i dwa ciała złamane
jednakże są słowa
inne czyny
ale te same dusze
tęskniące
do wydeptanych ulic
do wysiedzianych ławek
do miasta wieczornego
308.
ROZMYŚLANIA PO PRZEDSTAWIENIU
artyści dają z siebie wszystko
artyści pozostają we wspomnieniach
przez moment
może dłuższy
każdy wtedy pragnie
być artystą
ty też chcesz być
na scenie
utożsamiasz się z nim
ale po chwili wracasz
do siebie
coś jednak pozostaje
w pamięci
może nawet trochę boli
ale po to właśnie
są artyści
aby bolało cię serce
309.
JESZCZE RAZ O SŁOWIE
a gdy wszystko
zostanie przewartościowane
słowa tracą znaczenie
jakich rumieńców
nabierają nowe znaczenia
prawda znaczy kłamstwo
miłość znaczy nienawiść
życie znaczy śmierć
a jakie znaczenie masz ty
na swej drodze
czy jesteś drogowskazem
czy latarnią
rozświetlającą mroki duszy
a może
ciebie już nie ma
310.
UWOLNIĆ SIĘ
czy można się uwolnić
do czego
od wielu rzeczy
można
zależy z czego chcesz się uwolnić
a ty
o czym myślisz
nie wiem co cię otacza
to nie istotne
ważne że z czegoś
pragnę się uwolnić
311.
KRAWAT
zarzuciło się pętlę na szyję
czy trzeba ją zaciągnąć
byle nie za późno
bo za chwilę
może być koniec
czasami zawiązuje się
krawat na szyi
a po chwili stwierdza
że to szubienica
tylko bardzo wykwintna
i luksusowa
dobrze że w prążki
bo pasuje do koszuli
321.
ŚCIANA TOWARZYSZKA
mam własny obłęd
przytulony nocą do ściany
nie jestem samotny
mam ścianę
ściana mnie objęła
kamiennym ramieniem
może jest trochę śliskie
ale dobrze pasuje
do pleców
314.
RUCHOME PIASKI
tak został pokonany
następny dzień
trudny
a noc była przed nim
zbyt długa
jesteśmy zadowoleni
bo to co się zdarzyło
nigdy przecież
nie istniało
315.
PRZY LAMPIE
byliśmy na ziemi
byliśmy pod niebem
byliśmy w lochach
krążyliśmy
jak dwa motyle
jak dwie ćmy
wokół lampy
która była bardzo gorąca
nie można było
do niej się przytulić
potrzebowaliśmy ciepła
bardziej niż kiedykolwiek
ale sparzyliśmy się
316.
MODEL SZCZĘŚCIA
model szczęścia
czasami jest zbyt duży
i trzeba napchać
trochę waty
aby jak buty nie spadł z nóg
albo w ogóle
nie ubierać butów
wata jest miękka
ale zbyt biała
a jaki jest
twój model szczęścia
czy też pralka automatyczna
317.
BIEL
co sądzisz o bieli
jest tak jasna
że nie można
jej określić
ma tak duże znaczenie
a jak będą w niej dziury
to z pewnością
będzie przez nie
widać czerń
319.
PIEKŁO NIEBO
gdzie jest niebo
daleko
albo blisko
obok nas
może przed nami
piekło też jest
może w nas
ale nie jest jedno jedyne
każdego stać
na swoje prywatne piekło
320.
KAMIEŃ
przetrząśnijcie krajobraz
poszukajcie mojego okna
gdzieś w zaklętej wieży
w chłodnej celi
odnajdziecie mnie
czy warto mnie szukać
sam zdecydujcie
mogę opowiedzieć wam
o kamieniach
a ja kocham kamienie
i sam jestem kamieniem
więc szukajcie mnie
szukajcie
poznacie radość
kamienia
poznacie tajemnicę
kamienia
a może sami
zapragniecie zostać
kamieniem
322.
PODARUNKI
przyniosłem ci na tacy
garść wspomnień
trochę gorzkich
trochę słodkich
proszę przyjmij je
są one o mnie
o dniach i nocach
o łzach
o uśmiechach
więcej ci nie daję
nie stać mnie
na wyrzuty słów
strzelanie biczem
i ciężki śmiech
ale mogę ci powiedzieć
dobranoc
323.
TRWANIE W NIEREALNYM ŚWIECIE
ponownie
przyszły widma
już jestem z nimi
przechadzam się
po nierealnym mieści
zamglonym ale jednak
jakże rzeczywistym
wtłaczam się w chwile
jak w potoku
mknących szczurów
uciekam przed samochodami
wchodzę do pustych bram
powtarzam sobie w kółko
że ten świat nie istnieje
ale cóż z tego
skoro muszę
w nim trwać
324.
STOJĘ W DRZWIACH
stoję w drzwiach
patrzę na ludzi
jedni się żenią
inni rozwodzą
niektórzy kochają się
popełniają samobójstwa
a ja wciąż
stoję w drzwiach
bo pojęcie
jakiejkolwiek decyzji
jest dla mnie
zbyt trudne
więc nie mam odwagi
przekroczyć progu
325.
BYĆ CZLOWIEKIEM CHCĘ
już nie chcę
być bogiem
nie chcę budować
nowych gór
nie chcę mącić wody
w bezkresnych oceanach
chcę być po prostu
człowiekiem
326.
NOWY STARY FILM
sterylna czerń
nocna asfaltowa szosa
światła zjadają
coraz to nowe kilometry
trzeba pokonać tę drogę
bez żalu i żałości
powiedzieć przepraszam
i wejść jeszcze raz
na ekran
327.
NOWE ELEMENTY
gdy nie boję się
jednych elementów
przerażają mnie inne
mój korytarz
udobruchał się
nienawidzę schodów
długich i bez marzeń
pełnych stopni
wybuchów świętej czerwieni
ogłupiającego blasku dnia
w miejscu dobrze znanym
dalekim i pozornym
w ciągu pulsujących
blasków luster
kursują twarze
znanych osób
to jest przeznaczenie
nowa wiedza
śmiech i wiatr
i długie schody
na ósmy szczebel
ponurej drabiny
328.
TO BĘDZIE KIEDYŚ
już późna godzina
a cóż to znaczy
zamienimy
noc dniem
i będzie wcześnie
będziemy spać
z otwartymi oczami
powieki opadną
i będziemy żyć
być może
będziemy szczęśliwi
to będzie nowe
to będzie ciekawe
nie będziemy się bać
że kiedyś oślepniemy
329.
ZMOTORYZOWANY
jestem rowerem
lub jego częścią
płaczę dlatego
że nie chcę już kół
zardzewiał mi łańcuch
kierownica wypadła
i puściły hamulce
staczam się góry
coraz szybciej i szybciej
zupełnie na oślep
pobiegła kobieta
włączyła blokadę
przebiłem barierę
i zostałem
samochodem wyścigowym
teraz pędzę jeszcze szybciej
331.
GRANICA
czy twoja granica
jest również pasywna
jeśli powiesz że tak
to kłamiesz
rodzi się coś
w tej wegetacji
zabłąkaniu ćmy
krążeniu po pokojach
mówisz granica cudowna
czy można pokonać ją
jak mur
czy trzeba stawiać czoła
dniom spędzonym za granicą
333.
ZAPALEŃCY
właśnie wierzyliśmy
że złapiemy tęczę
w czasie burzy
wkradniemy się do chmury
potem wyłonimy z mroku
kolorowym błyskiem
przemierzymy niebo
rozpłyniemy się
w nieskończonym trój wymiarze
335.
JAK ROBOT
przedtem gardziłem nim
później do podziwiałem
teraz jest mi to
zupełnie obojętne
jest mi tak dobrze
z samotnością
nie czuję się źle
wykonuję dokładnie
powierzoną mi pracę
336.
OCZYSZCZENIE
jak bezbronny
oczyszczam umysł
wypuszczam wzory
ciągi nieokreślonych liczb
czy znajdę odpowiedź
na puste spacery
na puste dni
czegoś chyba
wolno oczekiwać
od błękitu nieba
337.
