SYSTEM
system zabija
powoli ale uczciwie
rosną garby
od bezsensownej pracy
truistyczne dyskusje
odbierają ludziom mowę
ja nie mam sił
aby walczyć
nie jestem tak słaby
aby się poddać
przetrwam w skorupie
system nadwyręży mózg
ale nie skrzywi kręgosłupa
338.
SPOJRZENIE PRZEZ OKULARY
włożę okulary
będę przyglądał się nocy
nocy bezsennej
wydłubię z czerni
jakiś diament
przystroję nim
puste okiennice
jak nową gwiadą
ukwiecę niebo
czy trzeba
wytwarzać obraz klęski
prawie do szaleństwa
i spokojnie
przeliczać straty
a może wszystko się zmieni
gdy zdejmę okulary
339.
KOLEKTYW NASZE SZCZĘŚCIE
hej człowieku
dlaczego milczysz
inni tak krzyczą
inni coś budują
oni mają ideę
dlaczego stoisz
od kilku dni
w tym samym miejscu
hej człowieku
spójrz na nas
tworzymy kolektyw
340.
ODA DO SZKLANEJ SZYBY
jedni śpiewają piosenki
inni słuchają muzyki
coś się dzieje w tym świecie
nie należy żądać
zbyt wiele
wtedy ludzie patrzą krzywa
szczerzą zęby w uśmiechu
krzyczą do nieba
wołają o pomstę
naprawdę nie należy żądać
zbyt wiele
mogą wtedy skrzywdzić
ci sami co kochali
nazwać intruzem
i wyrzucą z domu
lepiej usiąść w kącie
i pisać odę
do szklanej szyby
341.
ONA CIĘ KOCHA
dlaczego jeszcze
stoisz w deszczu
przyszła kobieta
do ciebie
zaprosiła na przyjęcie
ona dobrze zna
wymogi konwersacji
porozumie się z tobą
wysuszy ci ubranie
da łuk herbaty
ona nie żąda pieniędzy
ona jest dobra
ona po prostu
cię kocha
342.
TUTAJ PO RAZ OSTANI
tutaj po raz ostatni
spotykam ciebie
mówię ci intymne słowa
potem gdy ciebie nie będzie
wezmę do ręki ołówek
narysuję twój portret
potem go spalę
ale zapamiętam dokładnie
kształt twojego ciała
teraz tutaj po raz ostatni
mówię do ciebie
te słowa
344.
MAŁY CZŁOWIEK
mały człowiek
bez zranionej myśli
taki pogodny
taki zapaleniec
wykrzykuje gorące słowa
bez żadnych znaczeń
chce tak dużo
a jest taki mały
może stać byłoby
go na więcej
gdyby stanął na stole
i otworzył okna
ale nie ma stołu
nie ma okien
nie ma nic
poza nim
małym człowiekiem
345.
EPIDEMIA
ponownie rozwalił się mur
wylało się mleko
po całym korytarzu
było dużo dymu
postaci w sennym uniesieniu
pływały od drzwi do drzwi
ale nikt nie wpuścił
ich do mieszkania
wszystko zostało zakażone
zapanowała epidemia
ludzie jak muchy
odpadali ze ścian
odpadali z miejsc
oznaczonych rezerwacją
nastąpiła epidemia
i nikt nie zastanawiał się
dlaczego
346.
KOŚCIÓŁ
jest miejsce
codziennie zapełniane ludźmi
przestrzenie wydrążone
w zakończonych czynach
melodia cicha
melodia spokojna
zupełnie nowy styl
w sztuce
każdy z nas rozbijany
na części
tworzy trójwymiar
wzmożone działanie kończyn
wyraża tę radość
jak młodzi chrześcijanie
jesteśmy tutaj radzi
z naszych popełnionych czynów
347.
W CIENIU SZKOLNEJ TABLICY
spokojnie przeżywane godziny
w cieniu niewiedzy
bez rąk wzniesionych w górę
obok toczy się walka
jak między piekłem i niebem
a są tacy
co siedzą w bezruchu
i fascynują się
gładkością szkolnej tablicy
348.
PUSTY KAGANEK
już wyschło koryto rzeki
wylały się smutne dni
pływa zapach kadzidła
kapłani wkładają wieńce
na opuchnięte głowy
wiatr jak stary wrak
zdmuchuje płomień świecy
oto pusty kaganek
nie doczekałeś się
swojego mistrza
trzeba będzie
zważyć swoje dusze
i godzinami kajać
leżąc na zimnej posadzce
a może wyrwiemy kraty
zrzucimy kajdany
i jak wielbłądy
przejdziemy przez
ucho igielne
349.
BYŁO KRÓLESTWO
było królestwo
w którym ciągle
padał deszcz
wszyscy byli mokrzy
wszyscy byli szczęśliwi
nigdy nie tęsknili
bo nigdy nie widzieli
słońca
był ogień
zupełnie zimny
płonący w deszczu
nikt się go nie bał
nie wiedział nikt
co znaczy żar
co znaczy gorąco
wszyscy byli zimni
kochali się w deszczu
było też dużo
innych rzeczy
równie mokrych i zimnych
i nikt nie płakał
każdy kochał chłód i wodę
350.
NASZA PIEŚŃ
przyszedł ktoś
z wiedzą
z magią pewności w głosie
przyniósł na tacy
okruchy muzyki
ruszyliśmy wtedy wszyscy
za nim
nie ważna jesień
nie ważna zima
mamy swoją pieśń
i ja też słyszałem
milion śpiewających głosów
niektórzy płakali
innym pękły serca
i wtedy
niebo i ziemia
cały świat
zaśpiewał tę pieśń
351.
WĘDRÓWKA
otworzył mi drzwi
stał nagi skulony
pośród mnóstwa krzeseł
zapraszał do środka
miałem nowe szelki
zapięcie zostawiłem w domu
tysiące kilometrów stąd
niw mogłem wejść
guma wyciągnęła mnie
z budynku
ze snu
przetoczyłem się po łąkach
jechałem długo
czerwonym autobusem
przekroczyłem granice czasu
opanowała mnie biel
352.
PLANY
jakie masz plany
na jutro
roztrząsasz marzenia
chlapiesz nimi po ścianach
nacierasz ciało błotem
czy to brak motywacji
czy jakiś znak
na oślep
jak uwięziona dusza
szukasz wyjścia
brak jednego wyjścia
stwarza inne wyjście
czy ty o tym wiesz
dlaczego śpiewasz piosenkę
przecież tak bardzo
chcesz żyć
nie wpychaj ziemi do uszu
kręć się w kółko
mąć w umysłach
lekarzy i mędrców
mąć tę wodę
i nie pytaj mnie o nic
nie pytaj jakie mam plany
ja nie mam
żadnych planów
353.
SYMBOL
siedzę
po prostu
siedzę
czy to nie wymowne
to symbol
stwierdzenie
nabiera rumieńców
przywykłem
śpię
to też symbole
354.
CZY TO MA SENS
nasz czas
jeszcze nie nadszedł
czy to ma sens
czas jeszcze
nie potrafi chodzić
raczkuje w nas
jak niemowlę
jesteśmy jeszcze młodzi
czy to ma sens
lata jak sztachety w płocie
tak szybko porastają mchem
rozsypują się w proch
więc pytam ciebie
czy to ma sens
355.
BAJKA
to będzie jak w bajce
otworzy się niebo
dla ciebie
poznasz absolutną prawdę
poznasz kłamstwo
wzniesiesz się czysty
w górę
będziesz mógł
bez żadnych obaw
spojrzeć nam
prosto w oczy
więc idź tymi schodami
idź prosto do nieba
otwórz bramy szaleństwa
i niech nie będzie
ci żal
oddać za to wszystko
życie
356.
WIECZNIE
wszystko się burzy
domy przestają istnieć
ziemia jest taka brutalna
a tak bardzo kocha
nie ma nas
chociaż istniejemy
dlaczego
zadajemy ciągle to pytanie
dlaczego
może zrozumiemy w końcu
że życie w nas
nigdy się nie kończy
357.
NASZE KONTAKTY
czy słyszysz mnie
kiedy ciebie wołam
pośród wrzasku miasta
czy czujesz mnie
gdy ocieram się
o ciebie bezsenną nocą
czy mnie pamiętasz
tyle czasu potrzeba
aby ponownie znaleźć
puste miejsca
dlaczego drzwi są zamknięte
ciągle pukam
i nikt nie wpuszcza mnie
do środka
czy ty tam jesteś
ogrania cię smutek
czy ty również
czekasz na wojnę
358.
STREFA
głupcze
schowałeś zabawki
na strychu
zamykasz się wieczorami
i wydaje się tobie
że ciągle jesteś dzieckiem
oni śmieją się z ciebie
wyjdź do parku
spójrz jak żółkną liście
jak również ciebie
ogarnia jesień
czy jesteś gotowy
na przyjęcie śniegu
przecież chłód zabija
i skóra się marszczy
coraz bardziej i bardziej
dzień za dniem
przesiadujesz z milczeniu
już za późno
ogarnęła cię strefa
oddech urywa się w powietrzu
wyrzuć wszystkie zabawki
pokochaj tę strefę
pokochaj swój nowy dom
359.
GRA
wszystko jest grą
każdy gest
każdy dzień
te olbrzymie góry
wzniesione między stopami
dekoracje rozciągnięte
między ziemią a niebem
są grą
to olbrzymie płótno
zawieszone nad głowami
oświetlone sztucznym
kolorowym światłem
jest grą
te słowa szeptane
prosto do ucha
są grą
są po to
byś się cieszyła
360.
JAŚNIEJ
nie zaciemniać
jest dość cieni
nie widać aniołów
nie wiadomo
czy to nadchodzi burza
czy śmieją się starcy
nie przywoływać nocy
po co wpychać ludzi
do szaf
nie karać bezbronnych
za dużo
popełnionych grzechów
lepiej zbierać pieniądze
gromadzić
kolekcjonować
powiększać dobra
aż do same śmierci
361.
ZADANIE
rozpadło się
zupełnie porządnie
wyglądało jak
rozpruwanie brzucha
wielorybie zadanie
zgasić świeczkę
zapalić pochodnie
już czas
trzeba iść
i my dobrze wiemy
my możemy to zrobić
wsadzić kapelusze
na pomarszczone czoła
to dla nas
woda i chleb
nie będzie lało
będzie sucho
roztopi się może lód
ale to nie istotne
my musimy działać
jest przecież coś w nas
i jak słowa
podchodzi do gardła
zżera w gorączce
oplata dłonie
to nasze zadanie
trzeba sprecyzować
wyszukać logicznie
motywujące przyczyny
nie wolno spać
powieki jeszcze nie istnieją
oczy nas jeszcze nie pieką
widać jak rozsądek przemawia
trzeba działać
szybko i sprawnie
bez śladów
to nie będzie zbrodnia
my musimy się bawić
udawać nietoperze
wchodzić do miejsc
zasnutych pajęczyną
to jest nasza sprawa
my to zrobimy
usuniemy wasze cierpienie
podamy na tacy
wam niebo
przeszukamy wasze pokoje
wyrzucimy wszystkie złe duchy
to nasza robota
pójdzie zupełnie gładko
musicie tylko
wyjść na ulice
utworzyć ogromne tłumy
to nie jest trudne
trzeba po prostu
zupełnie serio
zabawić się w życie
zaufajcie nam
my to zrobimy
z pewnością będziecie szczęśliwi
ale musicie nam
za to dobrze zapłacić
362.
NOWA RZECZYWISTOŚĆ
rzecz się sprzeciwia
ale to jest jej sprawa
identycznie bez żadnego oddechu
składają się dni
jak ręce do pacierza
zamyka się koło
niedługo będzie śnieg
przelało się trochę wody
a ja byłem nieobecny
coś się działo
ktoś z podniesioną tarczą
przemknął obok mnie
nie wiem kto
nie wiem po co
ale czy to jest ważne
trzeba być tam
gdzie nieba nie ma
była obława na dusze
wywieziono gdzieś
zakryto obłoki
podartym płótnem
tylko czemu tak głośno krzyczy
nowa rzeczywistość
którą wszystko dziwi
363.
ŚWIĘTE PIEŚNI
stając na linie
na jednej nodze
trzeba wyśpiewywać
psalmy dziękczynne
tańcząc na krawędzi
jak rozdarte kominy
modlić się gorliwiej
jak stare kadzidło
zadymiać słoneczne polany
to nic że nie ma
wiecznego życia
za to jest wiara
że coś jest w nas
i to życie co jest w nas
jak wyśpiewane pieśni
jak wysączone modlitwy
napełnia kielichy
trzeba to wypić do dna
i obrać nowe miejsca
i nazwać je świętymi
364.
KORONACJA
umyj mi głowę
natrzyj ciało wonnościami
mój ekran
polano kwasem
nastąpiła ogólna destrukcja
weszliśmy do różnych kanałów
nie wiem gdzie jesteś
przyjdź
owiń mnie
w białe prześcieradło
sam mistrz
włoży mi koronę
oddadzą mi pokłon
a potem
wywiozą na śmietnik
365.
NOWE
nowa matka
nowe życie
nowy obóz koncentracyjny
i wszystko kolorowe
deptanie serpentyn
jest nowy repertuar
pranie brudów
po zaniżonych cenach
a może wolisz
bieganie po żużlu
lub chodzenie boso
to również jest dobre
bo to jest nowe
366.
ŚWIADOME DECYZJE
kopytami mówisz
żenująca scena
może bardziej konsternacja
według opinii
kochamy sytuacje
in flagranti
to było dwadzieścia lat temu
tak jest dziś
jak dzwon bez serca
dudnią puste słowa
czy chcesz
wolisz śmiech
a jego to dziwi
każdy pragnie wiedzieć
że tylko jedno
trzyma na stanowiskach
są chęci i pragnienia
jest rozkaz
to nas śmieszy
był chyba bóg
ale już poszedł
zegary puszczone w ruch
klatka rozciągnięta nad ciałem
my jesteśmy od tego
byście wszystko wiedzieli
367.
JESIEŃ
węgiel się pali
są święta
pada deszcz
i wszystko usypia
może lód
może żar
głowa jest ciężka
jak stalowy balon
albo słoik kiszonych ogórków
kiedy znów będzie słońce
tego nikt nie wiem
coraz zimniej
kasztany już uschły
368.
STRAGAN
stary stragan
wciśnięty w spękane domy
oferuje świeżą cebulę
cienie są bardzo długie
nie bardzo chce się wierzyć
a może trzeba bać się
jak przywiozą nowy towar
trzeba trafić w czas
wykopać dołek w ziemi
włożyć tam gest
ruchy słowa zapach
albo sprzedać
to czego nigdy nie było
złamane serca
niespełnione marzenia
wysuszone w słońcu
puszyste jak owcza wełna
a gdy już nic nie będzie
trzeba sprzedać
stary stragan
369.
KOLCE
kolce urosły
tak same z siebie
nikt nim nie kazał
nikt nie prosił
nawet nikt nie zrzędził
kolce oplotły koronę
wbiły się w głowę
człowiek się skurczył
jaka gumowa kukła
to była reakcja
aż oczy wyszły z czaszki
ktoś się zdziwił
komuś zwiędły uszy
a inni dłubali w nosie
370.
KOMPROMITACJA OKA
chleb powszedni
suchy i chłodny
jak zimowa podeszwa
panuje głód
ale nas to nie dziwi
błądzimy wzrokiem
po metalowych półkach
wyszukujemy abstrakcji
takiej prywatnej
na własne zmówienie
przebiegły nagie kobiety
po mieście
po rzece
ksiądz się utopił
czegoś szukano
rozdłubywano góry
każdy z nas kłamał
widzieliśmy wesele
ona nabrała wody w usta
on pękł w połowie
nastąpiło objawienie
ale wzrok również kłamał
371.
PORY DNIA
jest południe
właśnie czas na obiad
je wiem czego chcę
ty wiesz czego chcesz
spokój i stabilizacja
będziemy o tym
śpiewać piosenki
pisać wiersze
jest północ
boję się
nie wiem czego chcę
nie wiesz czego chcesz
nic nie mówimy
w gardle zaschło
kończyny drgają
palce natrętnie
czegoś szukają
trzeba spać
trzeba żyć
372.
KIM JESTEM
tym który przybija gwoździe
ja jestem
tym który ma maski
ja jestem
trochę dobry
trochę zły
rozciągnięty kilometrami
nad kolejową linią
taki obcy
ja jestem
ale kim
naprawdę jestem
tego nie wiem
373.
ODRZUCENI
każdy chciałby
ale miejsca wyprzedane
limit ograniczony
kilka osób
przejechało na nartach
a reszta
zakopała się w śniegu
i śpi
374.
BYĆ MOŻE
może będziemy w lesie
może popłyniemy łódką
może będziemy siedzieć
przy ogniu
ale kiedy
ja nie wiem
ty nie wiesz
jesteśmy jak obłąkani
spoglądamy na drogowskazy
liczymy kilometry
i nie wiemy
która droga jest słuszna
375.
DEGENERACJA ZŁA
pustynia już nie istnieje
gdzieś zatarły się granice
rośliny przestają więdnąć
układają się w kobierce
myśli płynące wolno
jak słoneczna spiekota
jesteśmy tak spragnieni
tego nowego
budowania pomników
to może być lepsze
od siedzenia
na kamiennych posadzkach
przecież każdy z nas
kocha piasek
błękitne niego
wykryjmy to zło
i zabijmy tę myśl
że pustynia
jest symbolem słońca
376.
ZABAWA DUŻYCH CHŁOPCÓW
przebiegło katastrofalnie
rozbiło przed błyskiem
krzywe proste długie
pręgi przelatujące w powietrzu
balony lub sterowce
mknące obok głowy
zderzające się z czaszką
dudniące jak metalowa balia
na oceanie
wewnątrz próżni
jest chyba czas na trwanie
bo woda w kosmosie
bo ziemia w czerni
bo my
nie jesteśmy sami
a jak dzieci
bawimy się
w nuklearną zagładę
377.
ONI STOJĄ
oni stoją
trzymali miecze naostrzone
lśniące w słońcu
chcieli coś zrobić
chcieli przeskoczyć
przez otwór w ścianie
byli gotowi
zacząć działać od zaraz
ale ulękli się ducha
który pojawił się w powietrzu
strach ręce im związał
przerażenie dusze wygnało
i stoją
stoją już tak
od czterdziestu dniu
378.
PO KATASTROFIE
kiedyś
bardzo dawno
kamienne schody
prowadziły do celu
potem było trzęsienie ziemi
zniknęły schody
zaginęła ścieżka
pośród drzew sztucznych
kamiennych jabłoni
zostało echo
dudniące pogłosem
zostało jeszcze tysiące oczu
przybitych do krzyża
379.
OBIEG MATERII
przeczuwamy
wydalamy
zamykamy się w sobie
nikt nie jest w stanie
odwrócić kołyski
dnem do góry
wytrząsnąć młodość
zabić to życie
a jednak
kryje się to zło
pod kopułami
gdy parzę
na świat
naostrzony głowicami
380.
MOCNI
oni nie mieszają wody
a my stoimy
oni chcą zamknąć klatkę
a my wyciągamy ręce
między kratami
czy biją batem
czy pieką ogniem
nie ważne
jesteśmy na tyle silni
że możemy przyciskać się
do krat
wkładać w nie głowy
i stać
381.
NASTAŁA CISZA
słowo
krzyk
uderzenie
regulamin
bezpodstawnie oskarżony
jak potężny mesjasz
zepsuty
zrozpaczony
poszedł na plac
zginął
cisza
niebo
382.
SKLEJENI
ta ściana
jest lepka
zbyt lepka
jak na szkło
przyklejone istoty
boją się pająka
jak czarna grzywa
wiejąca zimą
rozplecione dłonie
wyłapują bezradność
karząca dłoń
przekreślona krzyżem
wystają czernią
pośród kantów
starego łóżka
zardzewiałe palce
wyłażą roboty
z dołków i schronisk
każdy jest bezsilny
bardziej niż kaszel
wibrujące narządy
przyklejają się do dłoni
zalepiają gardło
i jak dzidy
pośród męczarni
wbijają się w ciało
chyba rozlał się klej
383.
PRZYTUŁEK
w zamkniętym zbiorniku
pełnym cieczy
pływam od ściany do ściany
w dymie
co jak narkoza
zabija wiadomość
i to nie jest straszne
bo jak chleb powszedni
przyzwyczaiło ciało
i tak śmieszne
jest wspomnienie
jakieś dalekie i obce
pragnienie wyzwolenia
codzienny pacierz
normuje rytm serca
i wszystkie teorie
współczesnej filozofii
nie mają żadnego sensu
w obliczu pojemnika
na zabłąkane dusze
384.
MAŁE PORACHUNKI
kości pozbierają
szaty podzielą
nadejdą ciemności
niebo przemierzą błyskawice
będzie kocioł
wielkie pranie
może ktoś odpowie
za nasze grzechy
nie będę to ja
nie będziesz to ty
to będzie on
potężny jaśniejący
błyszczący w śniegu
może upną włosy
nad czołem
i będzie się czekać
na kata
można wybrać
elektryczne krzesło
można czekać
na niebo
385.
NA KARUZELI
jest jakiś romantyzm
w tym wyschniętym źródle
jakieś pragnienie
ogarnęło spękaną ziemię
jak w deszczu
żądam słów
wypowiedzianych w ciemności
by dłoń
trzymała dłoń
by ciało gorące nigdy nie stygło
nie boję się złych gór
nie ma już
naostrzonych mieczy
rdza zżarła żelazne maski
znów widzę twą twarz
rozdartą na strzępy
dlaczego płaczesz
jest tyle nocy
które każą czekać
ktoś powiedział
że kiedyś opadnie
metalowa kurtyna
oddzieli nas
od słońca i zielonej trawy
proszę o głos ptaków
proszę o chwilę
jeszcze jedną
która minęła
zamknięto nas w kołach
przybito do karuzeli
widzę jak świat wiruje
znika z mych oczu
i szklanka jest pusta
woda wyschła
pożar serca
wchłonął wszystkie krople
nie ma już szczęścia
w głosie aniołów
modlitwy umierają
na wargach
możecie obciąć mi włosy
zatrzymała się karuzela
kosmos pochłonął ciebie
i jak dobry bóg
wskazał właściwą drogę
386.
HEJ SIOSTRO
hej siostro
tańcz ze mną
tańcz w tym rytmie
obłędnym pulsującym
imaginacja czarnych oczu
hej siostro
czas jest teraz iluzja
istnieją światła
istnieję ja
obraliśmy właściwy kierunek
hej siostro
tańcz ze mną
spójrz jak każdy
cień kłamie
ktoś leży jeszcze
pod ścianą
przestań szukać
to ja jestem
twoim bratem
przyszliśmy tu razem
aby wygnać smutek
z pustych kątów
zarośniętych pleśnią
hej siostro
obejmij mnie mocno
i tańcz
387.
TAK WŁAŚNIE TRZEBA
mogę to czuć
ale nie chcę
mogę to zrobić
ale nie chcę
nie ma bicia dzwonów
nie ma porannej zorzy
nie ma złotej korony
opuścił nas król
złota idea związała nogi
ktoś jest chory
ale to tak daleko
przesunięto meble
pod ścianę
i jest tak pusto
że echo biega
od kąta w kąt
i powtarza
że muszę to czuć
że muszę to zrobić
388.
ZŁA KOBIETA
jest kobieta zła
lubiącą oglądać telewizję
może pokazać ci
kilka swoich nowych sztuczek
wymyśla ludzi
których dobrze znasz
wprowadza szpiegów
obserwuje twoje myśli
przebiera się w szaty
osób które ściskają serce
jesteś wtedy pewien
że kochankowie przychodzą
do ciebie
tak tylko do ciebie
i rozgrzeszasz ich winy
gdy chcesz wezwać boga
ona zlepia ci usta
w potem wprowadza
do swojego pokoju
gdy odzyskujesz radość
wyłapujesz nadzieję
to ona zdziera maskę
i widzisz wtedy
jak bardzo jest zła
389.
TO CHYBA NIEPOROZUMIENIE
musi być jakieś nieporozumienie
jakiś dziwny rodzaj błędu
stałem od godziny
w deszczu i czekałem
a ty się spóźniałaś
już od kilku tygodni
biegałem w kółko
próbowałem cię odnaleźć
wśród nieznajomych ludzi
potem dzwoniłem do ciebie
ale nikogo nie było w domu
późną nocą wsiadłem do samochodu
i jeździłem w różne strony
ciągle jeszcze nie mogę uwierzyć
że mogłaś mnie opuścić
to musi być jakieś nieporozumienie
jakiś dziwny rodzaj błędu
390.
SAMOTNA NOC
nie ma nic
a ja nie potrafię
tego zrozumieć
nikt nie jest w stanie
zaopiekować się mną
dlatego jestem samotnym
dotykam jeszcze swej twarzy
ale sam nie wiem dlaczego
nie pamiętam swojego imienia
każdego dnia
nazywam się inaczej
od roku
cienie pokryły drogę
i znów nadchodzi noc
a ja spędzę ją sam
391.
DEWOTYZM
kolana puchły tym ludziom
jak żółte dynie
czyścili posadzkę
a to było lustro
widzieli krzywe twarze
zęby w sztucznym uśmiechu
patrzyli na ołtarz
serca waliły im jak młoty
szeptali słowa
wypływające jak balsam
pachniało kadzidłem
oni byli prawie święci
kochali wszystko
dusze kołysały się
w chciwym uniesieniu
potem ktoś chciał
tańczyć na linie
był nieprzystosowany
i upadł
zgaszono świece
i wszystko się skończyło
392.
CHOROBA
nie jesteś męczennikiem
to tylko były żarty
każdy z nas
kiedyś tak się bawił
ale dlaczego
twoja mama zbladła
naprawdę trudno to zapomnieć
kara nie dotyczy półczłowieka
może to tylko śmiech
może wybitny czyn
któż to wie
opowiadanie jeszcze się nie kończy
delirium jak złoty łańcuch
owinęło się wokół twej głowy
taka walka
nie może przeciągać struny
kto z nas ma rację
nikt nie ma skrzydeł
ale jest coś
co złączyło nasze dłonie
proszę pani
liście już są suche
każdy centymetr
przykryła śnieżna kołdra
spójrzcie jeszcze raz
na niego
wylizał się z choroby
żeber ubyło
zwiększyło to jego rozkosz
nawet przybrał na wadze
moi kochani
tutaj nie ma
się z czego cieszyć
to jest pokolenie zakażone
to jest choroba
nie jest to bolesne
nie odkryto jeszcze
lekarstwa na rozbiegane oczy
393.
NOWA NADZIEJA
właściwie cichy głos
łaknienie przebitego serca
tyle świateł w tym mieście
a tutaj tak ciemno
dlaczego płaczę
czy to jest aż tak realne
żeby czuć upadek
jest nadzieja
w tym rozdartym wieczorze
wołam ciebie
siedząc pośród sztucznych ludzi
czy czujesz moje serce
czy wierz że jestem tutaj
to się nie kończy
a ja mam tak mało wiary
zaufałem w przypadek
kościste palce
mechanicznie rozdzierają szaty
to znak
nowa nadzieja
ale na jak długo
394.
WEGETACJA PRZYSZŁOŚCI
jedzie pusty samochód
ulice są suche i czarne
kamienne posadzki
błyszczą daleko
oczy pieką już od wczoraj
ale to nic
kiedyś żyli ludzie
byli samotni
bardziej niż ty człowieku
więc się nie lękaj
twój wybuch nastąpi
już za chwilę
odłóż narzędzia
jeden raz możesz uwierzyć
w swoją ogromną gwiazdę
spójrz przed siebie
widzisz to melodyjne
drżenie powietrza
jesteś już bez rozterek
ukarani zostali wrogowie
przestępcy służą ci radą
ale jak dużo brakuje
jeszcze do twojego szczęścia
395.
ZAŚNIJ
chleb powszedni
nie smakuje jak wczoraj
spalił się
jak czarny węgiel
brudzi twe ręce
więc po co się modlisz
praca zabiła twoją matkę
czy ją jeszcze pamiętasz
przestałeś grzeszyć
ale czy ktoś to widzi
dla kogo zapalasz te świece
dla kogo przynosisz te dary
przecież twój pan umarł
jesteś jak zdziczały pies
bez domu
kara przyszła tak niespodziewanie
nawet nie umyłeś swego ciała
tylko proszę nie martw się
tam kogoś wiozą w lektyce
może to będzie twój nowy mistrz
on cię nauczy wielu nowych rzeczy
słyszysz jak bije ci serce
wstajesz
biegniesz do kościoła
rozdzierasz szaty
zaczynasz budować super maszynę
ale dla kogo
nikt cię nie podziwia
nikt z tobą nie rozmawia
połóż się lepiej
nie myśl o tym wszystkim
zaśnij
396.
OBRAZ
jest płótno białe
ciężkie kolorowe krople
ściekają znacząc
swoje krwawe drogi
pasmami wyłania się
jak cierpienie
dziwny obraz
czy pamiętasz
tych ludzi bez twarzy
zmęczone kobiety
wciskające w ramy swoje dzieci
oni się bardzo boją
to jest pole walki
a tam daleko
są bomby
zawołaj mamę
ona powie ci
do czego to służy
ona dobrze pamięta
te śliskie lśniące kształty
przeklęte krople
jak woda śmierci
zatapia każde pragnienie
co się stało
ktoś woła brata
ale nikt już nie słyszy
skończył się sen
skończyła się przyjaźń
skończyła się miłość
został obraz
smutne martwe pobojowisko
397.
JESZCZE RAZ
jeszcze raz
i jeszcze
za każdym razem inaczej
to nie jest spotkanie cielesne
nie należy się obruszać
rozwałkowano komuś uszy
a potem założono klamrę
wegetarianin przyszedł
i splunął
bez zmazy począł się
nowy rozdział
a gdzieś daleko
zarżnięto dziwkę piłą
i mówiono
że to gumowa piłka
że gnój nic nie zdziała
a gdyby było trzęsienie ziemi
wtedy by powiedziano
że katastrofa jest niema
398.
SEANS
gdy zapadnie wieczór
przychodzą igły
i kłują w zgięcie rąk
lub nieco powyżej oczu
związano mi kolana
bym mógł energiczniej skakać
to jest nawet przyjemne
taki czarny kangur
bez rozdzielonych nóg
potem przypłynęły
szklane oczy
i było dużo śmiechu
mogłem patrzeć na siebie
stojąc ciągle za szafą
sam nie wiem dlaczego
przyszło rozczarowanie
pojawiły się dłonie bez palców
płakał ten muzyk
nie mógł zagrać
ulubionej melodii na fortepianie
zredukowano więc
skład orkiestry symfonicznej
upadła górnolotność
prosto w błoto
a ciecz wyparowała
wraz z oddechem
399.
PODNIEBNY TANIEC
metalowe dłonie
oplotły szyję
myślałeś że jest lato
a tu coraz zimniej
i zimniej
słychać wiejący wiatr
gdzieś w oddali
za murem
ktoś się skrył
myślisz że go dotkniesz
wyciągasz dłoń
która usycha
która więdnie
cała ręka rozpada się
na strzępy
i stoisz
chciałbyś nowych wrażeń
chciałbyś zwyciężyć
samego siebie
nie potrafisz wykonać ruchu
wrosłeś w betonową płaszczyznę
patrzysz w niebo
widzisz jak z dziur
leje się woda
wysłuchano twoich modłów
stopił się beton
więc rzucasz się do ucieczki
i biegniesz
a serce ci już zamiera
masz to co chciałeś
nie ma końca
ni e ma mety
zostałeś wybity
z rytmów dnia i nocy
i to cię przytłacza
jak kamień
jak zła kobieta
wydłubująca z ciała miłość
wiesz już
że nie ma nic za darmo
a ona chce tak dużo
tak dużo miłości
usiłuje zatrzymać ciebie
grą uczucia
ale tu już nie pamiętasz
co to jest odpoczynek
nie wiesz gdzie jest sen
połknęła ciebie
nieograniczona przestrzeń
i jak szalona maszyna
zmusza do pracy
wszystkie mięśnie
przekonałeś się
że to nie jest dobre
więc modlisz się ponownie
lecz czy teraz
zostanie to wysłuchane
400.
BIAŁY ŚNIEG
zrezygnowany siedzisz w pokoju bez ścian
otwierasz oczy jak ona na świat
i pragniesz zobaczyć znajomą twarz
wydzielić z ciemności nieobecny kształt
jesteś czegoś pewien
na nic nie czekasz
nie liczysz czasu i nie cenisz chwil
przecierasz rękami piekące powieki
to stara kurtyna opadły złudzenia
jak ostatnie tchnienie nocy
jej tu nie ma
jesteś sam
on zabrała swój telefon
poszła i wtopiła się w tłum
bez słowa przerwała nitki
wiązane przez ciebie od lat
niczego nie jesteś pewien
na nic nie czekasz
stajesz po murem i modlisz się
wbijasz paznokcie w czerwoną skałę
rozmawiasz półgłosem z każdą cegłą
krzyczysz że nie chcesz tak żyć
nie warto mówić do ściany
on jest głucha
tak się patrzę na ciebie
i jest mi trochę żal
słuchaj
mam lekarstwo
przyjmij je
to jest
biały śnieg
to nie jest nowy bóg
on jak dobra matka
ukoi ciebie
utuli do snu
wyziębi ci serce
zapomnisz o niej
będziesz jak bałwan
ale to nic
będziesz żył
żył
401.
MASZ TO
tak więc masz to
czego chciałeś
jest mnóstwo ludzi
nowa społeczność
jest samotność w tłumie
są miesiące
spędzone za granicą
jest nowy kraj
kiedyś widziałeś cel
jako złotą gwiazdę
a nie wiedziałeś
że tam prowadzą
wysokie strome schody
wyszczerbione chwiejne stopnie
wybrałeś wspinaczkę
dzień po dniu
i noc po nocy
coraz wyżej i wyżej
gwiazda jeszcze
jest tak daleko
a ciebie już bolą nogi
całe ciało puchnie
zżerają cię sprzeczności
chcesz stanąć
zejść lub zeskoczyć w dół
ale kurczowo trzymasz poręcz
ranisz dłonie obejmując stopnie
to są takie
wygórowane ambicje
myśli błądzące
pośród tysiąca różnych rzeczy
pośród sytuacji
do których nie pasuje
twoja sylwetka
nawet stojąc
na pozycji przegranej
walczysz o wyższe stopnie
i tłumisz to natarczywe pytanie
po co
tak więc masz
nieprzespane noce
odrętwiałe pisaniem dłonie
puste wzory
wysterylizowany mózg
stronice zapisane
znakami bez znaczenia
tak więc masz
kolejne święta
spędzone poza domem
402.
USTA
usta smutne bez życia
usta kamienne
ryte w czerwonym granicie
mdłe i bez wyrazu
usta gumowe
usta radosne i uśmiechnięte
usta życzliwe i nienawidzące
usta plastikowe
usta ociekające krwią
usta mówiące czułe słowa
usta przeklinające
usta należące do znajomych
i do całkiem obcych twarzy
usta nabrzmiałe miłością
usta przekwitłe
usta zalepione plastrem
usta spięte agrafką
usta znudzone
usta ciekawe
otaczające ze wszystkich stron
usta pragnące
wyrwać ze stagnacji
usta suche i strzelające
jak papier
nadlatują z przyszłości
są wszędzie
jak motyle
oblepiają ciało
zakrywają słońce
osiadają na horyzoncie
wypełniają po brzegi myśli
koją rany
nucą pieśni do snu
usta dzieci
usta starców
usta kobiet
usta mężczyzn
są wszędzie
powiewają jak flagi na wietrze
usta przybite do krzyży
usta rozwałkowane na ścianie
usta
tak po prostu
usta
403.
MDLITWA DO MADONNY
jest podniosły nastrój
setki oczu wpatruje się
w masywny obraz
ktoś wierzy
ktoś wątpi
w gardle zaschło
po posadzce wiją się
pustynne węże
to półprzytomne postaci
jak dym kadzidła
sączy się wołanie
wróć czarna madonno
404.
SKRÓTY
lapidarne myślowe skróty
muszą tak upokarzać
języki związane na supeł
nie chcą powiedzieć
że to są rozterki
bałwany poszły do ognia
popełniły samobójstwo
ale nie ma potrzeby
smucić się i żalić
spadł nowy śnieg
ulepiono nowe bałwany
mają teraz nawet
ładniejsze noszy i kapelusze
ale tak naprawdę
to wolę
gabinet figur woskowych
to jest wstępne
stadium nieśmiertelności
zatrzymane w miejscu
samoczynnie odmładzane
przywidzenia
rokują dużą nadzieję
trzy słowa trzy kropki
i znów skrót
spalono książki
wygnano męczenników
z więzień
wystarczą przenośnie miast
alegorie potężnych czarowników
więc właściwie
po co budować
nową rzeczywistość
405.
TROCHĘ CIEPŁA
daj mi trochę ciepła
wcale dużo nie chcę
tylko ogrzej me dłonie
skóra jest taka chłodna
i oddech zamarza
dotknij mej twarzy
przytul mnie
pamiętasz było lato
i nikt z nas nie marzł
byliśmy wtedy razem
a teraz taki śnieg
stoimy na biegunach
naszego współistnienia
jesteś tak daleko
że nie dostrzegam ciebie
lodowy sześcian
zamknął mnie w klatce
więc daj mi trochę ciepła
przecież dużo nie chcę
ogrzej me dłonie
406.
TORTURY
słyszałem
że skradziono perły
to były dziewicze piersi
to jest kobieta obnażona
przygotowana do bicia
potem będzie gwałt
nie patrz na pręgierz
tam jest kilka
znaków upokarzających
przyklejona krew do kamienia
czy wiedźma
zasłużyłaby na taką karę
potem nakłuwano jej uszy
to było bardzo bolesne
a z boku stali tacy
co tylko patrzyli
szeptali sobie do uszu
że tortury
są takie widowiskowe
407.
ZABITO BARANKA
obudziłem się rano
a to była noc
wyszedłem na ulice
to był taki spacer
powtarzający się jak historia
spoglądałem w okna
pozbawione życia
usłyszałem w oddali dźwięk
dźwięk zrozumienia
tak krzyczała istota
która legła na ulicy
miała białe puszyste futro
spoczywała wśród mnóstwa świateł
a ja kocham światło
ono zabija ciemność
chciałem do niej podejść
ale zgasły światła
umarł ostatni blask
jak anielska dusza
bałem się bardzo
wołałem mojego brata
ale on jest bardzo daleko
pojawiły się widma
w starych pogiętych maskach
zalśnił nóż
ulica zatętniła w swej czerni
upokorzona i spłaszczona
zabito baranka
bo zgasły światła
na ulicy
408.
W DNIU TWOICH URODZIN
synku
woła cię mama
kolacja gotowa
zasiądź z rodziną
do wspólnego stołu
spójrz jak lśni obrus
i świece się palą
to są twoje
dziewiąte urodziny
rodzice bardzo ciebie kochają
takie piękne kwiaty
włożono do dzbana
to są róże
czerwone jak twe serce
takie młode jak ty
masz białe ubranko
i nowe buciki
wyrastasz jak
doniczkowa roślina
synku
z okazji twoich urodzin
życzę ci
abyś był dobrym
i nigdy się nie buntował
409.
CO JEST UKOJENIEM
boże powiedz mi
czy cisza jest ukojeniem
czy radość jest ukojeniem
czy twój blask jest ukojeniem
w jaki sposób
pozbyć się rozterek
myśl zamknięta w książce
wywołuje pragnienie szczęścia
stabilizacja i zmiany
siateczka lat na twarzy
czy to jest ukojeniem
boże powiedz mi
czy to właśnie ty
jesteś tym ukojeniem
410.
O MISTRZU I MAŁGORZACIE
trzeba walczyć ze sobą
wspinać się po śliskiej ścianie
należy przywołać do porządku
upadające ciało
trzeba być mistrzem
i mieć swoją małgorzatę
ale ma się
tak mało siły
aby pokonać strefę
wyłączyć na zawsze blokadę
pozbyć się dymu
przywołać joszuę ha-nocri
do siebie
u usnąć spokojnie
o wyznaczone porze
obudzić się rankiem
z jasnym umysłem
ale łatwiej chyba
zburzyć świątynię
i w ciągu trzech dni
ją odbudować
niż wygrać ze sobą
411.
NIEPRZYSTOSOWANI
boimy się dobroci
boimy się zła
boimy się siebie
jesteśmy po prostu
nieprzystosowani
412.
SUCHE LIŚCIE
I.
samotne są wierzby
tak porozpuszczały włosy
jak do mycia
słychać szczekanie psów
tam od oddali jest wioska
nad ziemią unosi się dym
znany zapach
chyba ktoś pali liście
tylko że teraz
nie ma liści
może palą umarłych
gdy spadnie deszcz
to stare dęby topią się w błocie
są tacy co lubią błoto
dni są już krótkie
ziemia oddycha przed snem
głęboko i ciężko
taka sina mgła
płynie nad polami
starzy ludzie stoją
pod omszałymi krzywymi płotami
i wpatrują się w księżyc
jest mroźnie
powietrze wiruje
wokół drzew
które nie są drzewami
te brzozy to kobiety zdradzone
zapatrzony w mętną sadzawkę
każdy krąg na wodzie
znaczy dzień
znaczy noc
413.
II.
męczące jest to
natarczywe wspomnienie
zielonej trawy
błękitnego nieba
nawet much nie ma
suche kwiaty
w dzbanach pokrytych kurzem
trzymając w sobie tajemnicę
narodzin i śmierci
to fascynuje
to upokarza
414.
III.
widziałem film
pokazywano las porą letnią
było tam dużo zwierząt
pokazano jak zdobywa się pożywienie
powiedziano że to
nazywa się walka o byt
istotnie przypomina to pole bitwy
tylko że nie ma tam
bezbronnych i nie winnych
nie ma tam również
kary śmierci
415.
IV.
współcześni patrzą w niebo
opierają powieki o gwiazdy bez imion
współcześni tworzą tysiące nazw
dla tysięcy różnych rzeczy
współcześni budują prywatne ogrody
pokrywają szkłem swoje prywatne życie
współcześni żyją dłużej
wiedzą więcej
hodują w doniczkach różne odmiany drzew owocowych
współcześni szukają nowych krain
cieplejszych słońc
współcześni pukają do zamkniętych bram
współcześni mają coraz większy głowy
416.
V.
jest powietrze czyste
jest życiodajny tlen
jest nikotyna
są płuca rozdygotane
pęczniejące jak balony
jest zapach liści
jest zapach dużego miasta
przeciągły oddech kominów
jest pędzący wiatr
pośród wieży
jest płacz dziecka
jest jęk cierpienia
jest szelest
* * *
ponownie znoszą
suche liście na stos
417.
PŁONĄCA ŻYRAFA
jedni mówili
że to był śpiew ptaków
ale to nie był śpiew
to był płacz
ptaki przecięto na pół
i rzucono na ołtarz
pośród ramion sterczących nożyc
gdzieś na horyzoncie
przy końcu ołtarza
trwał święty ogień
to płonęła żyrafa
pamiętasz jak płonie żyrafa
rozpalono też inny ogień
tak wysoki jak żyrafa
chciano aby namiętnie płonął krzyż
lecz wtedy
raz z hukiem
raz bezszelestnie
przetaczały się kule
przez ołtarz
tam w cieniu krzyża
stoją bogowie wojny
to faryzeusze
z nienawiścią wbijają gwoździe
w nadpalone drewno
wiem że to purpurowe światło
jak zaklinacz węży
ubiera w kaptury
wyznawców nocy
mówi o tym to przestrzeń
ta płaszczyzna ołtarza
tak oto rysujesz swój obraz
myślami i wiarą
uczuciem płonącym
jak żyrafa
jest tak dużo rzeczy
jest płynąca żyrafa
a ja kocham żyrafę
lubię jak zawiesza się jej
na szyi czerwone perły
lubię jak się ją podpala
znam dobrze te pustynne pochodnie
latarnie żywego istnienia
418.
PSY GOŃCZE
wybiegły niespodziewanie
bez żadnego ostrzeżenia
wypełzały ze wszystkich nor i dziur
od tego zrobiło się ciemno
znajomy ten zapach
gdy przesuwają się tak blisko
księżyc niepewnie rozpoczął wędrówkę
jakby leniwie wyłonił się zza chmury
może i chciał coś powiedzieć
zakołysał się na promieniu
gdy rozpoczęło się szczekanie
rozpłynął się rozdarty na strzępy
przez chwilę było cicho
stopniał śnieg na łąkach
ktoś zaczął się cieszyć
a psy znów wybiegły
i znów zaczęły węszyć
419.
PYTANIA
pytasz
ciągle pytasz
jak wygląda robactwo
przecież wiesz
że wszystko zapomniałem
że nie pamiętam
tych białych mdłych kształtów
ty ciągle powtarzasz
że kiedyś wszystko zakwitnie
że kolorowe motyle
chwiejnym lotem przemierzą
las metalowych ostrzy
później spoczną w twej gablocie
tak to ciekawa kolekcja
mówisz że tak wygląda lato
nie pamiętam zielonej trawy
nie wiem czy należy
owijać to w celofan
i zanosić młodym dziewczynom
jak szklane kwiaty
pytasz czy jestem taki
jak na starej fotografii
trudno powiedzieć
chyba zmieniłem się
trochę się postarzałem
nie wpadam w zły nastrój
na widok deszczu
lubię szum samochodu
stukot kół pociągu
jednakże coraz bardziej
męczą mnie podróże
i czerwone tramwaje
pytasz mnie znowu
czy ciebie jeszcze pamiętam
sam nie wiem
znam tyle wyblakłych twarzy
pytasz znowu
proszę nie pytaj mnie tyle
to również coraz bardziej
mnie męczy
420.
NIEZBYT SENTYMENATALNA PIOSENKA
człowieku to znowu ja
ponownie wołam cię
przyjdź tutaj i powiedz mi
co ciebie boli
mówisz że zła masz sny
że boisz się nowych dni
i lękasz wysokiego lotu
i lękasz się górnolotnych myśli
nie chcesz powiedzieć tak
nie chcesz powiedzieć nie
a serce chociaż młode
tak bardzo bardzo boli
każda decyzja martwi
każde marzenie pali
jak święty ogień
na starym ołtarzu
pragnąłbyś tak wiele
zbudowałbyś nowy dom
lecz masz
drewniane dłonie
chwiejesz się
jak stary płot
nie wierzysz już w młodość
twierdzisz że nie masz siły
a pragnienia zabijają mózg
i sączą się jak modlitwa
tylko do kogo
wznosisz spękane ręce
nikt cię nie słucha
nikt cię nie rozumie
zacznij w końcu działać
wyszukaj nowe miejsca
zdecyduj się wreszcie
na umieranie
bo to też w końcu coś znaczy
gdy nie chcesz powiedzieć tak
gdy nie chcesz powiedzieć nie
musisz wykopać dół
musisz tam wskoczyć
gdy nie chcesz powiedzieć tak
gdy nie chcesz powiedzieć nie
zdecyduj się wreszcie
na umieranie
bo to też w końcu coś znaczy
421.
NIE NALEŻY BAĆ SIĘ UMARŁYCH
nie należy bać się umarłych
nawet gdy jest ciemno
stare kobiety wychodzą rano po mleko
potem gotują skromny obiad
tak w kółko
dzień w dzień
bez końca
nawet gdy już ich nie ma
to stare kobiety wychodzą rano po mleko
potem gotują skromny obiad
nawet gdy się ściemni
to są obok
na swych starych miejscach
przy kuchni
w kolejce
często przychodzą nocą
uśmiechają się przez mgłę
są życzliwi
może i coś mówią
opowiadają swoim wnukom
ulubione bajki
ale wiesz
są też inni
młodzi
rozbici
samobójcy
skrwawione serca
ale przeminie wraz
z zamknięciem oczu
nawet najtragiczniejsze wypadki
zatracają swój dramatyzm
w obliczu spokoju
może i jest trochę smutno
gdy myśli się o umarłych
gdy nie ma czym
zapełnić pustych miejsc
nie należy bać się siebie
nie należy bać się umarłych
422.
TROCHĘ GWIAZD
to było chyba dawno
nie wiem już kiedy
ktoś przyszedł
szepnął kilka słów
a potem biegliśmy gdzieś daleko
ludzie krzyczeli
że księżyc wpadł do oceanu
sam nie wiem
czy mieliśmy go wyłowić
czy pilnować aby niebo
nie spadło na ziemię
bano się że gwiazdy
utoną w mętnej wodzie
rybacy utkali sieć
na pół nieba
ale nie schwytali żadnej gwiazdy
chociaż było je widać na wodzie
mędrcy mówili
że trzeba wypompować wodę
to gwiazdy osiądą na dnie
tylko że było zbyt dużo wody
tak to było dawno
teraz siedzę przed telewizorem
patrzę jak staruje statek kosmiczny
i wraz z innymi trzymam kciuki
aby udało się śmiałkom
przywieźć w rakiecie
trochę gwiazd
423.
CZY TO ZDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ
czy to zdarzyło się naprawdę
ludzie jak pająki
wpełzali na ściany
i tkali swoje pajęczyny
kobiety bardziej dokładnie
oczka były precyzyjne
mężczyźni zbyt nerwowo
ale nieco szybciej
byli tacy co pogardzili ścianą
mało było odważnych
i nikt nie wybiegł na łąkę
nikt nie przywitał
zielonej trawy i słońca
było tylko bardzo dużo
rąk wijących się jak węże
tak skończył się dzień
i każdy posiadał siedem pigułek
na siedem nowych dni
to powiedział mi
mężczyzna w ciemnych okularach
ale on też nie wiedział
czy to zdarzyło się naprawdę
424.
ŚWIAT NADREALNOŚCI
pewność
metalowej dłoni
jest szczupła w grze
jak nieokiełznane bzdury
a może za chwilę
przyjedzie do mnie
jedenastu kosmicznych braci
i jakiś książę mao
nie mam pojęcia
sterczące rzęsy przypominają
brzytwę
to paradoks czarnych włosów
tak to dobrze
i jeszcze raz
jeszcze raz surrealizm
w najlepszym stylu
425.
W OGIEŃ
wystąpił rumieniec
na jej twarzy
wyciągnęła jak peryskop
długa żyrafią szyję
szybko ile sił w nogach
trzeba biec po asfaltowym peronie
do pociągu który jeszcze nie odjechał
trzeba tam dotrzeć
bo w drzewie
zamknięto perłowe ryby
rozdziera ten dreszcz przemocy
żądający pełni ciała
zatracone są już grzechy
białe szaleństwo na długo
dla każdego starczy trochę śniegu
w końcu ujrzałem
drzewa jak szkielety
ludzi nie ludzi
maszyny i brunatne foki
oślepiony baskiem
błąka się w ciemnościach
wśród widziadeł
jest zabawa
muzyka
pełno muzyki
śmiech szepty gwizdy
głos który zaskoczył
odpręż się chłopcze
termometr zachłysnął się rtęcią
burzy się i bulgocze
bąblami wybucha
dziki rtęciowy ocean
czy to zguba kosmiczna
i tętno
to tętno bez rytmu
a tu taki rytm
zamknięto mnie w domu
i pokazano śnieg
przecież dym nie jest zły
proszek sypie się z nieba
pokrywa łąki ulice i park
rzeka stwardniała jak skorupa
ciekawe czy to ma sens
w tym domu
a może zamku
przygotowują bombę hormonalną
chłopcze odpręż się
rytm obłędny rytm
miliony bębenków
uderza wokół głowy
taniec szalony taniec
to już graniczy ze śmiercią
czy przyleciały już żurawie
przestrzeń się ześlimaczyła
ohydne ciekawskie oczy
wpatrują się w rybie twarze
usta wyłapują ostatnie
krople powietrza
to są góry bez szczytów
w dole rozgrywa się
balkonowa scena
ktoś śpiewał serenady
dla pięknej
bez znaczenia
ile w sumie mają lat
tylko ta muzyka
ten rytm bębenków
i słowa
odpręż się chłopcze
to już nie jest walka
już przegrałeś
odpręż się jeszcze bardziej
a wtedy wygrasz
może to i ma swój cel
ręce obrosły łuską
ciało z plasteliny
oto znowu rybie oczy
albo gwiazdy i księżyc
a tam nieco dalej
są aniołowie
w takich długich
białych sukniach
widać też głowy łabędzi
bębenki
muzyka
rytm
biały puch
biała muzyka
biała mgła
i znów rytm
i znów bębenki
tak bez końca
w białe szaleństwo
426.
NIE WARTO
po co jest mówić o wojnie
gdy słońce świeci tak
po co wywoływać szczury
gdy statek nasz jeszcze mknie
nie warto nie warto nie warto
wołać diabła tu
sami zrobimy niebo
i sami wyrzucimy trąd
w szkatułkę ze złota
w szkatułkę z brylantów
schowamy nasze choroby
umysły i dusze
ale i bez tego
można się obejść
427.
SPACER
któryś już raz z kolei
powtarza się ten spacer
od dnia do nocy
z więzienia do domu
dudnią kroki
jak głupie pytania
o niczym w życiu
ten spacer
ze smakiem wody w ustach
z kromką suchego chleba
z ostatnim banknotem
w wytartych spodniach
gasną ognie świec
i kwiaty pochylają kielichy
nikną ludzkie sylwetki
w mrocznych zaułkach ulic
wilgotne powietrze
przykleja się do pleców
a ja powtarzam swój spacer
wdeptanymi ścieżkami
ocierając się o zgarbione budynki
potykając się o przydrożne latarnie
spoglądam na zamknięte kościoły
i o nic już nie pytam
428.
POKONAĆ STREFĘ
to nie słońce
to blask szklanych słupów
ustawionych na kamiennym placu
to jest siedziba mocy
ale czy coś takiego jeszcze istnieje
może po wyścigowym torze
pędzą jakieś konie
może są już konwalie w lesie
może to maj
może huknie piorun
w to zbiorowisko wraków
posypią się iskry
jak sztuczne zimne ognie
czy moc mogłaby tak wystrzelić
tak to jeszcze istnieje
może się już dopala
ale jeszcze jest
jak mały ognik
który cichutko się tli
jest w nas jeszcze ta moc
ta siła została
na dnie duszy
przecież to my
w nowym szklanym ciele
zaklęci w słupy
wrośliśmy w naszą płaszczyznę
ostatkiem sił
wyciągamy w górę blade twarze
chwytamy wiatr we włosy
niezdolni do pokonania strefy
wyjścia poza barierę
przecież to strefa
uczyniła z nas wraki
przecież to strefa
gasi w nas ogień
jaka jest nadzieja
dla martwych posągów
może uderzy w nas piorun
rozpęta się ogromna burza
wtedy pokażemy
na co nas stać
pokażemy że jeszcze
całkiem nie umarliśmy
przynajmniej przez chwilę
oświetlimy strefę
naszym ostatnim blaskiem
mocą która już
się kończy
429.
TRZY SNY JAK TRZY KOBIETY
byłem w wojsku
prowadzono manewry
a ty stałaś na łące
takiej dużej
i bardzo zielone
to było lato
było tak dużo słońca
takiego słońca już nie ma
było tak ciepło
łąkę pokryto rowami
jechałem w amfibii
miałem zielone ubranie
jak soczysta trawa
podjechałem do ciebie
siadłaś obok mnie
w amfibii było mało miejsca
ale ona i tak
bardzo dobrze
wjeżdżała w rowy
i wyjeżdżała w górę
mówiono że amfibia
jest bardzo bezpieczna
i spala się rzadko
raz na sto przypadków
dlatego też
nie trzeba się bać
potem byłem w dużym pomieszczeniu
ubrano mnie w biały fartuch
chyba byłem lekarzem
przyszła do mnie kobieta
z bardzo krótkimi włosami
musiałem ją wyleczyć
zorganizowano zabieg
zapanowały ciemności
ona nago
położyła się na stole
musiałem ciąć
nie widziałem co jej dolega
nagle wokół mej twarzy
zaczęły wirować koła
i twarze widma
a może tylko same oczy
potem ty weszłaś
w białym fartuchu
ktoś wpiął ci we włosy
pielęgniarski czepek
powiedziałaś że wiesz wszystko
że potrafisz to zrobić
bo wypuszczasz oczy w przestrzeń
powiedziałaś że jeszcze nie należy
oddzielać ciała od duszy
że tej kobiecie
potrzebny jest tylko erotyzm
rozmawiałem z mamą
tato jak zwykle wrócił z pracy
ty wyszłaś z łazienki
w puszystym kąpielowym płaszczu
takich płaszczy nigdzie nie ma
to było odzienie łabędzia
powiedziałaś że woda jest ciepła
że w wannie powstała wielka piana
wieczorem jedliśmy kolację
nikt nic nie mówił
może patrzeliśmy zbyt długo
na tort orzechowy
siedziałem zgorzkniały
mój brat coś opowiadał
o szkole
ale jak i co
nie pamiętam
znów obudziłem się
z bolącą głową
430.
